wtorek, 11 sierpnia 2015

"Pan Samochodzik i Wyspa Złoczyńców", Zbigniew Nienacki - recenzja

Literatura rozrywkowa ma swoich ulubionych bohaterów, którzy bez większych problemów zdobywają sympatię kolejnych pokoleń czytelników. Nie inaczej jest w kręgu polskich powieści, gdzie do takich kultowych postaci niewątpliwie zalicza się pewien historyk sztuki i detektyw-amator o imieniu Tomasz, powszechnie znany pod ksywką „Pan Samochodzik”.

Wyżej wspomniany jegomość narodził się w głowie polskiego pisarza i dziennikarza Zbigniewa Nienackiego, który naprawdę nazywał się Zbigniew Tomasz Nowicki. Cykl młodzieżowych powieści o historyku sztuki przyniósł twórcy największą sławę, aczkolwiek w jego portfolio znajdziemy też tytuły skierowane wyłącznie do dorosłych odbiorców. Popularność przygód Tomasza przyczyniła się do publikacji reedycji, powstania kilku ekranizacji, a po śmierci Nienackiego – do kontynuowania serii przez innych autorów. Przyznam szczerze, że perypetie Pana Samochodzika ominęły mnie w dzieciństwie. Nie chodzi oczywiście o to, iż stroniłam od czytelnictwa. Wręcz przeciwnie, książki od zawsze stanowiły moją pasję, ale tak jakoś wyszło – słynny cykl Nienackiego znałam wtedy ze słyszenia, podczas gdy zaczytywałam się innymi pozycjami, w tym niektórymi po kilka razy (np. „Quo Vadis” Henryka Sienkiewicza czy, jeśli chodzi o literaturę zagraniczną, „Ania z Zielonego Wzgóra” Lucy Maud Montgomery oraz przygody Sherlocka Holmesa od Arthura Conan Doyle’a).

Jako że nigdy nie jest za późno na nadrabianie rozrywkowych zaległości, w końcu sięgnęłam po losy tego bohatera, zwłaszcza że z nim akurat wypadałoby się bliżej zaznajomić. Zaczęłam od książki pt. „Pan Samochodzik i Wyspa Złoczyńców”, czyli pierwszej powieści, w której protagonista dysponuje dziwacznym pojazdem, otrzymanym w spadku po wujku. To właśnie dzięki owej schedzie Tomasz dorobi się swojego pseudonimu oraz dożywotniego miejsca w gronie najpopularniejszych postaci literackich. Co się tyczy samego wehikułu, nie ma żadnej przesady w określaniu go mianem „osobliwości”. Pokraczny wygląd samochodu początkowo nie napawa mężczyzny entuzjazmem, a nawet wydaje się mu trochę przerażający. Spadkobierca rozgląda się więc za ewentualnymi chętnymi, lecz ci, jak łatwo zgadnąć, nie pchają się drzwiami ani oknami. Gdy jednak pojawia się potencjalny kupiec, Tomasz w ostatniej chwili zmienia zdanie i postanawia zatrzymać auto. Nie musi zresztą żałować tej decyzji, bo wehikuł zawiera mocne bebechy (m.in. silnik włoskiego Ferrari 410), osiąga bardzo duże prędkości, a także potrafi pływać po wodzie. Ba, potem sam będzie się irytował, kiedy ktoś pokręci nosem na jego brykę.

Chociaż pisarz poświęca tu dość sporo uwagi szczegółom odnośnie zdobycia spadku, odkrywania cech wozu itp., bynajmniej nie spycha wątku tytułowej wyspy na dalszy plan. Tomasz nie będzie zatem przez większość powieści testował auta, udając szybkiego i wściekłego na PRL-owskich drogach. Skonstruowany przez zmarłego wuja wehikuł przydaje się bohaterowi w podróży, jaką odbywa w związku z prośbą zaprzyjaźnionego kustosza muzealnego. Mianowicie Pan Samochodzik ma wyjaśnić los skarbów, które w okolicach Ciechocinka ukrył podczas wojny pewien hrabia. Nietrudno przewidzieć, iż szukanie precjozów nie okaże się dziecinnie prostą robotą. Miejsce ukrycia cennych zbiorów prawdopodobnie mogło ulec zmianom na przestrzeni lat, a ponadto w owej sprawie spory udział mieli ponoć członkowie przestępczej bandy Barabasza, której siedziba znajdowała się na Wyspie Złoczyńców. Wszystko wskazuje też na to, że nie tylko Tomasz poszukuje hrabiowskiego dobytku.

Akcja utworu wciąga i toczy się żwawym tempem, którego nie zaburzają plastyczne opisy scenerii ani nie związane z główną intrygą ciekawostki. Co do tych ostatnich, nie można im odmówić walorów edukacyjnych, gdyż pozwalają dowiedzieć się paru interesujących rzeczy na temat antropologii czy historii Bursztynowej Komnaty. Należy przy tym podkreślić, że autor umiejętnie wplótł owe informacje do fabuły. Dla przykładu, stacjonujący w okolicy antropolodzy zyskają wiarygodną sposobność do wykazania się swoją wiedzą. Wracając do podstawowej osi fabularnej, Tomasz często postawi stopę na opustoszałych lub/i niezbyt przytulnych miejscach, co pomaga w budowaniu atmosfery tajemniczości. Na tym Nienacki nie poprzestaje, a to dlatego, że doprawia całość solidną dawką humoru, obejmującego różne rodzaje komizmu (słowny, sytuacyjny i postaciowy). Twórca nie zawiódł także w kwestii kreacji bohaterów – ciekawe indywidua spotkamy zarówno wśród tych młodocianych (drużyna harcerzy, szukająca mocnych wrażeń Tereska), jak i pełnoletnich (plotkująca sklepikarka Pilarczykowa czy milczący naukowiec Henryk Opałko).

Mimo że w „Panu Samochodziku i Wyspie Złoczyńców” dosyć wyraźnie czuć ducha minionej epoki, powieść nadal stanowi atrakcyjną propozycję nie tylko dla młodzieży, lecz również dorosłych fanów odprężającej rozrywki. Po zaliczeniu tego tytułu nie dziwię się poczytności serii, która pociąga za sobą jej wznowienia. Rozgłos towarzyszący twórczości Nienackiego skłania przecież kolejnych czytelników do zainteresowania się piórem rodzimego pisarza. Najzagorzalsi wielbiciele cyklu mogą zaś w ten sposób kolekcjonować nowe wydania albo po prostu uzupełnić braki wśród tomików, jakie wcześniej zgromadzili w swej prywatnej biblioteczce.


Ocena: 7,5/10


Tytuł: Pan Samochodzik i Wyspa Złoczyńców
Autor: Zbigniew Nienacki
Wydawnictwo: EDIPRESSE-KOLEKCJE


-----------------------------------------------------
Powieść „Pan Samochodzik i Wyspa Złoczyńców” trafiła ostatnio do sprzedaży w kioskach i salonach prasowych, jako pierwszy tom „Klubu książki przygodowej”, będącej nową kolekcją od wydawnictwa Edipresse. Seria ma składać się z 22 pozycji, zawierających książki Zbigniewa Nienackiego oraz Adama Bahdaja. Prenumeratę kolekcji można zamówić m.in. poprzez stronę księgarni internetowej wydawcy – Hitsalonik:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz