niedziela, 1 lutego 2015

"Niezgodna", Veronica Roth - recenzja




Mając w pamięci pozytywne wrażenia, jakie pozostawiły po sobie „Igrzyska śmierci” Suzanne Collins oraz ekranizacje dwóch pierwszych tomów tego cyklu, postanowiłam ostatnio dać szansę innej młodzieżowej dystopii. Mój wybór padł na trylogię „Niezgodna”, która, wzorem losów Katniss, również doczekała się wersji filmowej. Póki co do kin zawitała pierwsza część, ale kolejne w drodze. Jaką wizytówką dla całej serii jest otwierający ją tom? Po lekturze owej książki, palmę pierwszeństwa przyznaję na razie utworom Collins, co nie znaczy, że historia autorstwa Veronici Roth pozostaje bardzo daleko w tyle.


„Niezgodna” zabiera czytelników do niezbyt odległej przyszłości, w której ruiny Chicago zamieszkuje ludność podzielona na pięć frakcji: Altruizm, Nieustraszoność, Erudycja, Prawość i Serdeczność. Taka organizacja społeczeństwa została niegdyś ustalona w celu uniknięcia konfliktów nierzadko prowadzących do rozlewu krwi. Aby zapobiec chaosowi oraz wojnom, ludzie zaczęli żyć zgodnie z normami, jakie obowiązują w poszczególnych grupach. Ma to bowiem służyć likwidacji negatywnych cech charakteru i maksymalnemu rozwijaniu tych pozytywnych, skupionych wokół jednej nadrzędnej, która stanowi zarazem nazwę danego stronnictwa.

Chociaż przyjęta struktura przez dość długi czas zdaje egzamin, w końcu pojawiają się na niej coraz większe rysy. Niektóre z idei, jakie przyświecały utworzeniu frakcyjnego podziału, uległy niestety wypaczeniu. Niedoskonałości trawią zresztą ten system od samego początku jego istnienia, ponieważ nie każdego człowieka da się przypisać jednej, konkretnej grupie, narzucającej odpowiedni typ zachowania. I nie chodzi mi tu akurat o tych, których testy przynależności określają jako tzw. bezfrakcyjnych, czyli niepasujących do żadnego ze stronnictw. Ich obecność oficjalnie jest akceptowana, lecz pełnią po prostu rolę marginesu społecznego – żyją w skrajnym ubóstwie i mogą liczyć wyłącznie na takie zawody, jakich nie chcą inni (dozorcy, śmieciarze itp.). Miejsca brakuje jednak dla Niezgodnych, którzy pasują do kilku frakcji jednocześnie. Można zaryzykować stwierdzenie, iż symbolizują oni indywidualistów, opornych na próby wtłoczenia w jakikolwiek schemat tudzież narzucenia określonych wzorców myślenia.

W takich właśnie warunkach przychodzi egzystować szesnastoletniej Tris, która naprawdę nazywa się Beatrice Prior, a jej rodzina należy do Altruistów. Za sprawą poprowadzonej w pierwszej osobie narracji, to głównie dziewczyna przybliży odbiorcom reguły rządzące książkowym uniwersum. Akcja powieści startuje w dzień testu przynależności, jakiemu zostaje poddana nasza protagonistka wraz z pozostałymi nastolatkami. Nazajutrz odbywa się zaś ceremonia, w trakcie której dziewczę postanawia opuścić rodzinną frakcję na rzecz Nieustraszoności. W nowym środowisku przybiera imię Tris, a ponadto rozpoczyna serię ostrych treningów, mających wyłonić najlepszych adeptów. Dzięki przystępnemu stylowi autorki, kolejne etapy szkolenia nie nużą, co jest to o tyle ważne, że nauki pobierane w siedzibie Nieustraszonych zajmują najwięcej miejsca w pierwszym tomie serii.

Oczywiście nie samymi treningami Tris żyje – wszak wejście w krąg obcych ludzi wiąże się z zawieraniem różnych znajomości. Wkraczając w szeregi Nieustraszonych, dziewczyna znajdzie zarówno przyjaciół, jak i wrogów. Czytelnicy zyskują z kolei sposobność obserwacji poszczególnych osób oczami głównej bohaterki, dowiadując się, kogo lubi, kto wzbudza jej niepokój bądź zachowuje jawną wrogość wobec byłej Altruistki. Co istotne, Roth w miarę wiarygodnie kreśli proces aklimatyzacji protagonistki. Przyzwyczajona do odmiennych warunków Tris czuje się wpierw lekko zagubiona pośród ludzi, których jeszcze dobrze nie zna. Dość szybko nabiera jednak wiatru w żagle, w czym pomagają jej postępy poczynione w szkoleniu.

Podobnie jak wiele innych powieści, których docelową grupę stanowi młodzież, „Niezgodna” nie mogła obyć się bez wątku miłosnego. Z jednej strony, uczucie, jakie stopniowo zaczyna łączyć pannę Prior i Cztery, osiemnastoletniego instruktora z frakcji Nieustraszonych, zostało tu silniej zaakcentowane niż w zbliżonych tematycznie „Igrzyskach śmierci”. Z drugiej, motyw romansu nie jest nazbyt nachalny, a co za tym idzie – nie dominuje nad całą historią. Oprócz tego, nie można mu również zarzucić przesadnej naiwności. Mimo że Tris dostrzega przystojną aparycję swojego oblubieńca (ach, to jego głębokie spojrzenie…), przymioty charakteru itd., nie wpatruje się w młodzieńca niczym zaślepiona fanka. A co z nią samą? Bohaterka utworu to sympatyczna, skromna i zarazem dzielna osóbka, aczkolwiek nie jest też chodzącym ideałem, jak każdy zwykły człowiek.

Niektórym odbiorcom może nieco doskwierać wrażenie obcowania ze wstępem do większej historii. Jak wspomniałam wcześniej, w pierwszej części trylogii Veronica Roth najwięcej uwagi poświęca nowicjatowi protagonistki, którego pozytywne ukończenie pozwoli jej stać się pełnoprawną członkinią Nieustraszoności. Wprawdzie poważniejsze problemy cały czas wiszą nad bohaterami, lecz jak najbardziej realnych kształtów nabierają dopiero wtedy, gdy już mało stron dzieli nas od tylnej okładki książki. W konsekwencji, „Niezgodna” kończy się w interesującym momencie, pozostawiając w stanie swoistego zawieszenia tak postaci, jak i czytelników. Na szczęście, autorka zdołała osiągnąć efekt pozytywnego niedosytu, serwując wciągającą opowieść, a tym samym zachęcając do przeczytania następnych tomów.


Ocena: 7/10


Tytuł polski: Niezgodna
Tytuł oryginalny: Divergent
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz