Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść gotycka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść gotycka. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 6 września 2016

"Dziewczyna w czerwonej pelerynie", Sara Blakley-Cartwright - recenzja

Koniec przygody ze „Zmierzchem” nie oznaczał dla Catherine Hardwicke rozbratu z romansem paranomalnym. Co prawda amerykańska reżyserka sfilmowała tylko pierwszą część wampirzej sagi, lecz później przyszło jej nakręcić jeszcze inny obraz, który wykorzystuje tego rodzaju konwencję. Ową produkcją jest „Dziewczyna w czerwonej pelerynie” z Amandą Seyfried w głównej i zarazem tytułowej roli. Jednakże to nie film stanowi przedmiot niniejszego tekstu, a powieść, którą Sara Blakley-Cartwright napisała na bazie scenariusza Davida Lesliego Johnsona.

Z reguły ostrożnie podchodzę do lektur o takim filmowym rodowodzie. Powód? Po prostu kilka razy trochę się zraziłam, przeczytawszy pozycje, powstałe właśnie na podstawie scenariuszy. Może nie dlatego, że okazały się śmiertelnie nudne i męczące, ale przez to, że pachniały typowym skokiem na kasę. Krótkie, stworzone jakby na szybko… Ot, takie w sumie streszczenie, tyle że posiadające dialogi. Nieco inaczej przedstawia się sprawa „Dziewczyny w czerwonej pelerynie”, bo tym razem otrzymałam dłuższą powieść, acz żadne tam opasłe tomisko. Pomimo tego podejrzewam, że tu nadal mamy do czynienia z pewną próbą zbicia dodatkowego kapitału. I to nawet wtedy, jeśli w grę wchodziła także chęć wzbogacenia wykreowanego uniwersum. Wiadomo – komu spodoba się film, sięgnie po książkę i vice versa. Ja na przykład zaliczyłam najpierw seans w telewizji, a ten był wystarczająco przyjemny, by przy promocyjnej cenie skusić się na wersję papierową.

piątek, 16 stycznia 2015

"Ciemny brzeg", Susan Howatch - recenzja




Milioner Jon Towers, bohater powieści „Ciemny brzeg”, postanawia porzucić stan wdowieństwa i ponownie się ożenić, a jego wybór pada na młodziutką Sarę. Mężczyzna widzi we wrażliwej dziewczynie idealną połowicę, zawsze wiernie wypatrującą powrotu męża z pracy. Póki co normalna proza życia (regularne obiadki, prasowanie, cerowanie skarpetek itd.) musi jednak poczekać, bynajmniej nie dlatego, że państwo młodzi pragną się uprzednio wyszaleć. Najpierw trzeba rozwiązać pewien bardzo poważny problem, o ile w ogóle da się z nim uporać…

Wyżej wspomniany tytuł wyszedł spod pióra urodzonej w Anglii Susan Howatch, która od dziecka planowała związać swoje życie z literaturą. Przeniesie pasji na grunt zawodowy powiodło się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku, kiedy miała już za sobą ukończone studia prawnicze. Wtedy to przeprowadziła się do Stanów Zjednoczonych, poślubiając tam rzeźbiarza i pisarza Josepha Howatcha. Wkrótce potem, a konkretnie w roku 1965, nastąpiła premiera jej debiutu wydawniczego. Ową pozycją był właśnie „Ciemny brzeg”, stanowiący dość zgrabne połączenie powieści gotyckiej z kryminałem.

Wracając do przedstawionej w książce historii, cieniem na szczęściu Sary i Jona kładzie się sprawa sprzed dziesięciu lat. Mianowicie chodzi o Sofię, pierwszą żonę bogacza, która zginęła w wyniku upadku z klifu. Co prawda jej śmierć została oficjalnie uznana za wypadek, ale nie od dziś wiadomo, że czas nie potrafi tak łatwo wymazać rodzinnych tragedii. Zwłaszcza takich, które owiane są tajemnicą i licznymi niedomówieniami. O nieszczęśliwym losie poprzedniej pani Towers krążą różne przypuszczenia, począwszy od samobójstwa, a skończywszy na morderstwie z premedytacją. Wśród potencjalnych podejrzanych nie brakuje oczywiście Jona, tym bardziej iż małżeństwo z Sofią nie należało do udanych.