sobota, 2 stycznia 2016

"Krucjata", Philippa Gregory - recenzja

„Odmieniec” okazał się udanym otwarciem serii „Zakon Ciemności”, w której Phillipa Gregory daje odpocząć postaciom autentycznym, mieszając dla odmiany historyczne realia z fikcyjnymi bohaterami. Czy kolejny tom cyklu, opatrzony tytułem „Krucjata”, utrzymuje solidny poziom poprzednika?

W powieści tej ponownie spotykamy się z młodym inkwizytorem Luką Vero, jego przyjacielem Freize, szlachetnie urodzoną Izoldą oraz towarzyszącą dziewczynie Iszrak. Tym razem grupa trafia do małej mieściny, dokąd dociera również dziecięca krucjata pod przewodnictwem niejakiego Johanna, zwanego Dobrym. Spotkanie bohaterów nie jest zresztą dziełem przypadku, bowiem ma to związek z misją Luki, działającego na rzecz Zakonu Ciemności, który założony został przez samego papieża. W ramach przydzielonego zadania Vero musi ocenić szanse pielgrzymki, której celem jest Jerozolima. Obejmuje to także szukanie śladów demonicznej aktywności, lokalnych lęków i oznak zbliżającego się ponoć końca świata. Szczególnie istotnym punktem w śledztwie jest sprawdzenie wiarygodności charyzmatycznego lidera. Czy do Johanna rzeczywiście przemawia Bóg? Czy też może mamy do czynienia z człowiekiem, który myli boskie natchnienie z diabelskimi podszeptami?

Nie ujawniając zbyt wielu psujących niespodzianki informacji, zdradzę, iż dziecięca pielgrzymka stanowi poniekąd punkt wyjścia dla całej fabuły drugiego tomu. Wątek ten odegra istotną rolę w następnych wydarzeniach, a jego echo odbija się nawet wtedy, gdy zejdzie na dalszy plan. Co najważniejsze, autorka z powodzeniem kontynuuje tu zapoczątkowany w „Odmieńcu” obraz średniowiecznej mentalności, z naciskiem na końcowy okres tej epoki, kiedy to Konstantynopol został podbity przez Imperium Osmańskie (1453 r.). Ludzie i tak już byli wystarczająco przesądni, wrzucając wszystko co niezrozumiałe do jednego worka z czarami oraz demonami. Mało tego, książka pani Gregory pokazuje, iż podejrzenia mogły wzbudzać tak banalne rzeczy jak rozchlapywanie wody w jeziorze. Potęga Turków jeszcze bardziej zaś popychała europejskich chrześcijan w paszczę zabobonów.

Choć „Krucjata” nie poskąpi odbiorcom dramatycznych momentów, znalazło się trochę miejsca dla lżejszych akcentów, w których tradycyjnie dominuje były kuchcik Freize. Pisarka poświęca ponadto uwagę uczuciom protagonistów – między Izoldą i Luką coraz bardziej iskrzy, a i generalnie relacje czwórki głównych bohaterów wydają się zmierzać ku większym komplikacjom. Poza tym, brytyjska literatka intensywniej wnika do wewnętrznych przeżyć młodego Vero, dzięki czemu mężczyzna staje się bliższy czytelnikom. Mimo wszystko nadal największą sympatią darzę Freize oraz Iszrak. Najmniej w tej części polubiłam Izoldę, której akcje, że tak to ujmę, nieco u mnie spadły. Wychowanej na damę dziewczynie dają się czasem we znaki niewygody długiej podróży, a także przyzwyczajenie do pewnych konwenansów. Dodam też, iż sprawy sercowe w kilku momentach niezbyt korzystnie wpłyną na jej humor. Przychylniej spojrzałam za to na brata Piotra, o którym nie wspominałam w recenzji poprzedniej odsłony serii. Mężczyzna towarzyszy Luce od pierwszego tomu, służąc za skrybę i wręczając polecenia od mistrza zakonu. Przyznam szczerze, iż w „Odmieńcu” postać ta ani mnie ziębiła, ani grzała. „Krucjata” pozwala natomiast lepiej poznać tego zakonnika i dowiedzieć się, że to w gruncie rzeczy dobry człowiek.

Jakość drugiego tomu utrzymuje się z grubsza na tym samym poziomie co pierwsza część. Podobnie jak „Odmieniec”, „Krucjata” jest wciągającą lekturą, którą przeczytamy szybko i z ochotą na ciąg dalszy. Ja w każdym razie nie zamierzam definitywnie zaprzestać mojej przygody z „Zakonem Ciemności”, zwłaszcza że wprowadzono nowe, ciekawe wątki, na czele z postacią pewnego osmańskiego żołnierza – Radu Beja (facet może nieźle namieszać w przyszłości). Jeżeli więc spodobała Wam się pierwsza odsłona cyklu, na jej następczynię również nie powinniście kręcić nosem.


Ocena: 7,5/10


Tytuł polski: Krucjata
Tytuł oryginalny: Stormbringers
Autor: Philippa Gregory
Wydawnictwo: Egmont Polska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz