niedziela, 18 października 2015

Przygodówki z serii Art of Murder oraz Chronicles of Mystery

Wspomnienia to nieodłączna część naszego życia. Polscy przygodówkowicze zapewne powracają niekiedy myślami do cykli Art of Murder oraz Chronicles of Mystery, wyprodukowanych i dystrybuowanych przez rodzime City Interactive. Przypomnijmy sobie zatem historię obu serii.

Nie będziemy jednak cofać się do zamierzchłej przeszłości, bo do roku 2007. City Interactive kojarzyło się wówczas głównie z budżetowymi strzelankami, lecz jak każda ambitna firma, postanowiło poszerzyć horyzonty. Tak oto narodził się oddział w Rzeszowie, mający skupić się na klasycznych przygodówkach. Co więcej, w skład owej ekipy wchodzili ludzie, którzy nie byli bynajmniej nowicjuszami w tym gatunku i maczali palce przy takich produkcjach jak Reah czy też Schizm.

Dziewczyny wkraczają na scenę

Rozochoceni miłośnicy gier przygodowych nie musieli długo czekać na pierwszy owoc pracy rzeszowskiego studia. Jeszcze w tym samym roku światło dzienne ujrzał thriller Art of Murder: Sztuka Zbrodni, gdzie jako agentka FBI Nicole Bonnet szukaliśmy mordercy pozbawiającego ofiary serc. Ta tradycyjna przygodówka point’n’click już przed premierą wzbudzała zainteresowanie ze względu na podobieństwa do Still Life. W momencie, kiedy zawitała do sklepów, gracze podzielili się na dwa obozy. Obok ciepłych opinii, nie zabrakło krytyki i zarzutów o bycie gorszą kopią dzieła wydanego przez Microids. Pomimo swoich niedoskonałości, śledztwo Nicole zyskało na tyle dużą popularność, że CI zdecydowało się na sequel, ale nie tylko…

Równolegle do tworzenia kontynuacji Sztuki Zbrodni, deweloperzy pracowali bowiem nad grą Chronicles of Mystery: Rytuał Skorpiona. Tym razem główną heroiną uczyniono młodą panią archeolog Sylvie Leroux na tropie sekretu z czasów biblijnych. W warstwie fabularnej czuć było pewną inspirację serią Broken Sword, tudzież powieściami Dana Browna. Komputerowy debiut Sylvie przyniósł ponadto zmianę silnika graficznego. Darmowy Wintermute poszedł w odstawkę na rzecz znanego z Syberii Virtools Engine, który napędzał także późniejsze przygodówki od CI. Chociaż Rytuał Skorpiona potrafił dostarczyć przyjemnej rozrywki, w ogólnym rozrachunku okazał się niestety słabszy od perypetii panny Bonnet.

Na fali wznoszącej

Pierwsze CoM odegrało więc rolę swoistego supportu przed wydanym wkrótce potem sequelem AoM – Klątwą Lalkarza. W drugiej części przygód Nicole, musieliśmy ująć zabójcę, który na miejscach zbrodni pozostawiał figurki w historycznych strojach. Co do jakości gry, twórcy zaserwowali nam produkcję wolną od większości wad poprzedniczki. Znowu nie obyło się bez porównań do SL, ale nie były już tak niekorzystne jak przy wcześniejszym spotkaniu z agentką Bonnet. Podobnie przedstawia się sprawa Drzewa Życia, czyli kontynuacji Chronicles of Mystery. „Dwójka” stanowiła przeciwieństwo krótkiej i prostej jak drut „jedynki”, dzięki czemu panna Leroux zrehabilitowała się w oczach graczy. Ciekawiej wypadła również bazująca na motywie rajskiego drzewa fabuła.


Kolejną i zarazem ostatnią tradycyjną przygodówką, jaką przygotowała ekipa z Rzeszowa, była trzecia odsłona AoM, o podtytule Karty Przeznaczenia. Produkcję generalnie uznawano za najlepszą z cyklu, a nawet ze wszystkich gier przygodowych od CI. Najwięcej pochwał zebrał dobrze skonstruowany scenariusz, który opierał się na niebezpiecznej rozgrywce pomiędzy Nicole a zostawiającym wskazówki mordercą. Jeśli zaś chodzi o oprawę wizualną, twórcy zaserwowali nam bardzo ładne lokacje, aczkolwiek recenzenci wytykali dość zaawansowany wiek silnika graficznego. Liczono zatem, że następnym razem deweloperzy pokuszą się o większe zmiany zamiast dotychczasowych drobnych poprawek.


Nie tak miało być

Rewolucja nadeszła, lecz nie przebiegła w pożądanym kierunku. Chociaż AoM i CoM doczekały się kontynuacji, gry te należały do casualowego gatunku hidden object. Trudno powiedzieć, którą z panien spotkał gorszy los. Nicole przyszło wegetować w mało prestiżowych produkcjach, podczas gdy wysłaną na przedwczesną emeryturę Sylvie zastąpiła dziennikarka Chelsea Connor. Nowe wcielenia obu cykli najwyraźniej znalazły nabywców, ponieważ po Art of Murder: Tajnych Aktach i Chronicles of Mystery: Legendzie Świętego Skarbu, wydano jeszcze Zabójcze Sekrety (AoM) oraz Tajemnicę Zaginionego Królestwa (CoM).


Ponoć miała to być chwilowa przerwa od point’n’click, ale niewykluczone, iż o losie serii zadecydowały pieniądze. Otóż kiedy przygody Sylvie i Nicole przeżywały swoje pięć minut, CI zaczęło dystrybuować coraz więcej pozycji polegających na wypatrywaniu ukrytych obiektów. Prawdopodobnie widząc w nich łatwe źródło dochodów, szefostwo zleciło rzeszowskiej ekipie zwrot w stronę niedzielnych graczy. Z ekonomicznego punktu widzenia takie posunięcie wydaje się praktyczne dla wydawcy. Gry HO nie wymagają dużych nakładów finansowych na produkcję, generując przy tym przyzwoite zyski. Niestety, odbyło się to kosztem miłośników tradycyjnych przygodówek.


Nie tylko PC

Omówione wyżej tytuły trafiły pod strzechy posiadaczy poczciwych blaszaków. Kronikarski obowiązek wymaga jednak odnotowania obecności panien Bonnet i Leroux również na innych platformach. Tu na pierwszy plan wysuwa się NDS. Co ciekawe, posiadacze owego sprzętu poznali najpierw Sylvie w konsolowym Rytuale Skorpiona (Chronicles of Mystery: Curse of the Ancient Temple). Następnie wydano konwersję Kart Przeznaczenia (znaną pod tytułami Art of Murder: FBI Top Secret i Crime Lab: Body of Evidence) oraz drugiego CoM – The Secret Tree of Life. Edycje te powstały specjalnie z myślą o przenośnej konsoli Nintendo i zawierały elementy gier przygodowych, logicznych, a także HO. Ponadto Kroniki odwiedziły urządzenia iPhone, iPad oraz iPod Touch.


Jak dotąd, na PC nie pojawiły się nowe klasyczne przygodówki z Sylvie czy też Nicole. A szkoda, bo kolejne części Sztuki Zbrodni i jej młodszej siostry prezentowały coraz wyższy poziom. CI nie odkryło Ameryki, lecz z szacunkiem podeszło do tradycji point’n’click, wyrabiając sobie dzięki temu pewną markę. Mimo że żadna z serii nie popadła w otchłań całkowitego zapomnienia, ich późniejsze inkarnacje są często uznawane za rozmienianie się na drobne. Tym bardziej więc ubolewam, iż nie powróciły w formie pełnokrwistych gier przygodowych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz