„Wielki Zły Wilk” to nie tylko dobry pomysł, lecz także zrealizowany z głową. Tym samym komediowe spojrzenie na baśniowy świat okiem Bena Millera, autora tej przesympatycznej książki dla dzieci, z wdziękiem reprezentuje grono tzw. retellingów, czyli reinterpretacji znanych i lubianych historii.
Omawiana publikacja otwiera cykl „Dzienniki z innej bajki”, za którym stoi Ben Miller, brytyjski aktor i komik, posiadający w portfolio m.in. występy w filmach z serii „Johnny English” u boku Rowana Atkinsona. Autor serwuje nam na kartach swej książki wariację na temat baśni o Czerwonym Kapturku, ale nie dość, że przedstawiona tu historia opowiedziana jest z perspektywy Wilka, to w dodatku przybiera formę zapisków z pamiętnika owej postaci.
Tytułowy bohater, którego prawdziwe imię brzmi Laurencjusz, lecz który woli nazywać siebie Wielkim Złym Wilkiem i jest z tego bardzo dumny, budzi się ze snu zimowego wygłodniały, a także osłabiony. Zamierza jednak odzyskać krzepę dzięki seriom ćwiczeń, no i przede wszystkim napełnić brzuch odpowiednim do jego wymagań jedzeniem. Jak łatwo zgadnąć, Laurencjuszowi chodzi o mięso, tyle że z tym są właśnie pewne problemy, przez co protagonista, zamiast budzić strach, często sam staje się obiektem żartów.
Wilk w ujęciu Bena Millera to taki cwaniak od siedmiu boleści. Typ, który opowiada, co to nie on, jaki jest fajny, groźny, sprytny i w ogóle, podczas gdy inni się z niego śmieją. Przez wysokie mniemanie o sobie, Laurencjusz potrafi przypisać komuś naiwność, a sam taki bywa, dając się wykiwać. W efekcie jego zachowanie, w zestawieniu z reakcjami otoczenia, regularnie wzbudza rozbawienie, pełniąc funkcję kluczowego filaru tutejszego komizmu. I to zarówno postaciowego, jak też słownego czy sytuacyjnego.
Inni mieszkańcy Baśniowego Lasu, gdzie rozgrywa się akcja książki, też zresztą w różny sposób dokładają swoje trzy grosze do humorystycznej warstwy utworu. Przedstawiona historia bardzo dobrze sprawdza się bowiem jako komedia, przy czym nie tylko dla dzieci, lecz także dla dorosłych. Na dokładkę, bez podpierania się żartami zrozumiałymi wyłącznie dla starszych odbiorców. Co więcej, nie zgubiło się w tej żartobliwej esencji budujące przesłanie, w myśl którego warto solidnie rozważyć odejście od starych, nie zdających egzaminu schematów na rzecz autorefleksji i szukania właściwej drogi życiowej.
Doceniam ponadto fakt, że autor nie poprzestał jedynie na reinterpretowaniu losów bohaterów baśni o Czerwonym Kapturku. Bo wymyślony przez Brytyjczyka las jest trochę jak uniwersum Shreka. Słowem, natkniemy się tam także na postacie i miejsca zaczerpnięte z innych historii, np. na trzy małe świnki czy Piernikową Chatkę. A co z osobą Czerwonego Kapturka? Dziewczynka w pelerynie wiadomego koloru jest u Bena Millera cwańsza i bardziej wygadana niż w swej klasycznej wersji. Natomiast ikoniczny epizod w domku jej babci poddany został kreatywnej przeróbce – rzecz jasna, odpowiednio zabawnej.
Na uwagę zasługuje również pamiętnikowa formuła tej niedługiej i lekko napisanej książki. Co logiczne, poszczególne rozdziały oznaczono datami, lecz w oczy rzucają się jeszcze inne rzeczy. Mianowicie tok myślenia Laurencjusza i jego bieżący stan emocjonalny zostały dodatkowo wyeksponowane dzięki wyróżnianiu wybranych wyrazów, w tym takich dźwiękonaśladowczych (np. wilcze wycie „Auuuu”). Czy to wewnątrz tradycyjnych akapitów, czy to poprzez wydzielenie większych fragmentów stron. A skoro Wilk bierze się za treningi, niektóre rozdziały rozpoczynają się listą zrobionych danego dnia ćwiczeń. Do tego trafiają się okazjonalne daty z ekstremalnie krótkimi zapiskami, co, w połączeniu z estetycznym całokształtem słowa pisanego, czyni tekst bardziej dynamicznym.
Jeśli chodzi o ilustracje, które wyszły spod ręki Elisy Paganelli, są one kolejnym atutem „Wielkiego Złego Wilka”. Monochromatyczne obrazki odznaczają ładnym się wykonaniem i pasują do konwencji komediowej baśni. Tak na marginesie, rysunki przedstawiające najważniejsze postacie znajdziemy też na ostatnich stronach, opatrzone zwięzłymi, a przy tym dowcipnymi prezentacjami z punktu widzenia głównego bohatera.
Podsumowując, „Wielki Zły Wilk” to przystępnie i z dowcipem napisana historia, która wciąga od pierwszej strony. Ben Miller w pełni wykorzystał potencjał tkwiący we własnej wersji baśni o Czerwonym Kapturku. Strzałem w dziesiątkę okazało się chociażby przydzielenie pierwszoplanowej roli tytułowemu Wilkowi oraz nadaniu jego perypetiom pamiętnikowego kształtu. Inne plusy? Ano humoru mamy tu wszak pod dostatkiem. Barwnych postaci też, bo reszcie bohaterów daleko do bycia nijakim tłem. Dzieci z pewnością będą zachwycone tą książką, a i dorośli powinni niejeden raz uśmiechnąć się w trakcie lektury. Oby więc następne tomy „Dzienników z innej bajki”, poświęcone kolejnym mieszkańcom Baśniowego Lasu, również sprawiały mnóstwo frajdy.
------------------------------------------
Tytuł polski: Wielki Zły Wilk
Tytuł oryginalne: Diary of a Big Bad Wolf
Seria: Dzienniki z innej bajki
Autor: Ben Miller
Ilustracje: Elisa Paganelli
Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: ok. 240



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.