poniedziałek, 21 listopada 2016

"Oblężenie", Sandra Brown - recenzja

Kiedy „Oblężenie” wpadło w moje ręce, ucieszyłam się z niewielkiej objętości książki, aczkolwiek nie stronię od opasłych tomiszczy. Po prostu potrzebowałam akurat czegoś do przeczytania na szybko, no i bez obaw, że wsiąknę w lekturę na amen. Te tytuły, z którymi wiążę szczególne nadzieje, wolałam wtedy odłożyć na luźniejszy okres. Owszem, krótka powieść nie oznacza z automatu marnej treści. W przypadku „Oblężenia” nie miałam jednak żadnych oczekiwań. Stwierdziłam natomiast, iż w razie kiepskiej zawartości odpuszczę sobie narzekania nad zmarnowanym czasem. I takie podejście wyszło mi na zdrowie, bo choć „dziełko” Sandry Brown totalnym zakalcem nie jest, do smakowitej delicji daleka tutaj droga.

Fabuła powieści skupia się wokół losów niejakiej Tiel McCoy oraz dwójki zakochanych licealistów: Sabry Denby i Ronalda Davisona (dla znajomych „Ronnie”). Wprawdzie pierwszoplanową postacią jest wyłącznie panna McCoy, lecz cała trójka stanowi tzw. motor napędowy utworu, a tym samym wymaga przedstawienia na dzień dobry. Tiel to reporterka telewizyjna – nałogowa pracoholiczka, która wiecznie węszy za mocnym materiałem. Nie zamierza też zejść na dalszy plan, czyli dać się wygryźć innej ambitnej dziennikarce. Z kolei młodzi zwyczajnie pragną żyć razem, co staje kością w gardle despotycznemu ojcu dziewczyny – multimilionerowi Russelowi Denby’emu. Wredny tatusiek nie toleruje żadnego chłopaka w pobliżu latorośli, a zwłaszcza takiego, który pochodzi z mniej zamożnej rodziny i na dokładkę zrobił córusi dziecko. Kłopoty popychają zatem nastolatków do brawurowej ucieczki, co, za sprawą wiadomo kogo, zostaje oficjalnie nazwane porwaniem.

piątek, 18 listopada 2016

Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo (PC) - recenzja

Bycie żakiem to ciężki kawałek chleba – długaśne wykłady, kolokwia, egzaminy i inne tego typu sprawy. Bohaterka gry Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo ma akurat najgorszy studencki okres za sobą, albowiem opuściła już uczelniane mury. Czekają ją co najwyżej finalne szlify, by ostatecznie wdrożyć się do obranego zawodu alchemika. I owszem, okazji do sprawdzenia umiejętności nie zabraknie, lecz młoda adeptka na pewno nie spodziewała się, że praktyki obejmą – bagatela – przywracanie ładu w rodzinnym mieście.

Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo (Lost Grimoires: Stolen Kingdom) to casualowa produkcja, którą opracowało polskie studio World-Loom. Za wydanie gry odpowiada natomiast rodzima firma Artifex Mundi, mająca w swym portfolio również tytuły własnego autorstwa (np. serie Enigmatis czy Grim Legends). Jak zaznaczyłam we wstępie, fabuła recenzowanej przeze mnie pozycji koncentruje się na losach dziewczyny, która postanowiła zostać alchemiczką. Przedstawiona tu historia startuje w momencie, gdy protagonistka wyfruwa po pięciu latach nauki z akademii i wraca do domu, znajdującego się w samym sercu pewnego królestwa. Chociaż została osierocona w dzieciństwie, nie musi zaprzątać sobie głowy tym, że nikt nie wyjdzie jej powitać. Wszak przyjazdu kobiety wypatruje wuj, który od lat zastępuje pannie najbliższych krewnych.

wtorek, 15 listopada 2016

Co tam słychać w przygodówkowym świecie? #28


Oj, obrodziło w ostatnim czasie przygodowymi wieściami! I to takimi, które szczególnie uradowały moje serce. Stąd dzisiejszy przegląd jest troszkę obszerniejszy od wcześniejszych wpisów z tej serii, ale liczę, że się o to nie obrazicie. ;) Nie przedłużając, zapraszam do lektury!


The Uncertain otrzymuje demo
Epizodyczna gra przygodowa The Uncertain, której pierwszy odcinek o nazwie The Last Quiet Day zadebiutował w drugiej połowie września 2016 roku, doczekała się kilka dni temu wersji demonstracyjnej. Opublikowane demo oferuje próbkę otwierającego serię rozdziału i można je pobrać ze Steama. Jeśli zatem dotąd coś was powstrzymywało przed odchudzeniem portfela lub w ogóle nie braliście pod uwagę zakupu, warto sprawdzić ten darmowy fragment i przekonać się, jakie wrażenia wywoła choćby taki krótki pobyt w postapokaliptycznym świecie, zamieszkałym przez roboty. A jeśli będziecie zadowoleni, nic nie stoi na przeszkodzie, by zainwestować potem w produkcję od moskiewskiego studia ComonGames.

sobota, 12 listopada 2016

Layers of Fear (PC) - recenzja


Layers of Fear pozwala odbiorcom poznać historię, w której kluczową rolę odgrywa sztuka. Należy jednak zaznaczyć, że opowieści o artystycznym geniuszu towarzyszy tutaj smutek, tragizm, okrucieństwo, strach i szaleństwo – wszak mamy do czynienia z produkcją, reprezentującą gatunek horroru. No więc jak, drodzy gracze? Jesteście na to gotowi? Jeśli tak, przyjmijcie zaproszenie od krakowskiego studia Bloober Team i przekroczcie progi pewnego wiktoriańskiego domostwa.

Wspomniana przed momentem posesja należy do uzdolnionego, acz mocno znerwicowanego malarza. Przywdziewając szaty owego artysty, wracamy pod domowe strzechy, gdy za oknem panuje akurat burzowa noc. Wnętrza też zresztą nie sprawiają zbyt przytulnego wrażenia, a to przede wszystkim dlatego, iż zieją przygnębiającą samotnością. W środku nie zastajemy żywej duszy, choć dzięki inspekcji zakamarków odkryjemy, że niegdyś mieszkała tam również żona głównego bohatera i że urodziło im się dziecko. Niestety, wpadniemy ponadto na trop niepokojących wieści o rodzinnych problemach oraz postępującym obłędzie mężczyzny.

wtorek, 8 listopada 2016

Co tam słychać w przygodówkowym świecie? #27


Choć kilka minionych dni uznaję raczej za średnio udane, trafiło się na szczęście parę przyjemniejszych chwil. A do takich sympatycznych doświadczeń zaliczyć mogę śledzenie wieści z kręgu gier przygodowych, tym bardziej że interesujących wiadomości jak zwykle nie zabrakło.


Steampunker na Greenlight
Dzisiejszy przegląd zacznę w barwach patriotycznych, bo od polskiego akcentu. Mowa o Steampunkerze autorstwa studia Telehorse z siedzibą w Warszawie. Wprawdzie przygodówka ukazała się już w 2014 roku, lecz wyłącznie na urządzeniach mobilnych. Ciepłe przyjęcie gry zaowocowało różnymi wyróżnieniami, w tym przykładowo tytułem „Apki 2014 Roku” od portalu Slide DB czy nominacją od Famitsu App na Tokyo Game Show 2014. Pecetowa wersja produkcji dopiero w drodze, ale – według zapowiedzi na oficjalnej witrynie dewelopera – przypuszczalnie zobaczymy ją jeszcze w 2016 roku. Co więcej, na Steam Greenlight, gdzie Steampunker ubiega się obecnie o przychylne głosy, znajdziemy informację, że na swoją edycję mogą też liczyć użytkownicy komputerów Mac.

niedziela, 6 listopada 2016

Szok i potrzeba kontrastu, czyli przemyślenia po pierwszych dwóch odcinkach 7. sezonu "The Walking Dead"


Siódmy sezon serialu „The Walking Dead” rozpoczął się w taki sposób, że nie byłoby przesadą nazwanie pierwszego odcinka jednym z najmocniejszych otwarć w historii telewizji. Po szokującej petardzie twórcy obrali jednak zgoła odmienny kierunek i zaproponowali widzom epizod o zdecydowanie spokojniejszym charakterze. Czy zaistniały rozdźwięk okazał się dobrym posunięciem? Według mnie jak najbardziej. Ale po kolei. Tylko uprzedzam, że trafi się troszeczkę spoilerów, choć przy wielkim rozgłosie serii trudno ich uniknąć, zwłaszcza żyjąc w dobie internetu.

Nie ukrywam, uzależniłam się od telewizyjnych zombiaków, no i oczywiście od ekipy Ricka Grimesa. Moje zainteresowanie „The Walking Dead” udzieliło się ponadto reszcie domowników, w efekcie czego oglądanie serialu przybrało formę rodzinnego zwyczaju. Pamiętam, jak z coraz większym napięciem śledziliśmy wydarzenia z finałowego odcinka poprzedniego, szóstego sezonu. Ten zaś zakończył się potężnym, lecz wzbudzającym różne emocje odczucia. Mowa o kontrowersyjnym cliffhangerze, bowiem pojawiały się głosy psioczące na taki zabieg. Z jednej strony, wymowa ostatnich minut była odpowiednio dosadna, z drugiej – seans pozostawił w umysłach wielu fanów ogromny znak zapytania. Nie wspominając już o konieczności czekania kilku miesięcy, by zobaczyć ciąg dalszy i definitywne rozwiać pewne wątpliwości.

czwartek, 3 listopada 2016

Eventide 2: Lustro Czarnoksiężnika (PC) - recenzja

Chociaż pierwszą część Eventide wspominam bardzo miło, zaryzykowałabym stwierdzenie, że był to bezpieczny dla twórców projekt. Innymi słowy, gra ściśle podążała za rozwiązaniami, które na dobre rozgościły się w gatunku HOPA. Produkcja nadrabiała jednak solidnym wykonaniem, a słowiańska otoczka dodawała jej niezaprzeczalnego uroku. Dlatego cieszy fakt, że kontynuacja nie zgubiła czaru poprzedniczki. Co więcej, polskie studio The House of Fables, które odpowiada za opracowanie obu odsłon serii, poczyniło tym razem wyraźny krok do przodu.

Eventide 2: Lustro Czarnoksiężnika (Eventide 2: Sorcerer’s Mirror) ponownie pozwoli wskoczyć w buty Mary Gilbert, z powodzeniem trudniącej się profesją botaniczki. Trzon fabularny pozostał bez zmian, albowiem naszej protagonistce po raz kolejny przyjdzie uratować kogoś z bliskiej rodziny. W debiutanckiej części cyklu musiała wyrwać babcię z łapsk samego Boruty, teraz zaś przyszła pora na siostrzenicę Jenny, którą porwał legendarny Mistrz Twardowski. A początkowo miało być tak pięknie! Mary i Jenny postanowiły wybrać się razem w góry, nie omieszkując przy okazji sprawdzić swych sił we wspinaczce. Niestety, przyjemna eskapada zostaje nagle przerwana, w czym niechlubna zasługa Twardowskiego oraz jednego z jego pomagierów.