środa, 22 czerwca 2016

Elisa: The Innkeeper - zapowiedź


Hej, hej, czcigodny wędrowcze! Zmęczony trudami podróży? Tak się składa, że mijasz akurat gospodę, więc czemu nie przystanąć w niej choćby na chwilę? Odetchnąć i wypić kufel miodu czy innego trunku…? A jeśli żeś wrażliwy na kobiece wdzięki, wiedz, iż karczma należy do Elisy, młodej niewiasty szczodrze obdarzonej przez naturę. Chyba przyjemnie na taką oberżystkę popatrzeć, nieprawdaż? Ba, możliwe, że stracisz dla tej panny głowę, podobnie jak szereg jej zalotników.

Elisa: The Innkeeper to projekt, który stara się o zastrzyk gotówki za pośrednictwem Kickstartera i powstaje pod szyldem niezależnego studia Neoclassic Games z siedzibą w Italii. Produkcja ma być reprezentantką gatunku visual novel, pod względem fabularnym czerpiąc z osiemnastowiecznych włoskich komedii. Oprócz tego, w scenariuszu znajdzie się ponoć miejsce dla elementów rodem z zachodniego fantasy. Aby twórcy mogli bezproblemowo kontynuować prace nad grą, potrzebują w ramach kickstarterowej kampanii zebrać przynajmniej 4 tysiące euro, z czym muszą wyrobić się do 15 lipca bieżącego roku. Warto dodać, iż obecnie dostępny jest w sieci darmowy prequel, pozwalający co nieco posmakować, a tym samym sprawdzić, czy odpowiada nam wizja autorów.

Stojąca za Elisą ekipa doskonale zdaje sobie sprawę, że wśród wizualnych powieści panuje duży urodzaj. Niemniej pragną dorzucić tu coś od siebie. I owszem, w pewnym stopniu wyróżnikiem The Innkeeper jest sięgnięcie po zasoby włoskiej literatury, acz wątki miłosne to dość powszedni chleb w tego typu grach. A taka właśnie tematyka odegra istotną rolę w tytule od Neoclassic Games. Jak zaznaczyłam we wstępie, fabuła kręci się wokół dziewczyny, która prowadzi gospodę i nie narzeka na brak adoratorów. Na dokładkę amanci często mogą pochwalić się dobrym urodzeniem, bogatą kiesą albo innymi przymiotami. Ma w czym panna wybierać, nie da się zaprzeczyć. Z jednej strony, nic tylko pozazdrościć takiego powodzenia. Z drugiej, nachalność licznych wielbicieli bywa czasem męcząca. W prequelu poznamy dwóch oczarowanych karczmarką jegomości – księcia oraz kupca. No i jest jeszcze rycerz, który dla odmiany nie zamierza hołubić Elisy ani żadnej innej kobiety. Czy w przyszłości zmieni swoją postawę? Niewykluczone, skoro jego chłód nie uchodzi uwadze głównej zainteresowanej.


Nieodpłatny prequel nie zabrał mi wiele czasu przy jednokrotnym przejściu, bo około 45 minut. Trzeba jednak pamiętać, że to krótkie i darmowe wprowadzenie, będące zarazem wizytówką dla komercyjnego wcielenia Elisy, które walczy o serca kickstartertowych darczyńców. Pierwsze spotkanie z bohaterką obejmuje jedynie 20% treści, jaka przypada na finalny, pełnoprawny produkt. Wprawdzie ów wstęp nie zaoferował mi wciągającej niczym ruchome piaski fabuły, ale generalnie okazał się całkiem przyjemną i lekką w odbiorze komedyjką romantyczną. Liczę jednak, iż dalszy ciąg pozwoli historii w pełni rozwinąć skrzydła, zawierając dla przykładu więcej intryg, a także wątki fantastyczne. Jest na to duża szansa, zwłaszcza że warstwa narracyjna stanowi dla deweloperów przysłowiowe oczko w głowie. Swoją drogą, szczególnie ciekawi mnie sama Elisa, która wydaje się dość niejednoznaczną postacią. Jak mogłam przekonać się dzięki opublikowanym przez twórców preludium, dziewczynę dotknęły kiedyś smutne doświadczenia, lecz ma sympatyczną osobowość, a do tego coś z kokietki.

Sprawne rozpisanie scenariusza nie ograniczy się tutaj do jednej, ściśle wytyczonej ścieżki. Elisa: The Innkeeper ma silnie bazować na mechanice wyborów, rzutujących na losy bohaterów. Taki zabieg powinien skłonić odbiorców do kilkukrotnego ukończenia produkcji i sprawdzenia, jak przedstawiona w grze historia zmieni się pod wpływem innych decyzji. Co ciekawe, nie wcielimy się w tytułową protagonistkę ani w którąkolwiek z pozostałych dramatis personae. Deweloperzy przyrównują gracza do boskiej istoty, która patrzy z góry i pociąga w odpowiednim momencie za sznureczki przeznaczenia, decydując o poczynaniach różnych postaci. Ponadto system wyborów połączony będzie z możliwością uzyskania rozmaitych przedmiotów. Przykładowo w prequelu wskazanie jednej z dwóch czynności owocowało zdobyciem miecza, który mogłam później wykorzystać lub nie, kształtując w ten sposób przebieg fabuły.


Co do oprawy wizualnej, statyczne 2D wypada ładnie, włącznie z sylwetkami postaci, w których widać charakterystyczną dla anime i mangi kreskę. Męskiej reprezentacji graczy z pewnością spodoba się fakt, iż kobiety w The Innkeeper są zaokrąglone w strategicznych miejscach. Podejmowaniu decyzji towarzyszą natomiast małe, pocieszne obrazki w stylu chibi. Omawiając grafikę, chciałabym odnotować jeszcze pewną rzecz, którą reklamują autorzy. Mianowicie w grze zostanie zaimplementowana funkcja dostosowywania takich elementów jak styl czcionki czy kolor okna dialogowego. Przyznam, że potrafiłabym obejść się bez tych, raczej gadżeciarskich, opcji. Z reguły wystarczają mi narzucane przez deweloperów propozycje, byle było czytelnie i estetycznie. Niemniej przypuszczam, że istnieją amatorzy grzebania w takich ustawieniach. Sama za to bardziej interesuję się muzyczną warstwą przygód oberżystki i spółki. W tej kwestii wybór twórców padł na szwajcarskiego kompozytora Adriana von Zieglera, który zgodził się uczestniczyć w projekcie. I dobrze, bo melodie, jakie można usłyszeć w sieci czy prequelu, spisują się na medal. Takie spokojne, z romantyczno-mistyczną nutą…

Czy Elisa: The Innkeeper podbije serca graczy? Visual novel mają swoją niszę, a grono ich wielbicieli jest wystarczająco pokaźne, by różne tytuły znalazły swoich wielbicieli. Jeżeli zespół z Neoclassic Games wykorzysta cały potencjał, jaki drzemie w jego wirtualnym dziecku, Elisa powinna zaskarbić sobie przychylność sympatyków gatunku. Już teraz zresztą nie brakuje takich osób, o czym świadczą postępy crowdfundingowej kampanii (w momencie publikacji mojego wpisu na koncie twórców było ponad 80% z tzw. minimum, niezbędnego do pozytywnego zakończenia akcji). Jeżeli chcecie wesprzeć finansowo ekipę, zapraszam do odwiedzenia kickstartertowej witryny gry, która mieści się pod tym adresem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz