Pokazywanie postów oznaczonych etykietą found footage. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą found footage. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 kwietnia 2018

"The Houses October Built" - recenzja


Słowa Waltera Jona Williamsa, które otwierają film „The Houses October Built”, trafnie oddają treść tegoż obrazu. Bo choć nie brak tutaj różnorakich person z galerii grozy, to jedynie halloweenowe przebrania. Pod takimi maskami i kostiumami skrywają się wszak zwykli ludzie, tyle że niekoniecznie o przyjaznych zamiarach. A ten człowiek, który usiłuje skrzywdzić innych, stanowi zaś zdecydowanie bardziej realne zagrożenie niżli wampiry, upiory, wilkołaki czy jakiekolwiek istoty powszechnie uważane za fikcyjne.

Na początek podstawowa informacja: tytuł w reżyserii Bobby’ego Roe nie jest produkcją krytykującą obchody Halloween, acz pokazuje ciemniejsze strony tych zwyczajów. Niemniej ryzyko, o jakim podczas seansu mowa, można też śmiało rozciągnąć na szerszy kontekst. Dodać przy tym należy, że temat fascynacji owym świętem posłużył twórcom do zabrania głosu w sprawie pewnych zjawisk społecznych i kulturowych. Oto bowiem paczka przyjaciół wyrusza wozem kempingowym na wycieczkę po amerykańskich parkach grozy oraz domach strachu. Mają zresztą co zwiedzać, bo zostało parę dni do 31 października, więc nietrudno natknąć się na czynne przybytki tego typu. Niestety, wygląda na to, iż bohaterowie wylądowali przy okazji na celowniku tajemniczych prześladowców. A jako że podróż wiedzie ich przez coraz bardziej zapuszczone okolice, odzywa się w tych wojażach popularny motyw niebezpiecznej prowincji.

czwartek, 26 lutego 2015

"Ostatni egzorcyzm" - recenzja



Film w reżyserii Daniela Stamma nie próbuje stawać w szranki z niedoścignionym „Egzorcystą” Williama Friedkina. Zamiast rzucać rękawicę legendarnemu już obrazowi, żeni motyw egzorcyzmów ze stylistyką found footage i przywdziewa szaty paradokumentu. Jak się okazuje, nawet nieźle mu to wychodzi.

„Ostatni egzorcyzm” opowiada o losach Cottona Marcusa, pastora Kościoła Ewangelickiego. Mężczyzna kontynuuje pracę ojca kaznodziei, który szkolił go od najmłodszych lat. Głównemu bohaterowi bliżej jednak do showmana czy iluzjonisty niż poważnego sługi bożego. Do swojej roli podchodzi z pewnym dystansem, a w trakcie kazań potrafi nawet sięgnąć po karciane sztuczki. Wierni bynajmniej nie czują się zdegustowani popisami wielebnego. Wręcz przeciwnie, wpatrują się w charyzmatycznego pastora niczym zaślepieni fani na występy gwiazdy estrady. Tymczasem Cotton traktuje swoje obowiązki jak każdą inną pracę zarobkową, której podstawę stanowi umiejętne sprzedanie oferowanej usługi czy towaru.

Co ciekawe, protagonista obrazu nie wierzy w demony, aczkolwiek pierwszy egzorcyzm przeprowadził w wieku zaledwie 10 lat. Jednocześnie nie uważa, aby oszukiwał ludzi. Jak sam tłumaczy, oferuje im, to czego chcą, udając wiarę w siły nieczyste. Zdaniem Cottona, wielu po prostu uroiło sobie bycie opętanym. Odprawiając obrzędy w celu wypędzenia demonów, najzwyczajniej w świecie odstawia więc teatrzyk i raczy nieświadomych wiernych trikami w stylu groźnych odgłosów czy trzęsącego się łóżka. Egzorcyzm działa zaś na klientów jak lekarstwo, po wzięciu którego czują się ozdrowieni. Zadowolony jest również sam wielebny, przeliczając otrzymaną wypłatę. W końcu musi zarabiać na utrzymanie rodziny.