wtorek, 20 września 2016

Guns, Gore & Cannoli (PC) - recenzja

Donna Crouschynca! Koniec świata! – lokaj Manolo wydarł mi się do ucha, wyrywając ze snu o przystojnym ogrodniku Gustavo. Na widok trzęsącego się niczym osika służącego chwilowo darowałam sobie jednak awanturę. Ten, nic więcej nie mówiąc ani nie zważając na konwenanse, jął mnie szarpać nerwowo za ramię, po czym wskazał palcem taras. Zniecierpliwiona wygramoliłam się z wielkiego łoża, a przy okazji zaczęłam rozmyślać o karze dla lokaja, który wtargnął do pokoju przed godziną budzenia. Takie rozważania szybko odeszły w niebyt, gdy dotarłam do tarasowej balustrady. Cóż za straszne rzeczy objawiły się mym oczom – różane rabatki rozdeptane, a po ogrodzie krążyło stado agresywnych ludzi! Był też Gustavo lub raczej to, co z niego zostało, bo biedak posłużył obcym za przekąskę. Zrozumiawszy, że to atak zombie, odłożyłam opłakiwanie amanta na później i przeszłam do działania. – Manolo! Wyjmij z mojej szafy karabin, amunicję i granaty! Migieeem!!! – tym razem ryknęłam ja.

No dobrze, a teraz najwyższa pora zejść na ziemię. Żadna ze mnie majętna Włoszka, która mieszka w ogromnej willi i ma wokół siebie nadskakującą służbę, włącznie z przystojniakiem do sadzenia kwiatków oraz koszenia trawy. Żyję sobie skromnie w polskim blokowisku, acz można powiedzieć, iż posiadam na balkonie coś w formie malutkiego ogródka. Ale przejdźmy wreszcie do meritum, bo przecież wypadałoby wytłumaczyć, dlaczego tak naszło mnie na snucie italsko-zombiaczych fantazji. Otóż zasmakowałam ostatnio czegoś podobnego za sprawą niezależnej gry Guns, Gore & Cannoli od czteroosobowej ekipy z belgijskiego Crazy Monkey Studios. Wprawdzie akcja produkcji została osadzona w Ameryce, lecz nie brak tu zarówno żywych trupów, jak i rodaków Moniki Bellucci.

Znowu apokalipsa zombie? I to w Stanach Zjednoczonych? Owszem, wiele razy śledziliśmy tego rodzaju historie. Niemniej w przypadku Guns, Gore & Cannoli rzecz jest o tyle nietypowa, że przenosimy się do lat dwudziestych minionego stulecia i przypadającej na ów okres epoki prohibicji. Na dokładkę, z silnie zaznaczoną obecnością gangsterskiego światka, który znalazł swój przyczółek poza ojczystą Italią. Głównym bohaterem uczyniono bowiem Vinniego Cannoli, eksperta od brudnej roboty, co w praktyce sprowadza się przeważnie do eliminowania problematycznych dla mafii osób. Naszego protagonistę poznajemy w chwili, gdy na polecenie swojego bossa wyrusza do mieściny o nazwie Thugtown (w polskim tłumaczeniu: Miasto Bandytów). Zadanie, które obejmuje odszukanie niejakiego Frankiego, od początku zanosiło się na niełatwą sprawę, zważywszy na pewne niepokojące doniesienia. Pomimo tego rzeczywista skala zagrożenia zaskakuje nawet Vinniego – choć facet nie traci animuszu, nie spodziewał się, że przyjdzie mu stawić czoła hordom nieumarłych.


Przyprawiona karykaturalnym sosem historia elegancko żeni motyw żywych trupów z wątkiem gangsterskich porachunków, lecz nie należy nastawiać się na wielowarstwowy scenariusz. Ot, prościutka opowiastka albo zarys fabularny, który ma na celu usprawiedliwić podejmowane przez gracza działania. Te zresztą również nie zaliczają się do wyrafinowanych, polegając na gnaniu przed siebie oraz zabijaniu licznych przeciwników. Niezależny projekt oferuje odbiorcom side-scrollowany miks platformówki i strzelanki, przy czym maksymalny nacisk położony został na czystą rozwałkę. Innymi słowy, pacyfistyczne podejście nie popłaca – jeśli chcecie przeżyć, nie żałujcie środków destrukcji!

O ile podstawową spluwę wyposażono w nielimitowaną ilość ołowiu (trzeba jedynie przeładowywać magazynek), tak przy pozostałych broniach wprowadzono ograniczoną amunicję, a zapasy uzupełnimy poprzez zbieranie porozrzucanego na planszach oręża. Oczywiście nie od razu zyskamy dostęp do wszystkich typów uzbrojenia, wśród których deweloperzy przygotowali przykładowo rewolwer magnum, dubeltówkę, miotacz ognia czy koktajle Mołotowa. Co ważne, postarano się też o odpowiedni urodzaj przy projektowaniu oponentów. W trakcie rozgrywki krwi napsują nam nie tylko żywe trupy, ale i mafiosi z wrogiego gangu oraz wysłani przez rząd żołnierze. Szczególnie ciekawie przedstawia się asortyment zombiaków, zgodnie z formułą gry, bardziej komicznych niż strasznych. Prócz dość zwyczajnych szwendaczy, trafimy chociażby na przerośnięte szczury, nadgniłych futbolistów bądź na skąpo odziane truposzki z pejczem.

Intensywna eksterminacja, jaką funduje odbiorcom Guns, Gore & Cannoli, niewątpliwie wciąga, lecz przy dłuższym posiedzeniu widać pewną schematyczność zabawy, zwłaszcza że nie uświadczymy innowacji na niwie gameplayu. Przy okazji dodam, iż nie do końca przekonało mnie średnio wygodne wchodzenie po schodach – musimy wtedy posiłkować się podskokami, zamiast móc płynnie przejść na wyższe piętro. Co się zaś tyczy sterowania ogółem, obsługa przy pomocy klawiatury nie przysparza powodów do narzekań, aczkolwiek pod warunkiem naniesienia zmian w domyślnym obłożeniu przycisków. Zanim rozpoczniecie właściwą rozgrywkę, radziłabym zajrzeć do ustawień w menu głównym i przerzucić funkcje strzelania oraz kopania z klawiszy na myszkę.


Jeśli chodzi o oprawę audiowizualną, ten aspekt produkcji pozostawia po sobie pozytywne wrażenia, ciesząc oczy i uszy solidnym wykonaniem. Ręcznie rysowana grafika 2D utrzymana jest w komiksowym stylu, który mężnie zniesie upływ czasu, a ponadto pasuje do specyficznego charakteru przygód Vinniego. Jak zasygnalizowałam wcześniej, nie inaczej oceniam warstwę dźwiękową. Już w samym menu wita nas utwór, w którym pobrzmiewa sycylijska nuta. Dalej również jest dobrze, bo usłyszymy melodie wzbudzające skojarzenia z gangsterskimi klimatami oraz latami prohibicji.

Reasumując, Guns, Gore & Cannoli nie zapisze się w annałach wirtualnej rozrywki, ale trzeba przyznać, iż zespół deweloperski z Crazy Monkey Studios wykonał porządną robotę. Mimo że niezależny tytuł nie wyróżnia się pod względem mechaniki, zwraca na siebie uwagę pomysłowym zarysem fabuły i udaną próbą ugryzienia wyeksploatowanego tematu zombie od mniej standardowej strony. Jeżeli więc lubicie dwuwymiarowe strzelanki, warto obadać, szczególnie przy korzystnej promocji. A gdy macie znajomych o podobnych zainteresowaniach, można ich do siebie zaprosić na wspólną zabawę, ponieważ produkcja została wzbogacona o tryb lokalnej kooperacji do czterech graczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz