„Infekcja: Exodus”, czyli drugi tom cyklu spod pióra Andrzeja Wardziaka, nie wymyśla na nowo koła w temacie apokalipsy zombie, podobnie zresztą jak poprzednia część tej serii. Niemniej fani takowych klimatów wciąż dostają od autora solidną rozrywkę, której to dodatkowym smaczkiem jest fakt, iż walka o przetrwanie odbywa się tu w polskiej scenerii.
Debiutancka odsłona „Infekcji”, którą opatrzono podtytułem „Genesis”, pożegnała się z czytelnikami iście emocjonującą sceną, zawieszając akcję tak, że jeszcze bardziej zwiększała chęć sięgnięcia po ciąg dalszy. Następca pierwszego tomu szybko zaś udziela odpowiedzi na pytanie, z jakim to zostawił odbiorców cliffhanger w finale poprzednika. „Exodus” zaczyna się bowiem tam, gdzie mieliśmy koniec „jedynki”. Znani nam już bohaterowie próbują akurat przeżyć na obrzeżach Warszawy i kontynuują swoją desperacką podróż. Do tego znajdują się poniekąd między młotem a kowadłem. Z jednej strony, nadal pozostaje aktualny problem zombiaków, których – niestety – nie brak również poza stolicą. Z drugiej, kłopoty potrafią sprawić też żywi ludzie, w tym nawet wojsko.

