wtorek, 10 lutego 2015

"Samotny mężczyzna", Christopher Isherwood - recenzja



Są różne rodzaje samotności, lecz do najtrudniejszych bezsprzecznie należy uczucie, jakie towarzyszy człowiekowi po utracie najbliższej jego sercu osoby. Stracie ostatecznej, czyli śmierci drugiej połówki. W takich sytuacjach nawet nie można łudzić się, iż ukochana osoba powróci z chęcią odbudowania nadszarpniętych relacji, w przeciwieństwie do burzliwej kłótni. Nie ma już nadziei, a zamiast niej pozostaje pustka. Mimo wszystko trzeba żyć dalej…

Tego typu rozważaniami zajął się swego czasu Christopher Isherwood, pisząc powieść pt. „Samotny mężczyzna”, opublikowaną po raz pierwszy w 1964 r. Książka ta przybliża czytelnikom losy podstarzałego homoseksualisty George’a, który boryka się z bólem po tragicznej śmierci swojego młodego kochanka Jima. Wydarzenia, jakie mamy okazję prześledzić, stanowią jednak zaledwie tło dla psychologicznej warstwy dzieła, a konkretnie emocji głównego bohatera. George miewa huśtawki nastrojów i nie potrafi dojść do siebie. Pobudka w pustym łóżku stanowi dla niego koszmar, pogłębiając stan bycia wewnętrznym wrakiem. Powolnemu procesowi porannej toalety daleko do leniwego i nieco beztroskiego szykowania się na kolejny dzień. Mężczyzna w pewnym sensie spostrzega siebie jako obcą istotę, której nie można nazwać pełnoprawnym człowiekiem. Chociaż dom George’a sprawia wrażenie przytulnego schronienia, nie spełnia dobrze tej roli. To właśnie wśród pieleszy najczęściej nachodzą go wspomnienia chwil spędzonych z ukochanym, co jeszcze bardziej wzmaga bolesne kłucie w sercu.

Jednocześnie protagonista ukrywa przed innymi ludźmi ogrom własnego cierpienia. Po wyjściu z domu, przybiera pozę normalności i stara się udawać, że generalnie wszystko jest w porządku. Z chwilą pojawienia się na uczelni, gdzie prowadzi zajęcia, zaczyna iść śmielszym krokiem, niczym człowiek bez problemów. Taka maska nie daje niestety prawdziwego wytchnienia i bywa na dłuższą metę męcząca. Po niemalże całym dniu w otoczeniu mniej bądź bardziej znajomych twarzy, George’a ogarnia swoista ulga mimo ogólnego znużenia życiem. Poniekąd jest zadowolony tym, iż nikt go w danym momencie nie widzi. Oczywiście pobyt poza domowym zaciszem nie zapewnia akademickiemu nauczycielowi skutecznej ochrony przed przykrą rzeczywistością. Przykładowo oglądanie towaru w supermarkecie przypomina mu o zakupach robionych wspólnie z Jimem.

Niemniej jednak psychologiczny portret George’a nie poruszył mnie na tyle, aby szczególnie przejąć się niedolą głównego bohatera. I nie chodzi mi o odmienną orientację seksualną mężczyzny, ponieważ nie noszę w sobie tego rodzaju uprzedzeń. Miłość, jaką obdarzył Jima, była szczera, co wystarcza do uwiarygodnienia łączącej ich więzi. Ponadto ma ona w powieści wymiar uniwersalny, służąc do zobrazowania wewnętrznej żałoby po ukochanej osobie. Co zatem wpłynęło na niemożność nadmiernego współczucia względem protagonisty? Być może to celowe posunięcie ze strony autora, ale Isherwood aż nadto przeholował z emocjonalnym chłodem, który miejscami wręcz bije z kart „Samotnego mężczyzny”. Odczuwalny jest on zwłaszcza wtedy, kiedy George próbuje spojrzeć na siebie od zewnątrz. Emocjonalny przekaz osłabiają też inne zabiegi amerykańskiego pisarza, np. opatrzenie wydumanymi refleksjami czynności zabijania mrówek. Oprócz tego, autor pokusił się o wstawki, które wręcz burzą poważny ton powieści. Należą do nich fragmenty informujące czytelników o bąkach puszczanych przez bohatera oraz jego rozważania na desce klozetowej.

Charakterystyczną cechą twórczości Isherwooda jest czerpanie inspiracji z własnego życia. „Samotny mężczyzna” nie stanowi wyjątku w tej dziedzinie, zaś George’a można uznać za swoiste alter ego autora. Amerykański literat był bowiem zdeklarowanym homoseksualistą, a w jego zawodowej karierze znalazło się miejsce dla pracy na stanowisku wykładowcy. Podobnie jak George, związał się ponadto z dużo młodszym od siebie mężczyzną (Donem Bachardy’m). Warto przy tym nadmienić, iż Isherwood napomknął w swoim utworze o różnych reakcjach na tzw. „inną miłość”. Jedni okazują pobłażliwość, traktując homoseksualizm jako chorobę dziedziczną lub przypadłość wynikłą z nieodpowiedniego wychowania. Drudzy gardzą ludźmi o odmiennej orientacji, lecz nie stosują jawnej agresji, póki tamci trzymają się z daleka. Jeszcze inni z kolei otwarcie nazywają gejów „zboczeńcami seksualnymi”, organizując kampanie nienawiści.

Co ciekawe, autor pozwolił sobie również na wtrącenie spostrzeżeń zdecydowanie lżejszego kalibru. Obejmują one na pierwszy rzut oka banalne, ale jak najbardziej szczere wzmianki odnośnie uczelnianego życia. Tak więc uwadze George’a nie uchodzi fakt, iż studenci nie kwapią się do siadania w pierwszych rzędach na sali. Jest także świadom wymownych spojrzeń słuchaczy na zegarki w momencie, kiedy powinien zakończyć wykład. Poza tym, prowadzenie zajęć wiąże się z mniejszym bądź większym stresem. Bohater obawia się czasami studenckich reakcji na poglądy, jakie przekazuje w trakcie swoich prelekcji.

W ogólnym rozrachunku „Samotny mężczyzna” należy do raczej ciężkich w odbiorze powieści. Wszak głównym motywem jest tutaj ból po stracie kogoś bliskiego, o czym już niejednokrotnie wspomniałam. Swoje robi też chłodny styl, w jakim została ta książka napisana. Niestety, ów chłód okazał się w pewnych momentach obosieczną bronią, osłabiając oddziaływanie utworu na czytelnika, wespół z paroma pomniejszymi rzeczami. A szkoda, bo mogliśmy otrzymać idealne studium zbolałej psychiki. Czy warto zatem sięgnąć po historię George’a? Jeżeli szukacie niebanalnej lektury, czemu nie? Nie oczekujcie jednak wybitnego dzieła.


Ocena: 6/10


Tytuł polski: Samotny mężczyzna
Tytuł oryginalny: A Single Man
Autor: Christopher Isherwood
Wydawnictwo: Świat Książki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz