Niektóre rany
nigdy się nie zabliźnią i zawsze tkwią gdzieś tam w środku, mniej bądź bardziej
uporczywie przypominając o przykrych przeżyciach. Czy mimo tego można w miarę
normalnie funkcjonować, odczuwać radość i myśleć pozytywnie? Czy ludziom z
ciężkimi traumami dane jest zaznać szczęścia, a także miłości? Czy też
wewnętrzne blizny położą się wielkim cieniem na reszcie ich życia,
przekreślając wszelkie szanse na odnalezienie spokoju ducha? Amerykańska
pisarka Jessica Sorensen próbuje odpowiedzieć na te pytania w powieści
zatytułowanej „Przypadki Callie i Kaydena”.
Głównymi
bohaterami są młodzi ludzie z bagażem traumatycznych doświadczeń. On, czyli
Kayden Owens, na pierwszy rzut oka wydaje się tzw. idealnym chłopakiem z
dobrego domu. Pewny siebie, wysportowany i przystojny, w związku z czym stanowi
obiekt westchnień wielu dziewczyn. Postawa, jaką przyjmuje na co dzień, jest
jednak fasadą, ukrywającą prawdę o sobie samym oraz jego bliskich. Rodzina
Kaydena wyćwiczyła się w udawaniu doskonałej, podczas gdy w rzeczywistości
trawią ją poważne problemy. Na pierwszy plan wysuwa się tam przemoc domowa,
bowiem pan Owens regularnie bije i upokarza swojego syna.