niedziela, 13 marca 2016

Kruszynkowe przemyślenia: Puzzle - tradycyjne czy elektroniczne?

Źródło ilustr.: pixabay.com
Któż nie lubi puzzli? Nieśmiało przypuszczam, iż grono antyfanów nie byłoby nadzwyczaj liczne. Z kolei wiele osób zapewne miało z układankami styczność już w dzieciństwie. No właśnie, doceniam puzzle za ich uniwersalizm. Jako dziecięca zabawka nadają się zarówno dla dziewczynek, jak i chłopców, w przeciwieństwie choćby do Barbie czy przeróżnych samochodzików. Oczywiście trafiają się przypadki, gdzie układamy ilustracje dopasowane pod konkretną płeć dziecka, przedstawiające dla przykładu słynne lalki od firmy Mattel. Niemniej ogólnie widzę w nich rozrywkę dla każdego. I to bez względu na wiek. Mimo że wyrosłam z typowych zabawek, lubię czasem sięgnąć po jakąś układankę, acz w nieco innej formie niż wcześniej. Dawniej częściej siedziałam nad tradycyjnymi puzzlami, natomiast teraz ustąpiły one miejsca wersjom elektronicznym. Dlaczego tak się stało?

Nie zrozumcie mnie źle – nie mam nic przeciwko tradycyjnym układankom, które nie wymagają posiadania komputera. Nie chodzi o to, że się do nich zniechęciłam. Wręcz przeciwnie, nadal je darzę je sympatią, a ponadto nie wykluczam, iż w przyszłości znowu zasiądę przy klasycznych puzzlach, biorąc do ręki kolejne elementy i dumając z wzrokiem utkwionym w pokrywkę ze wzorem do ułożenia. To wciągająca, a przy tym niegłupia zabawa. Sądzę też, iż, z uwagi na dość kontemplacyjny charakter, taka rozrywka poniekąd pozwala się wewnętrznie wyciszyć. Wybierając opcje z kilkoma tysiącami kawałków, warto wygospodarować sobie jakiś kącik, najlepiej stolik w pokoju, gdzie nikt nam nie będzie przeszkadzał ani my nie będziemy nikomu wadzić. A kiedy już skończymy, można podziwiać swoje małe dzieło. Ci, którym zależy nie tyle na samym upajaniu się, co po prostu utrwaleniu finalnego efektu, chętnie zaś przyklejają gotowy obraz na karton itp., by potem powiesić go na ścianie. Pomysł niezły, bo w ten sposób można całkiem ładnie przyozdobić pokój.

Źródło ilustr.: pixabay.com
Ale, ale… Nie zawsze da się znaleźć czas oraz miejsce na zaliczenie tych najbardziej skomplikowanych układanek. Zegarowe problemy można jeszcze przeboleć i zostawić swoje hobby na wolniejszą chwilę. Gorzej, kiedy człowiek nie ma za bardzo gdzie się zainstalować. Mam tu na myśli nie tylko brak miejsca w ogóle, ale i sytuacje, gdy trzeba tę przestrzeń dość szybko zwolnić na coś innego. W moim przypadku wystąpił niestety tego rodzaju kłopot, nie wspominając już o ograniczeniach czasowych. Mieszkanie nieduże i się nie rozrośnie, przez co musiałam odłożyć „puzzlowanie bez prądu” na później. Poza tym, zostawienie układanki w niestrzeżonym kącie mogłoby się skończyć dywersją w wykonaniu mojego kocura. Przecież tak fajnie strącać łapką poszczególne elementy i patrzeć, jak spadają! Owszem, dla mnie to również rozkoszny pod kilkoma względami widok. Istnieje jednak spore ryzyko, że takie kawałki gdzieś się wtedy zawieruszą.

W związku z powyższym, elektroniczne puzzle stanowią według mnie ciekawą i sensowną alternatywę. Części układanki zabierają jedynie miejsce na monitorze, a tym samym żaden element nie wpadnie pod szafę ani nigdzie indziej. Takie puzzle bardzo dobrze sprawdzają się jako relaksująca przerwa od różnych obowiązków, czy pod postacią odpłatnego produktu, czy w formie darmowej gierki przeglądarkowej. Nierzadko można w nich dostosować stopień skomplikowania do własnych potrzeb, wskazując wśród dostępnych propozycji pożądaną liczbę elementów. Wprawdzie póki co nie natknęłam się na kilkutysięczne warianty, lecz mnie to nie przeszkadza. Ba, nawet lepiej, gdyż niezbyt wyobrażam sobie układanie tak trudnych puzzli na komputerze (ewentualny bałagan z powodu natłoku elementów, gorsza widoczność z racji odpowiednio mniejszych kawałków itd.). Wydaje mi się, że w wirtualnym świecie najwygodniejsze są obrazki maksymalnie do około 300 części.

Chociaż obecnie mój kontakt z puzzlami odbywa się wyłącznie za pośrednictwem komputera, powtarzam po raz kolejny – doceniam także ich oryginalne, fizyczne wcielenia. Obie formy posiadają zresztą swoje mocne i słabsze strony. Jak wspomniałam przed chwilą, kilkutysięczne wersje mają zdecydowanie większą rację bytu pod postacią tradycyjnych układanek. No i jeszcze ta swoista magia, która towarzyszy pudełku pełnym jak najbardziej namacalnych elementów. Dla odmiany za elektronicznymi przemawia m.in. oszczędność przestrzeni. Dodam jeszcze, że niektóre edycje komputerowe oferują też możliwość użycia własnych zdjęć bez ponoszenia jakichkolwiek kosztów. Tak więc żadne z omówionych puzzli nie powinny bać się o przedwczesne wymarcie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz