Zdradzona przez
męża, a za krewniaka ma kryminalistę. Na dokładkę, przelotny – wedle wstępnych
założeń – kochanek oskarżycielem w tym samej sprawie, w której ona pełni
funkcję obrońcy. A jeśli ów amant na sali rozpraw równie dobry jak w łóżku, to
lekko nie będzie. Iskry polecą więc nie tylko w sądzie, zaś kosmate myśli
zaszaleją, co rusz rwąc się do sfery praktycznej.
Prawniczka
Kinga Błońska, bo to o niej wyżej mowa, jest jedną z dwóch postaci, które grają
pierwsze skrzypce na kartach „Prokuratora”. Debiutu polskiej autorki, piszącej
pod pseudonimem Paulina Świst. Nasza protagonistka uważała się do niedawna za spełnioną
na gruncie prywatnym, lecz widok małżonka w niedwuznacznej sytuacji dobitnie
zrewidował dotychczasową opinię kobiety. Praca też zresztą przysparza obecnie
komplikacji, choć nikt nie odbiera Kindze prawa do radości z zawodowych
sukcesów. Ale jak się cieszyć, skoro przyrodni brat – gangster „Szary” – zmusza
do oficjalnej obrony jego zadka? Z kolei przeciwnikiem w procesie tegoż mafiosa
jest doświadczony prokurator Łukasz Zimnicki, czyli drugi, obok pani Błońskiej,
główny bohater. Jednakże to nie sądowe talenty rywala stanowią największy
problem, a wspólna, gorąca noc. Co zabawniejsze, przedstawiciele prawniczego
światka nie znali jeszcze wtedy swojej tożsamości. Ot, Kinga, przytłoczona
ostatnimi kłopotami, chciała po prostu ostro zaszaleć w jednym z pubów. Łukasz w
sumie także wypatrywał tam zabawy, a potem popędzili prosto do jego lokum i tak
jakoś wyszło.