Wśród aktorskich filmów spod szyldu Disneya, które stworzono w oparciu o animacje od tej słynnej amerykańskiej wytwórni, mamy nie tylko produkcje będące z grubsza wierne swym pierwowzorom. Znajdzie się też bowiem trochę takich obrazów, jakie obierają bardziej kreatywny kierunek. A do owej grupy zalicza się całkiem udana komedia kryminalna „Cruella” (2021) z wyśmienitą Emmą Stone w głównej i zarazem tytułowej roli. Manga „Cruella. Czerń, biel i czerwień”, którą miałam ostatnio okazję przeczytać, powstała zaś na podstawie tego filmu.
Jednotomowa publikacja, za którą stoi japońska autorka Hachi Ishie i która ukazała się w Polsce nakładem Egmontu, podąża podobną – pod pewnymi względami – drogą co filmowa propozycja z 2021 r. Obraz w reżyserii Craiga Gillespiego traktuje wszak o młodzieńczych latach postaci kojarzonej głównie z klasycznej animacji „101 dalmatyńczyków” z 1961 r., która, tak na marginesie, bazuje na książce dla dzieci o tym samym tytule i doczekała się aktorskiego remake’u już w latach 90. Z kolei manga – owszem – również bierze na warsztat młodość Cruelli, lecz bynajmniej nie kopiuje produkcji z Emmą Stone. W zamian uzupełnia ją o inne wydarzenia, rozwijając – na swój sposób – materiał źródłowy.
Podczas lektury prześledzimy perypetie Estelli, czyli naszej Cruelli, która trzyma sztamę z dwoma rzezimieszkami – Horacym i Jasperem. Poczytamy tu choćby o modowej pasji głównej bohaterki, związanych z tym doświadczeniach, a także o swego rodzaju dwoistej naturze dziewczyny, drobnych złodziejskich akcjach na ulicach Londynu czy o próbach umknięcia przed policją. Z jednej strony, nie są to rzeczy, w kwestii istnienia których nie uświadamiał nas film. Z drugiej, przypominam, że Hachi Ishie skupiła uwagę na epizodach nie pochodzących z aktorskiej „Cruelli”. Ponadto autorka pokusiła się o kadry, w których protagonistka prowadzi wewnętrze dialogi ze swoim mrocznym alter ego. Owe wstawki są oszczędnie dawkowe, lecz zarazem wyraziście zaakcentowane, a tym samym dodające do przedstawionej historii nieco psychologicznego posmaku.
Akcja komiksu toczy się raczej niespiesznym rytmem, a fabuła nierzadko koncentruje się na odczuciach tytułowej bohaterki. Całość potrafi zaciekawić, zwłaszcza że Estella vel Cruella to charyzmatyczna indywidualistka. Z drugoplanowych postaci najbardziej w pamięć zapada natomiast pewna aspirująca projektantka mody – zamożna Emma, której ścieżki przetną się z główną bohaterką. Obie panie spędzą trochę czasu razem, co poniekąd posłużyło autorce za pretekst do swoistego porównania odmiennych metod modowej pracy. Cruella to wszak wulkan oryginalności, który kipi wyobraźnią i nie waha się przed pocięciem dopiero uszytej sukienki, by uczynić ją bardziej awangardową oraz oddającą jej wewnętrzne „ja”. Tymczasem dobrze ułożona Emma zaopatruje się w mnóstwo najlepszych narzędzi, materiałów i czasopism z rozmaitymi wzorami do inspiracji. Ale pomimo niezłego warsztatu krawieckiego, ta młoda kobieta ma duże problemy z wyzwoleniem własnej kreatywności.
Choć „Czerń, biel i czerwień” jest mangą, nie czyta się jej od prawej do lewej strony, lecz od lewej do prawej na wzór zachodnich komiksów. Posiada jednak taką kolorystykę, jaką można regularnie spotkać w japońskich publikacjach tego rodzaju. Wizualna oprawa stawia zatem na monochromatyczną, czarno-białą paletę barw. Generalnie omawiana pozycja odznacza się staranną i estetyczną kreską, która nie aspiruje do komiksowej śmietanki graficznej, lecz wypada, według mnie, solidnie. A szczególnie doceniam m.in. nadanie twarzy Cruelli odpowiedniej zaciętości, dzięki czemu widać upór dziewczyny w dążeniu do celu itp.
Podsumowując, „Cruella. Czerń, biel i czerwień” autorstwa Hachi Ishie to interesujące uzupełnienie popularnego filmu z Emmą Stone. Wprawdzie przedstawiona historia toczy się spokojniejszym tempem niż aktorski obraz, lecz takowy rytm wynika z charakteru dominujących na kartach mangi wydarzeń, a także z pochylenia się nad przeżyciami tytułowej bohaterki. Taki fabularny kierunek plusuje również właśnie tym, że nie jest skompresowaną wersją scenariusza filmowego, lecz przybliża nowe dla fanów oryginału sceny.




Fajna ciekawostka :) Filmu nie oglądałam, ale za młodu oglądałam oczywiście kreskówkę i... czytałam książkę. W sumie to czytała ją uczniom nasza wychowawczyni z podstawówki na zielonej szkole. :)
OdpowiedzUsuń