wtorek, 24 lutego 2015

"Wierna", Veronica Roth - recenzja



Zmiany, zmiany i jeszcze raz zmiany… Takie hasło jest całkiem adekwatne dla „Wiernej”, czyli trzeciego tomu cyklu „Niezgodna”, który wyszedł spod pióra Veronici Roth. Na pewno nie zmieniło się jednak to, iż w dalszym ciągu mamy do czynienia z dobrą, acz utrzymaną w poważnym tonie rozrywką. Mało tego, zwieńczenie przygód Beatrice „Tris” Prior przewyższa poprzednie części, okazując się najlepszą odsłoną tej dystopijnej trylogii.

Druga książka z serii („Zbuntowana”) zakończyła się mocnym akcentem, który wstrząsnął zarówno bohaterami, jak i czytelnikami. Ujawnione wówczas rewelacje bez wątpienia rodziły kolejne pytania. Nic więc dziwnego, że na początku „Wiernej” postaci muszą przetrawić informacje, jakie wypłynęły na światło dzienne. Bynajmniej nie jest to jedyna rzecz, z którą trzeba się oswoić. Otóż dotychczasowy porządek został oficjalnie zburzony, co zresztą wyraźnie sygnalizowała fabuła poprzedniego tomu. Nie ma już podziału na frakcje, gdzie znajdowali się ludzie z predyspozycjami do rozwijania konkretnych cech charakteru (Altruizm, Nieustraszoność, Erudycja, Serdeczność, Prawość). Władzę przejęli tzw. bezfrakcyjni, wcześniej pełniący funkcję marginesu społecznego.

Jak łatwo przewidzieć, tereny zniszczonego Chicago, gdzie mieszkają bohaterowie powieści, nie przeistaczają się nagle w krainę mlekiem i miodem płynącą. Chociaż pierwotny system wykazywał coraz większe oznaki wypaczenia, nowy ład nie przynosi poprawy. Po prostu nastąpiło przetasowanie wśród odpowiedzialnych za sprawowanie kontroli nad pozostałymi. W pewnym sensie role uległy zatem odwróceniu, skoro rządy zagarnęli ci, których dawny ustrój uznawał za ludzi gorszej kategorii. Dowodząca bezfrakcyjnymi osoba narzuca własne zasady, np. brak podziału zawodowego pod kątem poprzednich ugrupowań czy obowiązkowe wymieszanie członków poszczególnych stronnictw. O ile niegdysiejszy ustrój faktycznie dyskryminował ludzi spoza frakcji, tak teraz zastrzeżenia wzbudza sposób, w jaki zmieniają się reguły. Niestety, nie liczy się zdanie innych, a zwłaszcza zwolenników starego porządku.

W konsekwencji chaos panuje wśród społeczeństwa mimo rządów silnej ręki. Nie wszystkim odpowiadają narzucone zmiany, a co za tym idzie – nie trzeba długo czekać na uformowanie grupy buntowników opowiadających się m.in. za prawem do własnej tożsamości. Warto podkreślić, iż problem odgórnie narzuconego podziału na lepszych i gorszych (wraz z wynikłymi na tym tle konfliktami) przewija się przez całą powieść, nie obejmując wyłącznie sfery Chicago. I tu wkracza na arenę kolejna zmiana w stosunku do dwóch pierwszych odsłon, bowiem spora część fabuły „Wiernej” została osadzona poza granicami miasta. Tam również nie będzie kolorowo, ale nie zdradzę szczegółów, by nie sypnąć nadmiernymi spoilerami.

W każdym razie, rozszerzenie miejsca akcji okazało się udanym i ciekawym zabiegiem. Kiedy grupka bohaterów wyściubia nosa poza mury Chicago, ich zainteresowanie otoczeniem udzieli się też odbiorcom. Potem zaś praktycznie ciągle otrzymujemy pakiety nowych informacji na temat książkowego uniwersum, włącznie z dokładnymi przyczynami utworzenia systemu frakcyjnego. Co istotne, finałowy tom trylogii wyjaśnia wszelkie kwestie związane z Niezgodnymi, którzy pasują do kilku stronnictw jednocześnie. Generalnie nie tylko dużo się dowiemy, lecz także prześledzimy niemało dynamicznych wydarzeń. Dzięki temu nie będziemy narzekać na nudę, a czas spędzony przy lekturze powinien minąć bardzo szybko.

Inna istotna rzecz dotyczy narracji. Wprawdzie nadal jest ona prowadzona w pierwszej osobie, ale została urozmaicona poprzez dodanie drugiego narratora. Oprócz Tris funkcję tę pełni Tobias, znany też pod pseudonimem Cztery. Przyznam, że nie zaskoczył mnie taki wybór. W końcu to drugi kluczowy bohater sagi i zarazem ukochany panny Prior. Rozdziały z perspektywy dziewczyny przeplatają się z partiami, gdzie do głosu dochodzi jej chłopak. Taka struktura pozytywnie rzutuje na całość – jako że Tobias i Tris przebywają czasem w różnych miejscach, czytelnicy otrzymują bezpośrednią relację, co się w danym momencie dzieje u obu postaci. Ponadto wreszcie można poznać pełnię myśli młodzieńca: więcej wspomnień z wcześniejszych lat życia, jego ocenę tamtych wydarzeń oraz krytyczne spojrzenie na samego siebie. Rzecz jasna nie zabraknie również obrazu Tris ukazanego oczami Tobiasa.

Tak jak wspomniałam we wstępie, „Wierną” oceniam najwyżej ze wszystkich części trylogii, aczkolwiek saga wciągnęła mnie już od pierwszego tomu. Szkoda, że to ostatni rozdział serii. Co prawda istnieje jeszcze prequel w formie skoncentrowanych na Tobiasie opowiadań, lecz zgodnie z chronologią „Wierna” kończy cały cykl. Nie ukrywam, iż odczuwałam żal żegnając się z bohaterami, nawet z drugoplanowymi. Z niektórymi w sensie dosłownym, ponieważ Veronica Roth nie boi się uśmiercać swoich postaci. Zdaję sobie jednak sprawę, że to nie pogodna bajeczka, a ponura wizja przyszłości. Gdyby każdy wyszedł bez szwanku, historia mogłaby nie wypaść równie wiarygodnie.


Ocena: 8/10


Tytuł polski: Wierna
Tytuł oryginalny: Allegiant
Autor: Veronica Roth
Wydawnictwo: Amber

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz