Bohaterowie
„Opancerzonego” postanowili zasmakować złodziejskiego fachu, obmyślając łatwy i
sprytny sposób zgarnięcia dużej kasy. Niestety, doskonały w swej prostocie plan
okazał się idealny jedynie w ich głowach. Przejechali się zatem panowie na
próbach cwaniactwa, lecz co to byłby za film sensacyjny, gdyby przestępcze
akcje upływały w beztroskiej atmosferze? Aby widz się dobrze bawił, postaciom
musi skoczyć ciśnienie z powodu różnych komplikacji. I tak też jest w przypadku
obrazu Nimróda Antala.
Tym,
co skłania mężczyzn do złamania prawa, jest poniekąd wykonywana przez nich
praca. Wprawdzie pryncypał nie zalega z płatnościami, ale robota nie przynosi
takich zarobków, by wylegiwać się na Karaibach w towarzystwie piersiastych
panienek. W zamian wystawia bohaterów na pokusy. I to duże. Bohaterowie pracują
w Eagle Shield Security, ochroniarskiej firmie transportowej, więc siłą rzeczy
często mają kontakt z cudzymi pieniędzmi, dla przykładu zawożąc je do banku.
Wiadomo, że nie mogą ot tak sobie wziąć nawet cienkiego pliku banknotów – gdyby
się wydało, szef raczej nie poprzestałby na grzecznym zwróceniu uwagi. Kiedy
jednak trzeba eskortować kilkadziesiąt milionów, Mike Cochrone wraz ze swoją
paczką zapomina o uczciwości i opracowuje przekręt doskonały. A polega on na
sfingowaniu kradzieży i wymyśleniu bajeczki o złodziejach, którzy napadli ich
na trasie, uciekając potem w siną dal.