niedziela, 16 sierpnia 2026

"Ciemna strona Księżyca", Robert J. Szmidt - recenzja

 

Ciemna strona Księżyca Szmidt

„Ciemna strona Księżyca” to zbiór 12 opowiadań spod znaku fantastyki. Co więcej, poszczególne teksty ujęły ją na rozmaite sposoby. Tym samym taki klimatyczny urodzaj dobrze odzwierciedla różnorodność gatunkową w obrębie owej kategorii. Natomiast głównym spoiwem utworów, które tu trafiły, jest nazwisko autora publikacji – Roberta J. Szmidta.


Twórca historii, jakie znajdziemy w omawianej książce, cieszy się wśród miłośników fantastyki dużym uznaniem i popularnością, posiadając na swoim pisarskim koncie m.in. cykl science fiction „Pola dawno zapomnianych bitew”. Ponadto jego bogate portfolio obejmuje chociażby polskie tłumaczenia obcojęzycznych powieści, a nawet gier komputerowych (np. survival horror Resident Evil 4 czy klasyczna przygodówka The Moment of Silence).


Jak wspomniałam we wstępie, fantastyka z kart „Ciemnej strony Księżyca” przybiera różne barwy. Prócz utworów o komediowym zabarwieniu, nie zabraknie bowiem poważniejszych opowiadań, które sięgają po klimat postapo, elementy grozy, pierwiastki sci-fi, a także po mroczne fantasy. Co istotne, teksty z tego zbioru w ogólnym rozrachunku udanie pokazują, że Robert J. Szmidt potrafi zręcznie operować słowem pisanym i elastycznie lawirować pomiędzy odmiennymi konwencjami.

Ciemna strona Księżyca Szmidt


Gwoli ścisłości, nie wszystkie historie zaangażowały mnie w jednakowym stopniu. Niemniej część opowiadań kupiłam od razu i w stu procentach lub co najwyżej żałowałam, że mam do czynienia jedynie z krótką, a nie z powieściową formą. Jednym z moich faworytów jest zaś „Cicha góra”, stanowiąca klimatyczny hołd autora dla serii gier Silent Hill. To bardzo dobry utwór, który charakteryzuje się sugestywną atmosferą tajemnicy i niepokojącego snu. Choć mamy tutaj eksplorację dziwnego, opustoszałego miasteczka, a także obecność mgły, tekst ten zarazem śmiało stoi na własnych nogach.


Do najjaśniejszych punktów publikacji należy też m.in. „Mały”, który zabiera czytelników do postapokaliptycznego Wrocławia i którego tytułowy bohater to młodzieniec mający problemy z komunikacją oraz codziennym funkcjonowaniem w towarzystwie nietolerancyjnych niedobitków. Co najważniejsze, zwięzła forma nie przeszkodziła autorowi, by sugestywnie opisać w owym utworze realia świata przedstawionego (doszczętnie zrujnowane otoczenie, szukanie zasobów wśród gruzów, obecność radioaktywnych pyłów itp.). Dla odmiany „Umrzeć w Lea Monde” z nad wyraz udanym skutkiem wykorzystuje elementy dark i heroic fantasy, by przybliżyć odbiorcom niełatwą misję ratunkową w wykonaniu czwórki śmiałków, a przy okazji by całkiem zgrabnie wtrącić drobną, acz czytelną aluzję do innej popularnej gry.


Były też jednak takie utwory, jakie wciągnęły mnie trochę mniej lub potrzebowałam ciut więcej czasu, by się do nich przekonać. Takim przypadkiem okazały się choćby komediowe „To będą inne święta”, które na dzień dobry wzbudziło co najwyżej neutralne odczucia, lecz na szczęście, te ustąpiły wkrótce pozytywnym, jak tylko autor przystąpił do kreatywnej zabawy z motywem Świętego Mikołaja. Z kolei „Alpha Team”, biorące na warsztat apokalipsę zombie, zdaje się zbyt silnie polegać na puszczaniu oka w stronę fanów Resident Evil, mimo że takowe odniesienia zostały sensownie uzasadnione. W innych opowiadaniach takie „giereczkowe” nawiązania wypadły, według mnie, lepiej.

Ciemna strona Księżyca Szmidt


Mimo wszystko całokształt, jak wcześniej sygnalizowałam, stanowi ciekawą wizytówkę twórczości Roberta J. Szmidta, bo udowadnia, że polski literat umie poruszać się po różnych obszarach fantastyki, a słowo pisane jest dla niego plastycznym materiałem. „Ciemna strona Księżyca” to generalnie solidna lektura, w której miłośnicy gatunku mogą znaleźć coś dla siebie. Najlepiej więc samodzielnie sprawdzić, jakie teksty uznacie za najbardziej angażujące, jeśli macie chęć zapoznać się z tym konkretnym zbiorem opowiadań.



-------------------------------------------------
Tytuł: Ciemna strona Księżyca
Autor: Robert J. Szmidt
Wydawnictwo: Starship
Liczba stron: ok. 398

1 komentarz:

  1. Wróciły mi wspomnienia Julito - podobne książki czytywałem w czasie istnienia bloga Imperium Lektur 1 . Pozdrawiam :-) .

    OdpowiedzUsuń

System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.