Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Wardziak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrzej Wardziak. Pokaż wszystkie posty

piątek, 23 października 2020

"Infekcja: Exodus", Andrzej Wardziak - recenzja

 

„Infekcja: Exodus”, czyli drugi tom cyklu spod pióra Andrzeja Wardziaka, nie wymyśla na nowo koła w temacie apokalipsy zombie, podobnie zresztą jak poprzednia część tej serii. Niemniej fani takowych klimatów wciąż dostają od autora solidną rozrywkę, której to dodatkowym smaczkiem jest fakt, iż walka o przetrwanie odbywa się tu w polskiej scenerii.

Debiutancka odsłona „Infekcji”, którą opatrzono podtytułem „Genesis”, pożegnała się z czytelnikami iście emocjonującą sceną, zawieszając akcję tak, że jeszcze bardziej zwiększała chęć sięgnięcia po ciąg dalszy. Następca pierwszego tomu szybko zaś udziela odpowiedzi na pytanie, z jakim to zostawił odbiorców cliffhanger w finale poprzednika. „Exodus” zaczyna się bowiem tam, gdzie mieliśmy koniec „jedynki”. Znani nam już bohaterowie próbują akurat przeżyć na obrzeżach Warszawy i kontynuują swoją desperacką podróż. Do tego znajdują się poniekąd między młotem a kowadłem. Z jednej strony, nadal pozostaje aktualny problem zombiaków, których – niestety – nie brak również poza stolicą. Z drugiej, kłopoty potrafią sprawić też żywi ludzie, w tym nawet wojsko.

czwartek, 12 marca 2020

"Infekcja: Genesis", Andrzej Wardziak - recenzja


Niejeden człowiek narzeka latem na upały, bo istny żar leje się z nieba, a z rozgrzanych ciał pot spływa niemal strumieniami. Zwłaszcza ostatnimi czasy, kiedy wakacyjna pora potrafi wręcz zamęczyć tropikalnymi temperaturami. Ale wyobraźmy sobie jeszcze gorszą sytuację, że – zamiast po prostu czuć się niczym grillowane danie – moglibyśmy też dosłownie posłużyć za czyjś poczęstunek. I to w makabrycznych okolicznościach. Tak jak np. w powieści „Infekcja: Genesis”, której autor – Andrzej Wardziak – każe warszawiakom zmagać się z zombie apokalipsą.

Gorące lato w Warszawie, na terenie której osadzono fabułę tegoż utworu, zostaje właśnie ubarwione takim wątpliwie przyjemnym bonusem. Miejską codzienność niespodziewanie zakłóca bowiem wiadomy horror, a wraz z postępującym koszmarem rośnie chaos, jaki to pociąga za sobą enigmatyczny wirus, zamieniający ludzi w wygłodniałe zombie. Tytułowa infekcja szerzy się w szybki i klasyczny sposób. Słowem, jedni są pożerani przez już przemienionych, a ci, którzy zostali tylko ukąszeni, również mają przechlapane. Wszak wystarczy pojedyncze ugryzienie, by zarazić się, umrzeć i następnie powstać jako żywy trup.