W dziedzinie
ponownego opowiadania znanych historii można zasadniczo wyodrębnić dwa nurty.
Pierwszy to zachowanie jak największej wierności wizji, która została zrodzona przez
wyobraźnię autora oryginalnego dzieła. Drugi, z uwagi na swoją specyfikę liczniejszy,
obejmuje zaś swobodniejsze interpretacje pierwowzoru. Takie wersje, jakie
pozwalają sobie na różnorakie odstępstwa w imię szeroko pojętej kreatywności. I
choć „Tarzan. Król dżungli” nie zapomina o swoich korzeniach, to zalicza się
właśnie do tego pokaźniejszego grona z wariacjami.
Reinhard
Kloos, który jest zarówno reżyserem, jak i współscenarzystą trójwymiarowej
animacji, zapożyczył parę podstawowych elementów od literackiego oryginału spod
pióra Edgara Rice’a Burroughsa. Mamy zatem tytułowego bohatera, który traci w
dzieciństwie rodziców na afrykańskiej ziemi. Nie mogło też obyć się bez
dorastania pod okiem małp, kiedy to jedna z samic postanawia przygarnąć i
wychowywać biedną sierotę wśród swoich. Oczywiście ludzie potem znów pojawią
się na drodze protagonisty, włącznie z młodą kobietą o imieniu Jane. Jednakże
film z 2013 roku porzuca późny XIX wiek na rzecz czasów współczesnych, acz bynajmniej
nie ogranicza się wyłącznie do takiej modyfikacji.