poniedziałek, 15 lutego 2016

"Liczę do trzech" - recenzja [MyFrenchFilmFestival 2016]

Ponoć do tanga potrzeba dwojga, ale w obrazie Jérôme’a Bonnella taniec odbywa się z dodatkową osobą do kompletu. Chociaż kto wie? Może bohaterowie filmu ćwiczą jakiegoś freestyle’a czy coś w tym stylu? Jeśli tak, to nie do końca się ze sobą dogadali, bo zaledwie jedno z nich jest świadome faktycznego kształtu owego układu. Co wyszło z takich pląsów? Po odpowiedzi zapraszam do lektury.

Odłóżmy więc taneczne dowcipkowanie na bok i przejdźmy do meritum. Głównymi bohaterami produkcji pt. „Liczę do trzech” („À trois on y va”) są młodzi małżonkowie Charlotte (w tej roli Sophie Verbeeck) oraz Mischa (Félix Moati), a także Mélodie (Anaïs Demoustier), której, podobnie jak zaślubionej parze, daleko do emerytalnego wieku. Co się tyczy Mélodie, poniekąd można nazwać ją prawdziwą przyjaciółką rodziny. Nie dość, że zadba o potrzeby seksualne Charlotte, to jeszcze i Mischy pozwoli zaznać wiadomo jakich przyjemności. Skoro już bawimy się w miłosne trójkąty, wypadałoby je maksymalnie wyeksploatować, czyż nie? Taką właśnie drogą podąża scenariusz filmu Bonnella.

Mimo że panna Mélodie pracuje jako adwokat i sama powinna umieć się obronić, dodam parę słów nie tyle na jej usprawiedliwienie, co wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. To nie jest tak, iż od początku zaplanowała wplątać się w podwójny romans. Akcja obrazu nie wchodzi zbytnio w szczegóły, startując w momencie, kiedy potajemny związek z Charlotte trwa już od pewnego czasu. Młoda prawniczka rozbudza zmysły znudzonej żony, która z kolei nie okazuje zbyt wiele ciepła spragnionemu czułości mężulkowi. Małżeństwo znajduje się obecnie na takim etapie, gdy brakuje tego płomienia z wcześniejszej fazy znajomości. Nie wygasł on jednak tak, by w ogóle przestać myśleć o baraszkowaniu. Problem w tym, iż Charlotte woli odkrywać uroki biseksualizmu u boku Mélodie. Odrzucony mężczyzna zaczyna natomiast szukać bliskości gdzie indziej, a wybór pada na osobę, która dosyć często przebywa w jego otoczeniu i wydaje się sympatyczna. Podrywając nowy obiekt westchnień, nie wie jednak, iż ta trzecia jest dla Charlotte kimś więcej niż zwykłą koleżanką.

„Liczę do trzech” to dramat obyczajowy z drobnymi naleciałościami komedii, które bynajmniej nie polegają na serwowaniu widzom wywołujących rechot gagów. Po prostu cała historia jest raczej lekka w odbiorze, skupiając się na sercowych rozterkach bohaterów, na czele z centralną postacią trójkąta, czyli Mélodie. Grająca tę rolę Anaïs Demoustier bardzo dobrze zresztą oddała emocje, jakie targają zagubioną i rozdartą wewnętrznie kobietą. Nietrudno też zgadnąć, iż miłosne problemy uwikłają ją w kłopotliwe sytuacje. Z jednej strony, to nawet zabawne, kiedy próbuje uniknąć bycia przyłapaną z Charlotte przez Mischę i vice versa. Z drugiej, samotna dziewczyna staje się poniekąd czymś w rodzaju zabawki dla małżonków. Wprawdzie nie chcą z premedytacją wykpić uczuć Mélodie, ale prawią jej gorące słowa, jednocześnie nie biorąc pod uwagę rozwodu.

Wyreżyserowana przez Bonnella produkcja to prosta historia o skomplikowanych relacjach międzyludzkich. Tylko tyle i aż tyle. Francuski film nie należy do zbyt emocjonujących, lecz dzięki dość krótkiemu czasowi seansu nie znudzi nas na długo przed finałem, o ile oczywiście ktoś nie ma alergii na tego typu opowiastki. Nie ustrzeżono się również pewnych niedoskonałości, bo ciut filozofujący finał nieszczególnie zgrywa się z całością, a niektóre wątki można było lepiej rozwinąć, w tym choćby niezdecydowanie Mélodie oraz jej miłość do dwóch osób równocześnie. Podsumowując, można zobaczyć, aczkolwiek bez nastawiania się na ósmy cud świata.


Ocena: 5/10


Tytuł polski: Liczę do trzech
Tytuł oryginalny: À trois on y va
Reżyseria: Jérôme Bonnell
Scenariusz: Jérôme Bonnell, Maël Piriou
Obsada: Anaïs Demoustier, Sophie Verbeeck, Félix Moati, Patrick d'Assumçao, Olivier Broche
Gatunek: dramat, obyczajowy, komedia
Produkcja: Francja
Rok premiery: 2015
Czas trwania: 86 minut

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz