„Krew w piach”, czyli drugi tom serii „Kronika podboju” Vladimira Wolffa, stawia mieszkańców Ziemi przed nie lada wyzwaniem. A to dlatego, że błękitna planeta staje się celem inwazji obcej rasy o zdecydowanie nieprzyjaznych zamiarach. Słowem, będzie się działo, choć dla owego książkowego cyklu to nie nowość. Niemniej tym razem autor pokusił się o pewne zmiany w stosunku do poprzedniej odsłony.
Co istotne, motyw kosmicznego najazdu pociągnął za sobą przeniesienie niemal całej akcji na powierzchnię naszego globu w odróżnieniu od debiutanckiej części („Nim wstanie dzień”), która to skupiała się na odkrywaniu innych zakątków międzygwiezdnej przestrzeni. W każdym razie, wśród Ziemian zaczynają kręcić się niebezpieczni, zmiennokształtni obcy zwani polimorfami. Jak więc nietrudno zgadnąć, wrogowie nie omieszkują skorzystać ze swojego talentu, by przybierać ludzką postać, a zwłaszcza podszywać się pod osoby zajmujące ważne stanowiska.
Na kartach drugiego tomu „Kroniki podboju”, Vladimir Wolff ponownie miesza fabularne konwencje itp., aczkolwiek podkreślić trzeba, że – ze względu na obranie innego kierunku niż w pierwszej części – zmodyfikował repertuar wykorzystanych składników. Mianowicie obecność przenikających do świata ludzi polimorfów zaowocowała wprowadzeniem konspiracyjnej atmosfery i elementów political fiction. Różne kraje wszak wzajemnie się podejrzewają, przez co zjednoczenie świata w obliczu zagrożenia to ciężka sprawa. Dojdzie też trochę śledczej roboty, tym bardziej że na książkowej scenie pojawia się działający na własną rękę tropiciel i zabójca zmiennokształtnych.
Ponadto nie zabraknie w omawianej powieści chociażby różnego rodzaju scen akcji, w tym nawet iście dynamicznej bójki, której nie powstydziłby się sam John Wick czy inny twardziel z kinowych ekranów. No i nie można zapominać o licznych akcentach militarnych, obecnych zresztą już we wcześniejszym tomie. Niemniej wojskowe pierwiastki odzywają się tu wpierw bardziej na wyższych szczeblach, a dopiero na dalszym etapie fabuły częściej bezpośrednio z perspektywy walczących. I owszem, podobnie jak podczas lektury pierwszej części, dostrzegłam pewną odtwórczość w obrębie różnych pomysłów, bo trafiłam np. na fragmenty przywodzące na myśli kino w stylu „Dnia niepodległości”. Ale popkultura niejeden raz pokazała, że znajome, acz zgrabnie zagrane melodie potrafią zaangażować. Powieść pana Wolffa też jest, na szczęście, udaną reprezentantką takiej formy rozrywki.
Co więcej, „Krew w piach” wypada również lepiej od poprzedniej, skądinąd wciągającej książki z cyklu. Dzieje się tak dlatego, że w drugiej odsłonie swej serii autor uniknął nadmiernego kombinowania, jakie miało miejsce na dalszych stronach pierwszego tomu. Czytając o inwazji polimorfów nie dopadło mnie wrażenie, iż czegoś jest za dużo. Za to czas spędzony przy lekturze minął jak z bicza strzelił. Tworzący pod pseudonimem polski pisarz dynamicznie i z lekkim piórem serwuje bowiem odbiorcom kolejne wydarzenia, a najbardziej widowiskowe sceny rozpisane zostały tak, że przez głowę przemykały mi efektowne obrazy. Ba, na względnie spokojniejszych stronach też mamy odpowiednie napięcie, które nie daje zapomnieć, iż gra toczy się o wysoką stawkę.
Recenzując swego czasu debiutancką odsłonę cyklu, miałam zastrzeżenia względem nakreślenia postaci. Bo o ile główny bohater „Nim wstanie dzień” – Alan Tarnowski, były marines skłoniony do chwycenia za oręż w kosmosie – został tam satysfakcjonująco przedstawiony, tak drugoplanowe sylwetki nie grzeszyły dostateczną wyrazistością. Dobra wiadomość jest zaś teraz taka, że „Krew w piach” oferuje lepiej skonstruowane postacie (m.in. decyzyjny głos w sprawie polimorfów – Owen Davis z NATO czy emerytowana analityczka Sonia Schickler – typ fajnej babki z jajami). Co ciekawe, wraz z rozpoczęciem lektury uderzył mnie fakt, że na pierwszych stronach nie spotkałam Alana. Pan Tarnowski pojawi się dopiero później i odegra jedną z kluczowych ról, lecz w praktyce okazało się to bardzo udanym posunięciem. Akcja skacze pomiędzy różnymi bohaterami, co dodatkowo zwiększa dynamikę, nie wywołując przy tym chaosu.
Reasumując, druga powieść z serii „Kronika podboju” charakteryzuje się równiejszym poziomem od poprzedniej. Vladimir Wolff znów zadbał o intensywne tempo, lecz jednocześnie ani razu nie przeszarżował z liczbą pomysłów. Doszlifował też postaciowy aspekt serii i nie uczynił drugiego tomu powtórką z rozrywki w porównaniu z pierwszym. A skoro finał każe wypatrywać ciągu dalszego i kusi obietnicą kolejnego interesującego obrotu wydarzeń, na pewno sięgnę po trzecią część, jak tylko ukaże się na rynku.
-----------------------------------------------------
Tytuł: Krew w piach
Seria: Kronika podboju, tom 2
Autor: Vladimir Wolff
Wydawca Warbook
Liczba stron: ok. 368



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.