niedziela, 23 października 2016

Sekrety Zbrodni: Szkarłatna Lilia (PC) - recenzja

Artifex Mundi niewątpliwie wyrobiło sobie silną pozycję na rynku gier spod znaku HOPA. I to nie tylko na naszym rodzimym poletku, lecz również na ogólnoświatową skalę. Co więcej, polska firma szczyci się zarówno produkcją własnych reprezentantów tego gatunku, jak i wydawaniem tytułów autorstwa innych zespołów deweloperskich. Jednym z takich zewnętrznych projektów jest casualowy kryminał w świąteczno-zimowej oprawie od studia One More Level. A jego tytuł to Sekrety Zbrodni: Szkarłatna Lilia (Crime Secrets: Crimson Lily w angielskiej wersji językowej).

Ludzie zazwyczaj myślą o urlopie w kategoriach wakacyjnego okresu i gorących temperatur, które skłaniają do wylegiwania się na plaży czy innych, typowo letnich rozrywek. Jednakże to raczej odruchowe, pierwsze skojarzenie, bo wyjazdy wypoczynkowe bynajmniej na tym się nie kończą. Niektórzy wyruszają bowiem w podróż zimą, podczas świątecznego sezonu. Tak też dla przykładu czyni główna bohaterka recenzowanej przeze mnie produkcji. Kobieta na co dzień pracuje jako prywatny detektyw i pragnie po prostu odpocząć od wielkomiejskiego zgiełku oraz łapania przestępców. Dlatego decyduje się na pobyt w zimowym kurorcie, licząc, że zazna tam wymarzonego relaksu. Niestety, spotykają ją niemiłe niespodzianki – wpierw samochodowa stłuczka w drodze do hotelu, a wkrótce potem nieboszczyk, który złowieszczo tkwi przed bramą placówki. Wystarczą pobieżne oględziny denata, by zrozumieć, iż śmierć nie nastąpiła z przyczyn naturalnych.

Morderczo pracowite wakacje

Jak łatwo przewidzieć, nasza heroina nie zadowoli się odwaleniem fuszerki ani tym bardziej całkowitym zlekceważeniem zaistniałej sytuacji. Cóż, prawdziwy urlop musi zatem trochę poczekać, a teraz pora zakasać rękawy i pójść za głosem detektywistycznego instynktu, zamiast lepić bałwana bądź śpiewać kolędy przy sutym posiłku. Wiedziona poczuciem obowiązku, kobieta przystępuje do drobiazgowego dochodzenia, wykorzystując w tym celu swoje talenty śledcze. Na niewieście barki spada sporo roboty, zwłaszcza że grasujący po okolicy morderca zadba o to, aby jeszcze bardziej odciąć kurort od reszty świata. Na dodatek, nawet zimnisko na dworze nie tłumaczy tak silnie zamrożonych zwłok, przy których pozostawiono papierową lilię. Tajemnicze origami jasno zaś sugeruje, że rozpoczęła się swoista zabawa w kotka i myszkę.


Zbrodniarz najwyraźniej ma na pieńku z pewnymi osobami, w związku z czym nie zamierza grzecznie odejść, zamykając licznik zgonów na zaledwie jednym nieszczęśniku. Dla pani detektyw stanowi to niebezpieczny wyścig z czasem, a także grę o własne życie – wszak zabójcy nie lubią, jak ktoś im zbytnio depcze po piętach. Co natomiast otrzymają odbiorcy, zapuszczając się w rejony pechowego ośrodka? Umiejętnie skonstruowany, choć nie pozbawiony kilku fabularnych klisz scenariusz, który powinien zyskać przychylność fanów kryminalnych intryg. Sama w każdym razie nie narzekam – dostałam tak lubianą przeze mnie odizolowaną arenę zdarzeń oraz niewielkie grono potencjalnych ofiar i podejrzanych. Do tego doliczyć trzeba przykry incydent z przeszłości, wraz z innymi sprawami, którymi nikt publicznie się nie chwali.

Niedzielne śledztwo

Mechanika Sekretów Zbrodni nie wyłamuje się tendencjom, jakie cechują produkcyjno-wydawnicze portfolio Artifex Mundi. To stuprocentowa HOPKA, gdzie ukryte obiekty bratają się z klasyczną przygodówką, jednocześnie przyznając jej wyższość. Tak więc dominującym aspektem zabawy są partie, w których gra robi ukłon w stronę wielbicieli point and clicków. Na ten aspekt gameplayu składają się rozmowy z napotkanymi postaciami, zadania inwentarzowe oraz łamigłówki, w tym przykładowo różne przesuwanki, mieszanie składników chemicznych według receptury czy oparte na matematyce rozstawianie bezpieczników. Szczególnie ucieszyła mnie obecność rozwiązania, które co prawda pojawiło się nieco wcześniej w artifexowym Grim Legends 3, ale jeszcze bardziej przybliża produkcję ku pełnokrwistym przygodówkowm. Mianowicie myślę tu o manipulowaniu i łączeniu przedmiotów wewnątrz ekwipunku.


Jeśli chodzi o elementy hidden object, deweloperzy przyszykowali dla graczy klasyczne i fragmentaryczne sceny HO. Pierwsze to tradycyjne wypatrywanie rozmaitych gratów na bazie spisu pożądanych rzeczy, a w drugich kluczem do sukcesu jest szukanie części, potrzebnych do złożenia większego rekwizytu. Co istotne, w obu przypadkach wprowadzono możliwość zastąpienia takich plansz partyjką Mahjonga. Oprócz tego, twórcy fundują swego rodzaju odwrotność standardowych scen HO, która znalazła pomysłowe zastosowanie w trybie detektywa, znanym z serii 9 Clues (9 Poszlak). Zrealizowano go w formie trójetapowych zadań, rozpoczynających się ową wariacją na temat ukrytych obiektów. W dolnej części ekranu mamy wykaz z zamazanymi pozycjami, a ich nazwy odsłaniamy poprzez latanie z kursorem po lokacji w poszukiwaniu dowodów. Następnie czeka nas układanie poszlak w odpowiedniej kolejności, by w końcowym etapie móc obejrzeć filmik z rekonstrukcją przypuszczalnego przebiegu wydarzeń.

Christmas Crime

Wirtualnemu dochodzeniu towarzyszy stosowne do charakteru opowieści udźwiękowienie, włącznie z odgłosami otoczenia. Muzyka niesie ze sobą powiew tajemniczości bez względu na to, czy dana melodia podkreślić ma większe napięcie, czy pałeczkę przejmuje akurat spokojniejsza nuta. Angielski voice acting nie przysparza powodów do narzekań, a sylwetki postaci, które przemawiają poszczególnymi głosami, w sumie też nie, póki nie zaczniemy rozkładać na czynniki pierwsze ich animacji (niekiedy wkrada się tutaj zbytnia oszczędność). W niektórych przerywnikach filmowych przydałaby się również troszkę lepsza jakość obrazu, lecz to w zasadzie tyle, bo generalnie warstwa graficzna zasługuje na pozytywną ocenę. Zwiedzane lokacje, wespół z planszami HO, dopracowano pod kątem detali oraz wyrazistej i bogatej gamy kolorów. Najbardziej spodobało mi się wizualne ujęcie kryminału w świątecznym klimacie. Za przykład niech posłuży scena, w której natykamy się na trupa przed hotelową bramą. W połączeniu z bożonarodzeniowymi dekoracjami, naszym oczom ukazuje się dość upiorny widok. Poza tym, nie zabraknie jednoznacznie świątecznych scenerii, które nie zawierają zbrodniczych akcentów. Dla mnie to także plus, ciekawie kontrastujący z wątkiem kryminalnym.


Sekrety Zbrodni: Szkarłatna Lilia to krótka, bo około trzygodzinna rozrywka. Niemniej czas ten w ogólnym rozrachunku nie pozostawił mnie z uczuciem niedosytu, a i cała produkcja okazała się przyjemnym doświadczeniem. Mimo że w obrębie mechanizmów rozgrywki nie ujrzałam totalnie nowych pomysłów, równocześnie trafiły się wśród nich takie, które nie występują w co drugiej pozycji z gatunku Hidden Object Puzzle Adventure (vide łączenie przedmiotów w schowku oraz tryb detektywa). Wprawdzie pogoń za mordercą na mrozie nie przebiła moich ulubionych casualowych serii – Enigmatis i Grim Legends, ale nie zmienia to faktu, że bawiłam się dobrze. Podsumowując, rzecz warta ogrania, jeśli poszukujecie czegoś wciągającego, acz zarazem nieskomplikowanego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz