czwartek, 10 sierpnia 2017

The Myth Seekers: Legenda Wulkana (PC) - recenzja


Zawsze podobały mi się opowieści traktujące o historyczno-mitologicznych zagadkach. O tajemnicach z mniej bądź bardziej odległej przeszłości, które równie dobrze mogą być całkowitą fikcją, jak i zawierać w sobie trochę ziaren prawdy. To zresztą niezwykle wdzięczny materiał dla twórców książek, filmów czy gier, dając popkulturze ogromne pole do popisu przy wymyślaniu różnorakich teorii. Taką właśnie drogą podążyli też producenci gry The Myth Seekers: Legenda Wulkana, która od razu kupiła mnie nie tylko oferowanym modelem zabawy, lecz także proponowaną tematyką.

Wydany przez polskie Artifex Mundi projekt opracowało studio Sunward Games z Węgier. Ów zespół deweloperski zdążył zaistnieć w świadomości miłośników HOPEK, a to dlatego, że ma na swoim producenckim koncie chociażby serię Bractwo Tajemnic (The Secret Order). Myth Seekers w tytule gry odnosi się natomiast do nazwy tajnego ugrupowania, które nie wkłada mitów między bajki i nie uznaje takich historii za co najwyżej źródło ciekawych, acz spokojnych analiz naukowych. Ba, członkowie tego stowarzyszenia aktywnie działają na rzecz ochrony ludzkości przed potężnymi istotami i mocami, jakie ponoć zrodziła wyłącznie wyobraźnia. Co najważniejsze, problemy, którym stawiają czoła podczas swoich misji, dobitnie potwierdzają, że nic im się nie uroiło.


Intensywne włoskie wakacje

Jak łatwo zgadnąć, Legenda Wulkana pozwoli zasmakować życia takiego agenta, a właściwie agentki. Żeby być jeszcze bardziej precyzyjną, dodam, iż trafi nam się świeżynka w szeregach Myth Seekers – młoda kobieta o imieniu Amelia. Pomimo krótkiego póki co stażu, główna bohaterka szybko zostaje rzucona na głęboką wodę. Szefostwo musi bowiem pilnie wysłać w teren eksperta od mitologii rzymskiej, by kontynuował zadanie innego tajniaka – niejakiego Philipa. Tamten facet gdzieś się niestety zapodział, co przypuszczalnie jest sprawką kogoś „życzliwego”. A jako że Amelia posiada największą wśród dostępnej ekipy wiedzę z pożądanej dziedziny, nic dziwnego, że wybrano akurat ją. Dzielna dziewczyna zahacza wpierw na chwilę o Pragę, by powęszyć za Kodeksem Wezuwiusza. Potem zaś czym prędzej wyrusza z Czech do Włoch, zaliczając parę przystanków, w tym dla przykładu Rzym, Pompeje oraz wyspę Capri. Nadrzędny cel italskich wojaży stanowi rozglądanie się za Młotem Wulkana, który nie może wpaść w nieodpowiednie ręce.

Akcja produkcji została osadzona pod koniec lat dwudziestych minionego stulecia, co, w połączeniu z włoskimi sceneriami, posłużyło autorom do wspomnienia o obecności Mussoliniego na scenie politycznej. Przy okazji nie omieszkano ubarwić fabuły chrapką duce na starożytne artefakty, tym silniej uzasadniając presję, jaka ciąży nad Amelią. Gwoli ścisłości, to raczej symboliczna wzmianka, ponieważ ostatecznie całość poszła w stronę typowej fantastyki, zamiast w bardziej szpiegowskie rejony. Osobiście nie uważam obranego kierunku za minus, skoro przedstawioną historię zgrabnie skrojono pod wymogi niedzielnej rozrywki. Doceniam ponadto kluczowy wątek zagłady Pompejów, którą wytłumaczono posiłkując się mitologicznymi zasobami.


Z regułami gatunku za pan brat

Jeśli chodzi o mechanikę, deweloperzy z Sunward Games nie wymyślają na nowo koła, ale, wzorem wielu gier HOPA, potrafią przekuć w atut fakt, iż opierają się głównie na znanych i lubianych rozwiązaniach. Stąd casualowa sztama point and clicka z elementami hidden object zaowocowała mile spędzonym czasem, który w tym konkretnym przypadku wyniósł u mnie około trzech godzin. Przyznam, że dobrze bawiłam się przy tutejszych inwentarzówkach, układankach i innych zagadkach, będących niedzielną odpowiedzią na tradycyjne, zazwyczaj bardziej wymagające przygodówki. Relaksują również sceny z ukrytymi obiektami, które produkcja serwuje nam w kilku wariantach. Dodatkowo mamy alternatywę dla takich wstawek – dobieranie tematycznych par obrazków, aczkolwiek dotyczy to jedynie tych sekwencji, gdzie testujemy spostrzegawczość na bazie klasycznych list, obejmujących kilkanaście nazw przedmiotów do wypatrzenia.

Oprócz tego, kontakt protagonistki z mitycznym światem znalazł praktyczne odzwierciedlenie na płaszczyźnie gameplayu, podobnie jak np. w grze Endless Fables: Klątwa Minotaura, też swoją drogą zrobionej przez węgierskie studio. O ile jednak perypetie Pameli Cavendish (bohaterki EF) oddawały nam do dyspozycji jeden legendarny rekwizyt z trzema mocami, tak Amelia z Myth Seekers natknie się na więcej potężnych artefaktów, które sukcesywnie lądują pod postacią ikony w prawym dolnym rogu ekranu. Wprawdzie ich użycie polega na prościutkiej interakcji ze stosownym hotspotem, ale każda zdobycz odznacza się unikalnymi, nadprzyrodzonymi właściwościami. W sumie dostaniemy pięć takich fantów, przy czym zgarnięcie ostatniego uwarunkowane jest przez scenariusz posiadaniem czterech poprzednich.


Graficzne przyjemności

Co do audiowizualnej warstwy tytułu, lokacje, przy zwiedzaniu których towarzyszy graczom nienachalne i zarazem klimatyczne udźwiękowienie, cechują się pozytywnym wpływem na atmosferę, bogactwem detali oraz silnym nasyceniem barw. Do tego nie można odmówić im różnorodności, a w ramach ciekawostki pozwolę sobie napomknąć, iż Pompeje pokazane zostały na dwóch planach czasowych. Animacje postaci wywołują już mniejsze wrażenie, lecz nie narzekam. Mimo generalnej oszczędności pokuszono się o parę wartych odnotowania szczegółów jak przykładowo elegancki chód Amelii w początkowym filmiku czy delikatne i okazjonalne ruchy głową, które sporadycznie widać u zagadywanych osobników. Ludzkie sylwetki odmalowano staranną kreską, ale to nie ich aparycja przypadła mi do gustu najbardziej. Do czego zmierzam? Mianowicie w trakcie rozgrywki dostrzeżemy kilka ślicznych kotów. Choć to w zasadzie drobnostka, nie ukrywam, że – jako zdeklarowana kociara – bardzo się z tego powodu ucieszyłam.

Solidna robota

Twórcy gry The Myth Seekers: Legenda Wulkana (The Myth Seekers: The Legacy of Vulcan) wpadli na interesujący pomysł, powołując do wirtualnego życia organizację, która stoi na straży prastarych sekretów. I to zarówno w kontekście omawianej produkcji, jak i potencjalnych kontynuacji, sięgających po inne kręgi kulturowe niż starożytny Rzym. Mechanika nie urządza gatunkowych roszad, lecz skrupulatna wierność kanonom nie przeszkodziła w zafundowaniu odbiorcom wciągającej rozgrywki. Jeżeli więc czujecie sympatię do pozycji typu Hidden Object Puzzle Adventure, agentka Amelia powinna należycie zadbać o Wasze zadowolenie.




---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawcy – firmie Artifex Mundi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz