wtorek, 19 maja 2015

"Morze Potworów", Rick Riordan - recenzja

A miało być tak pięknie! Pozostał zaledwie jeden dzień do końca roku szkolnego, który tak na marginesie upłynął Percy’emu bez większych perturbacji, nie licząc zwyczajnych uczniowskich animozji. Potem zaś czekał na chłopaka wyjazd do Obozu Herosów – co prawda młody syn Posejdona spodziewał się tam zajęć szkoleniowych, ale w sympatycznej i bezstresowej atmosferze. Stało się jednak zupełnie inaczej, w efekcie czego Percy zostanie rzucony w wir niebezpiecznych, acz bardzo ciekawych przygód.

„Morze Potworów” to drugi tom bestsellerowej serii „Percy Jackson i bogowie olimpijscy”, za którą odpowiada amerykański pisarz Rick Riordan. W wykreowanym na potrzeby cyklu uniwersum bogowie starożytnej Grecji i inne istoty z tej mitologii są jak najbardziej realni. Mało tego, żyją sobie we współczesnym świecie, lecz odpowiednio kamuflują się przed zwykłymi ludźmi. Percy jest z kolei synem śmiertelniczki oraz Posejdona, a prawdę o swoim pochodzeniu poznał w wieku dwunastu lat, kiedy doszło do wydarzeń opisanych w debiutanckiej odsłonie jego przygód („Złodziej pioruna”).

Jak wspomniałam wcześniej we wstępie, w drugiej części cyklu trzynastoletni już chłopiec ma za sobą spokojny rok w szkole. Niemniej autor na samym początku zwiastuje komplikacje, otwierając powieść koszmarem, w którym to Percy widzi swojego przyjaciela, satyra Grovera, w poważnych opałach. Sen jak sen, ale po pobudce trzeba spotkać się z belframi jeszcze ten jeden raz przed wakacjami, co akurat nie wzbudza w bohaterze specjalnych obaw. No bo cóż złego może stać się w ostatni dzień nauki, tym bardziej że jak dotąd wszystko było w miarę ok? A tu niespodzianka, bowiem rzeczywiście ekstremalne wrażenia zaczynają się właśnie w obrębie szkolnych murów.

Podczas w-fu nasz protagonista gra z kolegami w zbijanego, lecz w meczu uczestniczą także uczniowie z zewnątrz. Szkoda tylko, że owi goście okazują się olbrzymami ludożercami z plemienia Lajstrygonów. Percy na szczęście uchodzi z tego starcia w jednym kawałku dzięki wsparciu kumpla Tysona oraz przyjaciółki Annabeth (córka Ateny i śmiertelnika), która niespodziewanie zjawia się w okolicy. Jak łatwo zgadnąć, to nie koniec kłopotów. Kiedy bohaterowie docierają do Obozu Herosów, biorą udział w walce z pewnymi potworami. Niestety, obóz przestaje być bezpiecznym miejscem dla młodych herosów, ponieważ ktoś otruł sosnę Thalii, a tym samym osłabił bariery chroniące teren przed monstrami. Istnieje jednak szansa na zneutralizowanie trucizny, co wiąże się z odbyciem trudnej podróży po tytułowym Morzu Potworów. W międzyczasie Percy przekonuje się też, że wizje z Groverem nie są jedynie snami, ale telepatycznymi wiadomościami od satyra.

Powieść amerykańskiego literata obfituje w dynamiczne wydarzenia, przy czym nie uświadczymy powierzchownego gnania po kolejnych fragmentach historii. W książce nie brakuje również humoru, a zabawne momenty nierzadko pojawiają się wtedy, kiedy protagoniści przeżywają dramatyczne chwile (pechowa gra w zbijaka bądź sytuacja Grovera). Co istotne, takie zabiegi nie wywołują zgrzytu, lecz z powodzeniem rozluźniają atmosferę i zwiększają przyjemność płynącą z lektury. O pozytywne odczucia dbają też wyraziści bohaterowie, w tym sympatyczny Percy oraz rosły i zarazem nieco nieporadny Tyson, na przykładzie którego Riordan udziela czytelnikom lekcji tolerancji. A jeśli kogoś zbytnio nie polubimy, to taki był zamysł autora, jak chociażby w przypadku wrednego Tantala.

Oprócz tego, szczególnie ujęło mnie wykorzystanie wątków mitologicznych. Po pierwsze, nie ukrywam, że ową tematykę darzę ogromnym sentymentem (jedną z moich ulubionych lektur jest poznany w czasach dzieciństwa zbiór Roberta Gravesa pt. „Mity starożytnej Grecji”). Po drugie, doceniam sposób, w jaki Rick Riordan przeniósł wierzenia starożytnych Greków do współczesnej Ameryki. Autor podszedł do tego z głową, łącząc kreatywność z szacunkiem dla materiału źródłowego. Najwięcej odniesień dotyczy „Odysei” Homera, a tułaczka króla Itaki posłużyła za swoistą bazę dla drugiego tomu serii o przygodach Percy’ego. Lajstrygonowie, którzy zaatakowali szkołę chłopca, swego czasu mocno napsuli krwi Odyseuszowi. Ponadto w trakcie morskich wojaży bohaterowie natkną się m.in. na czarodziejkę Kirke.

Podobnie jak cykl o Harrym Potterze autorstwa J. K. Rowling, perypetie Percy’ego Jacksona mają w sobie taki czar, że mogą wciągnąć nie tylko młodszych czytelników, lecz również dorosłych odbiorców. „Morze Potworów” Ricka Riordana czyta się szybko, a skończona lektura pozostawiła mnie z ochotą na poznanie dalszych losów syna Posejdona. Prędzej czy później zapewne to uczynię, skoro podoba mi się taka wariacja na temat greckiej mitologii.


Ocena: 8/10


Tytuł polski: Morze Potworów
Tytuł oryginalny: The Sea of Monsters
Autor: Rick Riordan
Wydawnictwo: Galeria Książki

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.