środa, 15 kwietnia 2015

Leisure Suit Larry: Reloaded (PC) - recenzja



Pomimo zbliżającej się czterdziestki, Larry Laffer nie spotkał jeszcze miłości swojego życia. Mało tego – nie widać nawet chętnych na zaledwie jedną, aczkolwiek upojną noc bez zobowiązań. Taki stan rzeczy nie przeszkadza jednak Larry’emu wierzyć, że posiada wielki talent do podrywu i czekają go erotyczne podboje prawdziwego zdarzenia. To dopiero nazywa się optymizm!

Pan Laffer nie jest anonimową postacią w branży wirtualnej rozrywki. Przygodówki z udziałem owego jegomościa dorobiły się statusu kultowych reprezentantów gatunku, a odpowiedzialny za tę serię Al Lowe dumnie rezyduje w gronie słynnych twórców gier. Co prawda wydane kolejno w 2004 i 2009  Magna Cum Laude oraz Box Office Bust mocno nadszarpnęły wizerunek marki Leisure Suit Larry, lecz w ich opracowywaniu nie uczestniczył ojciec cyklu. Ponadto koncentrowały się one na losach innego protagonisty – Larry’ego Lovage, będącego młodszym krewnym Laffera. Wielki powrót znanego bohatera nastąpił zaś w 2013 roku wraz z Reoladed, czyli odnowioną wersją pierwszej części pt. Leisure Suit Larry in the Land of the Lounge Lizards (1987). Produkcja została wydana przez firmę Replay Games, a do jej tworzenia ściągnięto samego Ala Lowe. Comeback sagi był zresztą jak najbardziej oczekiwany, co potwierdził sukces zorganizowanej na Kickstarterze akcji na rzecz sfinansowania projektu. Gwoli ścisłości, to już drugie odświeżenie debiutanckiej odsłony cyklu. Poprzedni remake, w którym przerzucono się z grafiki EGA na VGA, miał swoją premierę w 1991 roku.

W pogoni za spódniczkami

Fabuła przygodówki została osadzona na terenie fikcyjnego miasta Lost Wages, dokąd Larry’ego sprowadza potrzeba odnalezienia miłości i przeżycia swojego pierwszego razu. Nasz Casanova od siedmiu boleści oczywiście nie obraziłby się, gdyby zdołał zaliczyć kilka panienek w ciągu jednej nocy. Przed bohaterem stoi niełatwe zadanie, ponieważ daleko mu do uwodzicielskiego amanta. Niska postura, zakola, śmierdzący oddech i niemodne ubranie nie znajdują uznania w oczach kobiet lecących wyłącznie na przystojniaków. Problemy sprawia również podrywanie niewiast, dla których liczy się wnętrze, a nie opakowanie. Pan Laffer strzela bowiem tekstami, jakie według niego powinny zmiękczyć każdą dziewczynę. Niestety nie zdaje sobie sprawy, iż często brakuje mu wyczucia taktu. W efekcie nieeleganckie uwagi Larry’ego zniesmaczają wiele przedstawicielek płci przeciwnej. Niemniej jednak mały świntuszek nie zraża się niepowodzeniami, o czym wspomniałam we wstępie. Wręcz przeciwnie, mężczyzna uparcie pracuje nad relacjami z kobietami, szukając sposobów na skruszenie serc potencjalnych kandydatek do łoża.


Jak widać, scenariusz nie należy do rozbudowanych i oscyluje wokół spraw łóżkowych. Nie jest to bynajmniej wada produkcji, lecz znak rozpoznawczy całej serii, dzięki któremu zapisała się ona w historii elektronicznej rozrywki. Perypetie Larry’ego zaskarbiły sobie przychylność graczy za sprawą erotycznej tematyki, podlanej rubasznym humorem. Reloaded podąża tą samą drogą, gdyż twórcom przyświecała idea wiernego przeniesienia wiekowej już pozycji do XXI wieku. Jednocześnie pamiętali o starych fanach, mogących rozczarować się zbyt silnym uczuciem déjà vu. Z myślą o nich przygotowano kilka nowych plansz oraz dodatkową dziewczynę, którą nasz heros spróbuje schwytać w sidła miłości. Pokuszono się też o drobne popkulturowe smaczki, których obecność nie była możliwa w czasach debiutu Laffera pod koniec lat osiemdziesiątych. Przykładowo w sklepie natkniemy się na automat do gry Angry Broads, czyli tutejszej odmiany Angry Birds. W innym miejscu usłyszymy z kolei dialog, w którym przywołany zostaje Steve Stifler – jeden z głównych bohaterów filmowego cyklu American Pie.

Niedoskonałości nadmiaru

Rzuciwszy okiem na fabułę, przeanalizujmy teraz techniczne aspekty produkcji. Leisure Suit Larry: Reloaded jest klasycznym point and clickiem, w którym sterowanie odbywa się przy pomocy myszki. Niezorientowanych w temacie przygotówek z pewnością zadowoli dostępny z poziomu menu samouczek. Co ciekawe, w tym swoistym filmiku instruktażowym rad udziela nam Al Lowe. Jeśli chodzi o możliwości interakcji ze światem gry, jest ich całkiem sporo, a wśród wszystkich działań znajdziemy nawet lizanie. Deweloperzy zaoferowali ponadto aż trzy sposoby wybierania pożądanych czynności. Pierwszy z nich to wskazanie kursorem górnej części ekranu, gdzie wyświetlają się ikony symbolizujące poszczególne opcje. Drugi wariant wymaga przytrzymania lewego przycisku gryzonia, po czym ujrzymy podręczne menu z kilkoma najczęściej wykonywanymi akcjami. Ostatni polega natomiast na przewijaniu ikon przy użyciu kółka lub prawego przycisku myszy. Ów interfejsowy urodzaj nie przełożył się niestety na wygodę w dziedzinie sterowania, a co za tym idzie – żadne z zaproponowanych przez twórców rozwiązań nie sprawdza się w stu procentach. Doskwierały mi głównie dwie rzeczy, a konkretnie brak opcji wyjścia do menu poprzez klawisz Esc oraz upchnięcie funkcji przemieszczania bohatera pośród reszty dostępnych czynności.


Hazard i ryzyko

Pracująca nad odrestaurowaniem Larry’ego ekipa zmodyfikowała część zagadek, a tym samym uprościła rozgrywkę w stosunku do pierwowzoru. Mimo wszystko gra nadal potrafi zmusić do kombinowania, zwłaszcza że nie zawiera popularnego obecnie podświetlania hotspotów. Czy ukończenie Reloaded zabierze nam zatem kilka długich wieczorów? Otóż nie – do finału powinnyśmy dobrnąć w przeciągu około czterech godzin. Czym zaś zajmiemy się w owym czasie? Jak przystało na tytuł typu point and click, przeprowadzimy szereg rozmów i zrobimy użytek ze zgromadzonych przedmiotów. Działania te mają na celu skusić napotkane niewiasty do padnięcia w ramiona łysiejącego zbereźnika, do czego niezbędna jest także gotówka. Wprawdzie pieniędzmi dysponujemy już na początku przygody, ale nie zajdziemy daleko z posiadaną na wstępie kwotą. Dlatego też należy ją pomnożyć, korzystając z automatów do gier. Nabijanie kabzy stanowi dość żmudny proces, a utrata wszelkich środków uniemożliwia popchnięcie fabuły do przodu. Dobrze więc zapisywać stan gry po każdej zwycięskiej partii. Oprócz tego, istnieje ryzyko zgonu w wyniku chociażby pobicia czy potrącenia przez samochód, lecz ów element zrealizowano lepiej niż w oryginalnej wersji. Poprzednio śmierć oznaczała konieczność wczytania ostatniego dokonanego przez gracza zapisu. Tym razem zostaniemy natomiast cofnięci do momentu tuż przed zgonem, oglądając wpierw zabawną scenkę. Szkoda tylko, że zawsze identyczną.

Balony w HD

Przenosząc pana Laffera do XXI wieku, twórcy słusznie zdecydowali się dostosować grafikę do dzisiejszych standardów i uraczyli odbiorców wysokiej rozdzielczości oprawą wizualną. Kolejnym dobrym posunięciem ze strony autorów było postawienie na kreskówkową stylistykę, która przywodzi na myśl grę Larry 7: Miłość na Fali (1997). Dwuwymiarowe, ręcznie rysowane tła przykuwają uwagę szeroką paletą barw, cieniowaniem oraz solidnym podejściem do odwzorowania szczegółów. Poza tym nie oprą się upływowi czasu tak jak produkcje wykonane w 3D. Postaci generalnie wyglądają w porządku, ale odpowiedzialny za projekt zespół mógł postarać się o nieco bogatsze animacje. W konsekwencji przemieszczanie bohaterów wypada niekiedy ciut sztucznie, podobnie jak mimika twarzy kobiet, które ujrzymy z bliska w trakcie konwersacji. Co do przedstawionych na ekranie zbliżenia pań, ich aparycja nie wzbudza zastrzeżeń, pomijając podstarzałą i nie grzeszącą urodą prostytutkę. Ku uciesze męskiej części graczy, każda z nich posiada pokaźnych rozmiarów biust. Mówiąc krótko, panowie mają na czym zawiesić oko.


W przeciwieństwie do pierwszych odsłon serii, Reloaded posiada pełne udźwiękowienie, w związku z czym nie jesteśmy skazani wyłącznie na tekstową formę dialogów. Zatrudnieni do angielskiego dubbingu aktorzy przyłożyli się do powierzonego im zadania. Wśród obsady nie znajdziemy nikogo, kto przemawiałby z manierą przyprawiającą słuchaczy o zgrzytanie zębami. Najbardziej wyróżnia się tutaj narrator, który z wdziękiem komentuje poczynania naszego herosa, krytykuje, udziela rad, a także dyskutuje ze starym kawalerem. Pozytywnych wrażeń dostarcza również jazzująca muzyka Austina Wintory’ego, autora ścieżki dźwiękowej do gry pt. Journey.

Wspomnień czar

Czy Leisure Suit Larry: Reloaded powiększy grono sympatyków pana Laffera? Obawiam się, że tytuł ten może mieć mały problem z dotarciem do nowej publiki. Cykl narodził się bowiem w czasach, kiedy obecność erotyki w grach wywoływała nie lada sensację. Dziś tego rodzaju wątki zdążyły ludziom spowszednieć, a charakterystyczny dla serii humor nie każdemu przypadnie do gustu. Inaczej przedstawia się sprawa starych wyjadaczy, którzy są z przygodami słynnego podrywacza za pan brat. Mimo że pewne aspekty produkcji nie zostały najlepiej zrealizowane, twórcy zdołali przygotować sympatyczną podróż do przeszłości. Wielbiciele Larry’ego nie powinni więc żałować czasu, który poświęcą na sentymentalną wyprawę do Lost Wages, oferującą zarówno parę nowości, jak i to, co już dobrze znają.


Ocena: 6,5/10


Plusy:
- z powodzeniem wskrzesza ducha oryginału
- specyficzny humor
- nie trzeba wczytywać ostatniego zapisu po zgonie Larry’ego
- solidna oprawa wizualna
- bardzo dobre udźwiękowienie

Minusy:
- niezbyt intuicyjny interfejs
- za krótka
- męczące ciułanie pieniędzy
- konieczność oglądania tej samej scenki po zgonie Larry’ego
- niektóre animacje
- humor nie dla każdego
- głównie dla fanów serii

2 komentarze:

  1. Haa! Jedna z moich gier dzieciństwa! Świetna przygodówka, takich mi teraz właśnie brakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo lubię część pt. Larry 7: Miłość na fali. Mam do niej wielki sentyment, w tym m.in. za pełną polonizację i Jerzego Stuhra w roli głównej. Trochę zresztą szkoda, że w Reloaded nie ma polskiego dubbingu, acz pewnie wiązałoby się to z dodatkowymi kosztami.

      Usuń