Mity z rozmaitych stron świata nieustannie inspirują twórców literackich, filmowych i serialowych oraz producentów gier, którzy raczą odbiorców zarówno klasycznymi ujęciami znanych historii, jak też swobodnymi wariacjami na ich temat. Taki właśnie urodzaj autorskich spojrzeń serwuje czytelnikom „Sagasenna. Antologia nordycka” – zdecydowanie zacny zbiór opowiadań, biorący na warsztat popularny, skandynawski krąg kulturowy.
Tę różnorodność w obrębie wspólnego motywu przewodniego, czyli zasobów konkretnej mitologii, zapowiada zresztą wstępna notka od Michała Medwida, redaktora merytorycznego omawianej publikacji i autora jednego z czternastu zgromadzonych w niej utworów („Draugr”). Owe słowa bynajmniej nie są obietnicami bez pokrycia. Jako przykład pozwolę sobie wpierw przywołać opowiadania „Powinność” Marcina P. Kowalskiego, „Lustereczko” Anny Kłodnickiej i „Trwanie wieczne” Krzysztofa Marcińskiego.
Urozmaicenia we wspólnej misji
Otóż „Powinność”, która podkreśla rolę nordyckich kapłanów i nadprzyrodzonej sfery w kwestiach wyższego szczebla, zgrabnie łączy polityczne rozgrywki oraz niesnaski klanowe ze zmyślną intrygą. Z kolei „Lustereczko” nie tylko z powodzeniem podejmuje motywy cierpień kobiety zdradzonej i samotności w związku, gdzie nie ma wzajemnego szacunku, lecz także kreatywnie wykorzystuje elementy zaczerpnięte z baśni o Śnieżce. Dla odmiany „Trwanie wieczne”, które, tak na marginesie, przemyca wzmiankę o przetwarzaniu mitów przez popkulturę, zwraca na siebie uwagę surrealistyczno-oniryczną atmosferą i ciekawym światotwórstwem. A to za sprawą świata Pośmiertnych, zbudowanego ze wspomnień żyjących ludzi oraz wyobrażeń o mitycznych krainach, bohaterach literackich itp.
Co więcej, mimo że „Sagasennę” generalnie spowija sugestywnie posępna aura, znalazło się tu też miejsce dla dwóch komediowych historii. Ich obecność nie gryzie się z całokształtem, lecz przynosi chwile udanego rozluźnienia, trzymając się jednocześnie głównych założeń zbioru. Nordyckie klimaty szczególnie mocno odzywają się zaś w pierwszej z nich – „Walhalli” Mariusza Kaszyńskiego, na kartach której pewien polski hydraulik niespodziewanie trafia do tytułowego miejsca w Asgardzie. Tekst ten od początku kupił mnie bezpośrednim, wyluzowanym tonem narratora w osobie głównego bohatera. Drugi z humorystycznych utworów – „Po trupach do celu” autorstwa Zeter Zelke i Kazimierza Kurcza Jr – również stoi na wysokim poziomie, w czym zasługa barwnego stylu oraz zbratania detektywistyczno-fantastycznej konwencji z pierwiastkami absurdalnej komedii.
Powracające motywy w indywidualnym ujęciu
Zaznaczyć ponadto muszę, że nawet jeśli natkniemy się w różnych tekstach na zbliżone klocki fabularne, co nie dziwi zważywszy na ogólny obszar tematyczny, to ich autorzy nadali swoim propozycjom unikalne rysy. Tak jest choćby z ludźmi jako marionetkami w rękach boskich istot. Utrzymane w złowieszczym i fatalistycznym klimacie „Draugry”, które wyszły spod pióra Moniki Stachniuk, zderzają rozdających karty bogów z wieszczką pełną determinacji, by, w obliczu wiszącego nad jej osadą zagrożenia, działać na własną rękę. Tymczasem u „Torstena Szalonego” od Emila Zawadzkiego, motyw śmiertelników – boskich zabawek odezwie się w mitycznej i niebezpiecznej przygodzie, jaka to wiąże się z wyprawą tytułowego bohatera na koniec świata. A od Pawła Wącławskiego oraz jego „Nigdy więcej”, w którym wszelkie istnienie jest niczym krąg wracający do punktu wyjścia, dowiemy się, że nie tylko ludzie, lecz także nadnaturalne postacie mogą zostać pionkami w cudzej grze.
W wydanej przez Planetę Czytelnika „Sagasennie” pojawia się też m.in. kwestia wypierania dawnych wierzeń przez nową religię. Ale o ile w wywoływanej już do tablicy, komediowej „Walhalli”, została ona dowcipnie porównana do swoistych firm podbierających sobie klientów – tj. wiernych, tak otwierające książkę „Zadeptane kwiaty” od Rafała Łobody podążyły znacznie poważniejszą drogą. Mianowicie losy bogini wiosny Idunn, która – postrzegana przez resztę nordyckiego panteonu jako szara mysz – chce poczuć zew wolności i odciąć się od pobratymców, dotykają tematu religijnych przemian w zasadzie na dwa sposoby. Bo prócz wpisania go w melancholijne nuty przemijania, pan Rafał porusza jeszcze problem brutalnego tępienia starej wiary.
Nordyckie poglądy i tradycje
Co równie ważne, w recenzowanej publikacji często mowa o tak istotnym elemencie ideologii wikingów jak marzenia o Walhalli, dokąd to wojownicy mieli trafiać po śmierci, zabierani tam przez walkirie, córki Odyna. Utrata życia musiała przy tym nastąpić w chwalebnych okolicznościach, przez które rozumiano przede wszystkim zgon na polu bitwy. A jeden z utworów uwypuklających ów wikiński etos to „Ragnarok” Michała Klimaszewskiego. Główny bohater i zarazem pierwszoosobowy narrator – Eryk Silnoręki – służy w tym tekście do przedstawienia klasycznego wizerunku woja, który identyfikuje waleczną śmierć z uzyskaniem biletu do Walhalli, bojąc się jedynie bycia niegodnym prawa do takiego dostępu.
Pragnienie dostania się do wyżej wymienionego miejsca nie jest także obce Leifowi z „Pieśni pośród mgieł” autorstwa Krzysztofa Dzieniszewskiego. Mężczyznę poznajemy w momencie, jak wyciąga topór z głowy wroga. Słowem, wiking w swoim żywiole, aczkolwiek rozgoryczony, że stoczone walki nie stanowią dla niego wyzwania wielkiego kalibru. Niemniej pisarz wyśmienicie prowadzi tu odbiorców od historii o żądnym krwi wojowniku, poprzez swego rodzaju opowieść drogi, aż do przejmującego finału, by, malując klimatem i emocjami, zabrać głos odnośnie do tego, czy do Walhalli można wejść tylko ścieżką mordu.
Pozostając w temacie mniej bądź bardziej otwartego kwestionowania staronordyckich przekonań, nie wypada mi pominąć zamykającego zbiór „Draugra” Michała Medwida. Autor elegancko sięga w swym opowiadaniu po konwencję grozy i postać mściwego, nieumarłego woja, by poniekąd podważyć zasadność innego elementu wikińskich tradycji, a konkretnie pochówków z całym dobytkiem. Kontrowersyjny aspekt takich praktyk wychodzi przecież na wierzch szczególnie wtedy, gdy żyjący krewni nie mają co do garnka włożyć. Bo co jest ważniejsze? Wyżywienie rodziny, czy zaimponowanie bogom majątkiem? To właśnie celnie punktuje treść „Draugra”.
Wizualna strona też godna uznania
Autorom „Sagasenny” nie można odmówić plastycznego języka, który pozwala na szybkie zanurzenie się w ich tekstach, acz klimat dodatkowo podbija jeszcze szata graficzna spod ręki Łukasza Białka. Już tajemnicza kobieca postać na okładce, wespół z otaczającym ją mrocznym, leśno-zimowym tłem, znakomicie oddaje wielopłaszczyznową posępność, jaka dominuje w książce. Podobnie jest z monochromatycznymi obrazkami do poszczególnych historii. Przykładowo, dla opowiadania „Fimbulvetr”, którego autor – Olaf Pajączkowski – rozbija akcję na dwa plany czasowe i sprawnie operuje narastającą zagadkowością, pan Łukasz narysował wojownika z przeszłości. Scena ta świetnie odwzorowuje otwarcie utworu, gdyż ów bohater próbuje przedrzeć się wtedy przez śnieżycę. Natomiast „Płomień zemsty” Tymoteusza A.L. Sokołowskiego, który wyróżnia się domieszką słowiańskości i traktuje o sile kobiecej złości, wieńczy ilustracja z dwoma niewiastami, przy czym ta stojąca zdaje się emanować połączeniem mocy, dumy, gniewu oraz pamiętliwości.
Słowem podsumowania
Planeta Czytelnika i zgromadzeni na łamach „Sagasenny” autorzy przyrządzili intrygujący zestaw opowiadań, gdzie wspólna, czyli nordycka tematyka idzie w parze z eklektycznymi niuansami. Tym samym owa publikacja niejednokrotnie udowadnia, że zdolni twórcy potrafią pozwolić sobie na sporo kreatywności w ramach ogólnych założeń. Jeżeli zatem hasła typu Walhalla, Odyn, Loki, walkirie czy wikingowie działają na Was niczym magnes i równocześnie wykazujecie otwartość względem zróżnicowanych wizji na temat świata skandynawskich wierzeń, gorąco zachęcam do lektury.
-----------------------------
Tytuł: Sagasenna. Antologia nordycka
Wydawnictwo: Planeta Czytelnika
Liczba stron: 404





Ładnie to wygląda, ale temat dla mnie niestety grubo wyświechtany, więc raczej nie sięgnę. ;)
OdpowiedzUsuńMnie akurat taka tematyka właśnie zachęciła. :)
UsuńBrzmi ciekawie. Gatunkowo mi się podoba.
OdpowiedzUsuńPolecam. :)
UsuńMnie też się podoba, pozdrawiam Julito.
OdpowiedzUsuńDziękuję i również pozdrawiam. :)
UsuńJak najbardziej moje klimaty!
OdpowiedzUsuńSuper!
UsuńWidać, że to nie tylko „zbiór opowiadań na raz”, ale faktycznie przemyślana antologia, gdzie każdy autor próbuje trochę inaczej ugryźć ten sam mitologiczny świat.
OdpowiedzUsuńFajne jest to, że podkreślasz różnorodność – od mrocznych, wręcz fatalistycznych historii po komediowe wariacje. W takich zbiorach to często decyduje o tym, czy całość się „rozsypuje”, czy jednak trzyma klimat, i tu wygląda na to, że jednak działa.
No i plus za zwrócenie uwagi na ilustracje – często się o tym zapomina, a one potrafią naprawdę mocno budować odbiór książki.
Planeta Czytelnika bardzo dba o jakość wydania pod kątem szaty graficznej. Dlatego tym bardziej warto chwalić dodatkowo ów aspekt. :)
UsuńHmm.... widziałam ostatnio kampanię Kickstarer talii Tarota wyglądającej zupełnie jak ilustracje z tej książki. Nie powiem, lektura wydaje się zacna, a nordycka tematyka intrygująca, no i mająca do wykorzystania, gdziekolwiek, wiele ;)
OdpowiedzUsuńMnie ta książka bardzo przypadła do gustu :)
Usuń