niedziela, 23 lipca 2017

The Lion's Song: Episode 4 - Closure (PC) - recenzja



Każda podróż ma swój kres i nie inaczej jest z trasą pociągu, którym jadą bohaterowie czwartego epizodu The Lion’s Song. Dotyczy to też poniekąd samej gry, bo najnowszy odcinek stanowi jednocześnie zwieńczenie serii, jak zresztą słusznie sugeruje jego nazwa – Closure (w polskim tłumaczeniu „Zamknięcie” lub „Zakończenie”). Niczym pasażerowie kolei, którzy zmierzają ku określonemu celowi, miłośnicy niezależnej produkcji docierają właśnie do ostatniego przystanku tej wyprawy, zapoczątkowanej przez ubiegłoroczną premierę pierwszego rozdziału. Rok po debiucie przyszła pora na finał, a w nim wiedeńskie studio Mi’pu’mi Games pokazuje, iż umie tworzyć nie tylko angażujące opowieści, lecz również pożegnania z klasą.

Closure ponownie zabiera odbiorców do Austrii z wczesnych lat XX wieku, którą deweloperzy odmalowali za pomocą sepiowej kolorystyki oraz grafiki retro. Po raz kolejny możemy popatrzeć na pixel art wysokiej próby, zdający się jak ulał pasować do przedstawionych realiów. W dalszym ciągu towarzyszyć nam będzie nienachalna muzyka, która odzywa się w kluczowych momentach, z powodzeniem oddziałując na emocje. Nie zabraknie także adekwatnych do sytuacji dźwięków otoczenia – czy to śpiew ptaków, wygrywana przez kogoś partia na skrzypcach albo niewyraźny gwar. Te skromne, acz sugestywne wrażenia estetyczne tradycyjnie wynagradzają nieobecność voice actingu, zwłaszcza że nie zapomniano o okazjonalnym akcentowaniu niektórych napisów (np. drganie przy śmiechu i nutki symbolizujące śpiew).


Najpoważniejsza zmiana w stosunku do poprzednich rozdziałów zachodzi natomiast na gruncie poprowadzenia scenariusza. W ramach krótkiego przypomnienia – pierwsze trzy epizody przybliżały graczom perypetie nieprzeciętnie uzdolnionych osób, które szukały sposobu, by jak najlepiej wyrazić swój talent. Owszem, odcinki te nawiązywały do siebie za pośrednictwem subtelnych odniesień, a ponadto zawierały wybory, rzutujące równocześnie na inne części „Lwiej Pieśni”. Jest też wspomniany przed chwilą motyw przewodni, lecz mimo wszystko mieliśmy do czynienia z oddzielnymi historiami w sensie takim, że koncentrowały się na różnych postaciach. Tymczasem czwarty epizod, choć nie oblewa egzaminu z samodzielności, w najsilniejszym stopniu realizuje ideę nadrzędnej narracji, która ściśle spaja poszczególne partie produkcji.

Na torach wspomnień

Oto bowiem wsiadamy na stacji kolejowej do pociągu, przejmując kontrolę nad pewnym jegomościem. Ów protagonista zajmuje miejsce w przedziale, gdzie przebywają jeszcze trzej mężczyźni. Tak na marginesie, owa ciuchcia to swoista stara znajoma, ponieważ fragmenty z jej udziałem otwierały odcinki 1-3. Wracając do naszego pasażera, bohater ten nawiązuje konwersacje z towarzyszami podróży. Każdy rozmówca ma do opowiedzenia osobistą historię, która zarazem odnosi się do kogoś, kto grał główną rolę w jednej z wcześniejszych odsłon, czyli odpowiednio kompozytorki Wilmy Doerfl, malarza Franza Markerta oraz matematyczki Emmy Recniczek. Dzięki takiemu zabiegowi dowiadujemy się, jak tamci, niezwykle wszak utalentowani protagoniści mogli wpłynąć na dobrze im znanych, a także zupełnie obcych ludzi.


Obrany kierunek posłużył w Closure do ubarwienia fabularnej struktury poprzez przetykanie właściwej akcji interaktywnymi retrospekcjami. Przełożyło się to na pokazanie zarówno totalnie nowych scenerii, jak i widzianych już miejsc, tyle że z nieco odmiennej perspektywy. Przykładowo, trafimy na przyjęcie pod dachem słynnego austriackiego artysty Gustava Klimta, ale jako pośledni malarz, w odróżnieniu do epizodu numer dwa, który dedykowany był postaci pana Markerta. Oprócz tego, sporo na swój temat zdradzi również facet zagadujący pozostałych pasażerów, przy czym jemu akurat nie przydzielono podobnych scenek wspominkowych. To świadome i udane posunięcie, skoro ów mężczyzna jest grywalnym bohaterem w podstawowej linii czasowej dla omawianego odcinka.

Komitywa intymności z szerszą skalą

Pod względem mechaniki, autorzy projektu kontynuują formułę narracyjnej gry przygodowej, w myśl której zajmiemy się rozmowami i innymi prostymi interakcjami, plus zwyczajowo podejmiemy parę wyborów. Raz zostaniemy nawet uraczeni skradankową wstawką, aczkolwiek zrobioną na modłę point and click. Nie uświadczymy za to łamańców głowy, lecz w The Lion’s Song nigdy nie chodziło o szafowanie skomplikowanymi zagadkami logicznymi. W zamian twórcy od początku kładli maksymalny nacisk na opowieść, która potrafi skłonić do zadumy. Kolejowe gawędy odznaczają się dość kameralnym charakterem, ale ta dotykająca ludzkich wnętrz historia obejmuje też społeczną panoramę w kontekście historycznych realiów, jakie deweloperzy wzięli tutaj na warsztat. Nie zdradzając zbyt wiele, ostatnie minuty fundują nam serię obrazków z informacjami, które podsumowują dalsze losy bohaterów wszystkich odcinków oraz panujące wówczas nastroje. Co istotne, finał Closure smuci i krzepi, paradoksalnie zachowując spójność przy takich skontrastowanych nutach.


Mistrzowska konkluzja

Czwarty epizod „Lwiej Pieśni” chłonęłam w niespiesznym tempie, a na jego jednokrotne zaliczenie potrzebowałam około 1,5 godziny. Sama końcówka autentycznie mnie przy tym wzruszyła, i to bez uciekania się do ogromnego patosu. A nadmienić muszę, iż była tam spora pokusa ku rozedrganiu najbardziej dramatycznych strun aż do przesady. Pozwolę sobie jeszcze napomknąć, że w głównym menu znajdziemy tzw. „Galerię połączeń” z najważniejszymi chwilami i postaciami tej niebanalnej sagi. Cóż mogę poza tym dodać? Jeśli przemówiły do Was dotąd wydane rozdziały, Closure na pewno nie sprawi zawodu. Skoro jednak nie mieliście żadnej styczności z dziełem Mi’pu’mi Games, lecz lubicie narracyjne przygodówki i cenicie sobie pixel art, to nie powinniście się dłużej wahać. Twórcom zaś dziękuję za tak pięknie spędzony czas i życzę kolejnych, co najmniej równie dobrych projektów.



---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję firmom Mi’pu’mi Games i ICO Partners.

---------------------------------------------------

Linki do moich recenzji epizodów 1-3 (teksty dostępne na blogu):




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz