wtorek, 15 września 2015

"Zaczarowany ogród Tomka" - recenzja

Lato nie rysuje się przed Tomkiem w szczególnie różowych barwach. Chłopak musi spędzić jakiś czas u wujostwa, które, choć miłe, mieszka w domu, gdzie nie ma innych dzieci. Tak się akurat składa, że młodzian nie jest typem samotnika i brakuje mu towarzystwa kogoś w podobnym wieku. Tomek lubi ponadto zabawy na świeżym powietrzu, ale tu również zaczynają się schody. Owszem, wolno mu zajrzeć na podwórko. Cóż jednak z tego, skoro walają się tam stare graty, a przestrzeni tyle, co kot napłakał? Tym większe więc jego zaskoczenie w momencie odkrycia tajemnicy, jaką skrywa owa posesja.

Wyżej wspomniany sekret ma iście magiczne podłoże, acz nie dotyczy szafy, która niczym w „Opowieściach z Narni” prowadzi do świata zasiedlonego przez gadające zwierzaki i mityczne istoty. Niemniej chodzi o pewien element domowego wystroju, umożliwiający ucieczkę od szarej codzienności. Tym nietuzinkowym obiektem jest stary, duży zegar, który stoi w holu. To właśnie on sprawi, że zobaczymy tytułowy „Zaczarowany ogród Tomka”. O północy zawsze bije trzynaście razy, tym samym wpływając na wygląd posiadłości. Na co dzień dom nie jest kompletną ruiną, lecz metamorfoza przywraca mu dawną świetność. Jeszcze lepiej przedstawia się sytuacja podwórka, gdyż śmietnik ustępuje wtedy pola pięknemu i rozległemu ogrodowi.

Produkcja Willarda Carrolla, która tak na marginesie jest adaptacją powieści Philippy Pearce, posiada nieco staroświecki urok. I to nie tylko dlatego, że dzieciństwo Tomka przypada bodajże na lata pięćdziesiąte minionego stulecia, a magiczny zegar przenosi nas do końcówki XIX wieku. Przedstawiona w filmie historia przywołuje czasy, gdy olbrzymią frajdę dawało dzieciakom zwyczajne bieganie po świeżym powietrzu. Naszego protagonistę ogarnia szczery entuzjazm na widok przestrzennego ogrodu, a co za tym idzie – sam pobyt w owym miejscu stanowi dla Tomka dużą rozrywkę. Jak wiadomo, zabawy na świeżym powietrzu przegrywają dziś przecież pod względem popularności z sesjami przy grach komputerowych, konsolowych tudzież mobilnych. Co prawda nic nie stoi na przeszkodzie, by odpalić smartfonową apkę na dworze, ale nie ma w takich wypadkach mowy o kształtowaniu relacji międzyludzkich, w przeciwieństwie do podwórkowych spotkań z rówieśnikami itp.

Nieprzypadkowo wspomniałam przed chwilą o integracji, gdyż wyprawy do minionych czasów nie skupią się wyłącznie na samotnym bieganiu po ogrodzie. Nie zabraknie tam bowiem ludzi, którzy zamieszkiwali posiadłość pod koniec XIX wieku. Jako że Tomek egzystuje w ich rzeczywistości na zasadach istoty niematerialnej, obecność obcego dziecka pozostaje niezauważona. No właściwie nie do końca, a to za sprawą dziewczynki o imieniu Hatty, która zdaje się być jedyną osobą dostrzegającą głównego bohatera. Nietrudno zgadnąć, że pomiędzy ową dwójką nawiąże się nić porozumienia, a także przyjaźń. Co więcej, w filmie Carrolla mamy do czynienia z historią znajomości, która kształtuje się w bardzo nietypowy sposób. Nie dość, że Hatty i Tomek żyją w różnych epokach, to jeszcze wizyty chłopca okazują się swoistymi skokami do różnych punktów w przeszłości. W związku z tym wiek Hatty będzie ulegał zmianom na przestrzeni kolejnych spotkań.

Mimo że „Zaczarowany ogród Tomka” nie ustrzegł się paru dłużyzn, nie można mu odmówić ciepła ani nostalgiczno-magicznej atmosfery. Obraz dostarcza również przyjemnych doświadczeń wizualnych, do czego przyczynia się urokliwy ogród, pokazywany o różnych porach roku. Produkcja ta jest zatem nienajgorszym wyborem na spędzenie niedzielnego popołudnia, o ile zaliczacie się do sympatyków familijnego kina.


Ocena: 6/10


Tytuł polski: Zaczarowany ogród Tomka
Tytuł oryginalny: Tom's Midnight Garden
Reżyseria: Willard Carroll
Scenariusz: Willard Carroll
Obsada: Anthony Way, Greta Scacchi, James Wilby, Joan Plowright, Florence Hoath
Gatunek: familijny, fantasy
Produkcja: Wielka Brytania, USA, Japonia
Rok premiery: 1999
Czas trwania: 102 minuty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz