niedziela, 25 września 2016

STASIS (PC) - recenzja


Posępne intro, w którym wielki statek kosmiczny przemierza przestrzeń na tle niepokojących dźwięków, od razu wprawił mnie w odpowiedni nastrój, potwierdzając, iż fabule Stasis będzie zdecydowanie bliżej do „Obcego – ósmego pasażera Nostromo” niżli „Strażników Galaktyki”. Tym bardziej cieszy fakt, że produkcja do samego końca pozostaje wierna obranej konwencji i serwuje odbiorcom mroczne science fiction pełną gębą. Co więcej, klimatyczną opowieść grozy przystrojono tutaj solidną, klasyczną rozgrywką w stylu point and click.

Recenzowany przeze mnie tytuł to jeden z takich projektów, któremu pomogły dobrodziejstwa Kickstartera. Pod koniec 2013 roku wystartowała bowiem kampania crowdfundingowa w celu uzyskania funduszy na rzecz tejże przygodówki. Gra znajdowała się wówczas w dość zaawansowanym stadium rozwoju, a zebrane środki miały zostać wykorzystane do nadania jej możliwie najlepszego kształtu, m.in. poprzez zatrudnienie profesjonalnych lektorów oraz doszlifowanie warstwy graficznej. Akcja okazała się na szczęście sukcesem, do którego osiągnięcia potrzebowano przynajmniej 100 tysięcy dolarów. Kickstarterowy licznik zatrzymał się finalnie na ponad 132 tysiakach, dzięki czemu zgromadzone tam pieniądze zasiliły konto odpowiadającego za produkcję niewielkiego studia The Brotherhood z siedzibą w Kapsztadzie. Południowoafrykańska ekipa spokojnie kontynuowała zatem prace, by w sierpniu 2015 roku wypuścić na świat swoje dzieło.

wtorek, 20 września 2016

Guns, Gore & Cannoli (PC) - recenzja

Donna Crouschynca! Koniec świata! – lokaj Manolo wydarł mi się do ucha, wyrywając ze snu o przystojnym ogrodniku Gustavo. Na widok trzęsącego się niczym osika służącego chwilowo darowałam sobie jednak awanturę. Ten, nic więcej nie mówiąc ani nie zważając na konwenanse, jął mnie szarpać nerwowo za ramię, po czym wskazał palcem taras. Zniecierpliwiona wygramoliłam się z wielkiego łoża, a przy okazji zaczęłam rozmyślać o karze dla lokaja, który wtargnął do pokoju przed godziną budzenia. Takie rozważania szybko odeszły w niebyt, gdy dotarłam do tarasowej balustrady. Cóż za straszne rzeczy objawiły się mym oczom – różane rabatki rozdeptane, a po ogrodzie krążyło stado agresywnych ludzi! Był też Gustavo lub raczej to, co z niego zostało, bo biedak posłużył obcym za przekąskę. Zrozumiawszy, że to atak zombie, odłożyłam opłakiwanie amanta na później i przeszłam do działania. – Manolo! Wyjmij z mojej szafy karabin, amunicję i granaty! Migieeem!!! – tym razem ryknęłam ja.

No dobrze, a teraz najwyższa pora zejść na ziemię. Żadna ze mnie majętna Włoszka, która mieszka w ogromnej willi i ma wokół siebie nadskakującą służbę, włącznie z przystojniakiem do sadzenia kwiatków oraz koszenia trawy. Żyję sobie skromnie w polskim blokowisku, acz można powiedzieć, iż posiadam na balkonie coś w formie malutkiego ogródka. Ale przejdźmy wreszcie do meritum, bo przecież wypadałoby wytłumaczyć, dlaczego tak naszło mnie na snucie italsko-zombiaczych fantazji. Otóż zasmakowałam ostatnio czegoś podobnego za sprawą niezależnej gry Guns, Gore & Cannoli od czteroosobowej ekipy z belgijskiego Crazy Monkey Studios. Wprawdzie akcja produkcji została osadzona w Ameryce, lecz nie brak tu zarówno żywych trupów, jak i rodaków Moniki Bellucci.

piątek, 16 września 2016

Co tam słychać w przygodówkowym świecie? #22


Choć minione dni podszczypały mnie troszeczkę wysokimi temperaturami, podczas wakacji wystarczająco zaprawiłam się w tego typu bojach, by z lepszym lub gorszym skutkiem normalnie funkcjonować. Tradycyjnie też nie omieszkałam zerkać na doniesienia związane z grami przygodowymi, których jak zwykle nie brakowało.


Woven na Kickstarterze
„Elephant” od Margaret to nie jedyny słoń, jaki ostatnio pragnie zaistnieć w świecie rozrywki. Ten drugi nie przypuszcza jednak ataku na muzyczne listy przebojów, lecz próbuje znaleźć swoje miejsce w wirtualnej branży, będąc głównym bohaterem gry Woven. Ów projekt ubiega się o przychylność odbiorców za pośrednictwem Kickstartera, a uruchomiona w pierwszych dniach września kampania zakończy się sukcesem pod warunkiem, że do 7 października bieżącego roku twórcy uzbierają przynajmniej 85 tysięcy euro.

wtorek, 13 września 2016

"Predator", Michael Crichton - recenzja

Ileż to już razy ludzie doigrali się przez tzw. zabawę w Boga… Niemało utworów literackich i filmowych zdążyło nas w tej kwestii dość dobitnie uświadomić, opowiadając o przykrych skutkach zachłyśnięcia się zdobyczami nauki. Z jednej strony, postęp jest nieunikniony, a nowinki technologicznie potrafią ułatwić życie. Z drugiej, nietrudno stracić kontrolę nad owocami takiego rodzaju prac. O tym właśnie pisze Michael Crichton w thrillerze „Predator”.

Choć polski tytuł wzbudza nieodparte skojarzenia z klasyką kina science fiction, książka ta nie ma nic wspólnego z kultową serią o kosmicznym łowcy. Niemniej Crichton wniósł pokaźny wkład do historii kinematografii, dzięki czemu jego nazwisko jest bardzo dobrze znane nie tylko wśród największych literackich fanów. To on odpowiada za narodziny „Parku Jurajskiego”, tworząc powieść, którą następnie zaadaptowano na potrzeby filmu. Kinową wersję otrzymał również sequel „Zaginiony świat” i na tym zresztą nie koniec, bo cykl o dinozaurach do dziś wzbudza gorące emocje wśród widzów. Wprawdzie amerykański autor napisał dwie książki z serii, lecz, jak wiadomo, X muza hojniej obrodziła w tej materii, a obecnie trwają prace nad piątym z kolei obrazem. Filmowych adaptacji doczekały się ponadto inne utwory spod pióra Crichtona, np. „Kongo” czy „Wschodzące słońce”. Ba, on sam zasmakował zarówno reżyserskiego, jak i scenopisarskiego fachu.

piątek, 9 września 2016

Co tam słychać w przygodówkowym świecie? #21


Zaczął się wrzesień, większość ludzi powróciła z urlopów, dziatwa zasiadła do szkolnych ławek, podczas gdy niektórzy studenci mniej bądź bardziej ostro zakuwają do sesji poprawkowej. A co wydarzyło się w segmencie gier przygodowych? Ano choćby to, o czym piszę poniżej.


Cayne – zwiastun już jest, a premiera całkiem niedługo
Niezależne studio The Brotherhood opublikowało trailer gry Cayne, opatrzonej podtytułem A Stasis Story. Jak słusznie sugeruje ów dopisek, nadchodząca produkcja przedstawi odbiorcom historię osadzoną w uniwersum, które wykreowano na potrzeby poprzedniego projektu tejże firmy – horroru science fiction Stasis. Co najistotniejsze, twórcy udostępnią ów dodatek za darmo, a także pod postacią samodzielnego produktu. W związku z powyższym, po grę będą mogły sięgnąć nawet te osoby, które nie posiadają pierwowzoru.

wtorek, 6 września 2016

"Dziewczyna w czerwonej pelerynie", Sara Blakley-Cartwright - recenzja

Koniec przygody ze „Zmierzchem” nie oznaczał dla Catherine Hardwicke rozbratu z romansem paranomalnym. Co prawda amerykańska reżyserka sfilmowała tylko pierwszą część wampirzej sagi, lecz później przyszło jej nakręcić jeszcze inny obraz, który wykorzystuje tego rodzaju konwencję. Ową produkcją jest „Dziewczyna w czerwonej pelerynie” z Amandą Seyfried w głównej i zarazem tytułowej roli. Jednakże to nie film stanowi przedmiot niniejszego tekstu, a powieść, którą Sara Blakley-Cartwright napisała na bazie scenariusza Davida Lesliego Johnsona.

Z reguły ostrożnie podchodzę do lektur o takim filmowym rodowodzie. Powód? Po prostu kilka razy trochę się zraziłam, przeczytawszy pozycje, powstałe właśnie na podstawie scenariuszy. Może nie dlatego, że okazały się śmiertelnie nudne i męczące, ale przez to, że pachniały typowym skokiem na kasę. Krótkie, stworzone jakby na szybko… Ot, takie w sumie streszczenie, tyle że posiadające dialogi. Nieco inaczej przedstawia się sprawa „Dziewczyny w czerwonej pelerynie”, bo tym razem otrzymałam dłuższą powieść, acz żadne tam opasłe tomisko. Pomimo tego podejrzewam, że tu nadal mamy do czynienia z pewną próbą zbicia dodatkowego kapitału. I to nawet wtedy, jeśli w grę wchodziła także chęć wzbogacenia wykreowanego uniwersum. Wiadomo – komu spodoba się film, sięgnie po książkę i vice versa. Ja na przykład zaliczyłam najpierw seans w telewizji, a ten był wystarczająco przyjemny, by przy promocyjnej cenie skusić się na wersję papierową.

sobota, 3 września 2016

Never Look Back - zapowiedź

Twórczość Stephena Kinga zakorzeniła we mnie przekonanie, że bohaterowie trudniący się pisarstwem mają tendencję do przyciągania kłopotów, i to rzeczywiście poważnego kalibru. Tę swoistą teorię zdaje się też potwierdzać niezależna przygodówka Never Look Back, która przybliży odbiorcom losy Marka Waltersa, nomen omen literata z zawodu.

Całkiem zresztą możliwe, iż to właśnie amerykański mistrz grozy wywarł pewien wpływ na przydzielenie protagoniście takiej, a nie innej profesji. Niewielkie studio deweloperskie Don’t Panic Arts, które zajmuje się opracowywaniem Never Look Back, wymienia bowiem książki Kinga jako jedno ze swoich źródeł natchnienia. Skąd jeszcze czerpano inspirację? Ano choćby z H.P. Lovecrafta i Brama Stokera, natomiast jeśli chodzi o gry, padają tutaj takie tytuły jak Clock Tower, Resident Evil, Amnesia, rodzime Layers of Fear czy demo P.T. Prawda, że zacne muzy?