niedziela, 27 marca 2016

"Susza", Graham Masterton - recenzja

Graham Masterton słynie przede wszystkim z horrorów i od tego właśnie gatunku zaczął swoją karierę z powieściopisarstwem, gdy w 1976 roku zadebiutował książką zatytułowaną „Manitou”. Jednakże brytyjski autor nie ogranicza się wyłącznie do konwencji grozy, bowiem w portfolio owego pisarza znajdziemy też między innymi thrillery, powieści historyczne czy nawet erotyczne poradniki. Sama miałam okazję poznać jego twórczość z dziedziny horroru, lecz w ostatnim czasie sięgnęłam po „Suszę”, będącą dla odmiany thrillerem katastroficznym, z wątkami typowymi dla wybuchowej sensacji.

Masterton słusznie otwiera powieść słynnymi słowami Benjamina Franklina: „Wartość wody doceniamy wtedy, gdy wyschnie studnia”. Cytat ten idealnie pasuje do utworu nie tylko w kontekście wystąpienia tytułowej suszy, ale i reakcji, jakie wyzwala ona w bohaterach. Zagłębiając się w lekturze, zostaniemy przeniesieni do amerykańskiego miasta San Bernardino w Kalifornii, gdzie od dłuższego czasu nie pada deszcz. W połączeniu z ogromnymi upałami sytuacja staje się coraz trudniejsza do zniesienia, a przysłowiową czarę goryczy przelewają decyzje władz w związku z ogłoszeniem stanu klęski żywiołowej. Mianowicie zostają wprowadzone rotacyjne przerwy w dostarczaniu wody, co polegać ma na zakręcaniu jej w poszczególnym dzielnicach na okres 48 godzin. Tak przynajmniej brzmi wersja oficjalna, bo prawda wygląda niestety „ciut” inaczej…

Przedstawiony czytelnikom kryzys nie służy jedynie zwróceniu uwagi na ekspansywną gospodarkę człowieka i złe zarządzanie naturalnymi zasobami, co w tym konkretnym przypadku kończy się brakiem wody. Tragiczne położenie mieszkańców San Bernardino doprowadza również do uwypuklenia różnic społecznych, a to dlatego, że rotacyjny podział daleki jest od traktowania wszystkich obywateli sprawiedliwie. Jak się okazuje, restrykcje dotykają głównie ludzi z uboższych dzielnic. Z kolei ci, którzy mają grube portfele oraz duże wpływy, mogą liczyć na bezproblemowy dostęp do życiodajnego płynu, co oczywiście nie zostaje podane do publicznej wiadomości. Mało tego, ów przywilej obejmuje nawet takie zachcianki jak nawadnianie pola golfowego.

Choć dezinformacja społeczeństwa po części miała pomóc w uniknięciu anarchii, i tak wybucha chaos. W konsekwencji jedna butelka wody stanowi teraz rzecz cenniejszą od złota, a nerwowe nastroje przybierają na sile, doprowadzając do protestów, napaści oraz kradzieży. W centrum tych wydarzeń znajduje się zaś główny bohater w osobie niejakiego Martina Makepeace’a – pracownika społecznego i zarazem byłego żołnierza, mającego za sobą służbę w Afganistanie. Na jego przykładzie autor buduje popularny wątek protagonisty po przejściach, który nie mieszka już z żoną i dziećmi, lecz w wyniku ogólnego zamętu ponownie zacieśni kontakty z bliskimi, stając w ich obronie. Kiedy Tyler, syn Martina, zostaje aresztowany przez wyjątkowo nieszczęśliwy splot okoliczności, pan Makepeace organizuje brawurową akcję odbicia młodego więźnia, po czym ucieka z miasta wraz z familią oraz kilkoma innymi osobami. Grupa pragnie dotrzeć do pewnego podziemnego jeziora, gdzie ponoć nie powinno brakować wody. Jak łatwo zgadnąć, podróż nie obędzie się bez komplikacji, a za uciekinierami ruszy pościg.

Z jednej strony, Masterton wykreował na kartach „Suszy” wiarygodny obraz świata, który stacza się po równi pochyłej. Nadużycia, do jakich dochodzi w obliczu pogorszenia warunków, nie zdziwiły mnie ani tym bardziej nie odebrałam ich jako sztucznych. Z drugiej, powieść nie wzbrania się przed nieco przegiętymi scenami. Martin potrafi więc rozprawić się z liczniejszym przeciwnikiem w sposób, dzięki któremu Sylvester Stallone chętnie przyjąłby go do ekipy „Niezniszczalnych”. Niemniej owa sprzeczność między realizmem a efekciarstwem nie przekreśla czerpania przyjemności z lektury. Książka cechuje się dynamicznym i mocnym stylem, za sprawą którego prawdopodobnie szybko przepłyniemy przez kolejne stronice. Owszem, w kilku momentach autor mógłby sobie darować ginekologiczną dosadność, ale mimo wszystko otrzymujemy zręcznie napisaną historię. Sporym autem są też charyzmatyczne postacie. Przykładowo Martin, choć to typ jednoosobowej armii, imponuje żołnierskim doświadczeniem, podczas gdy postawa Halforda Smileya, gubernatora San Bernardino, wzbudza słuszne obrzydzenie.

W ramach podsumowania zaryzykowałabym stwierdzenie, iż „Susza” to pod pewnymi względami odpowiednik wysokobudżetowego kina z kategorią R. Poszczególne sceny nie stronią od mocnych i widowiskowych opisów, a erotyka została opisana bez oszczędzania najbardziej obrazowych szczegółów. Jednocześnie powieść skłania czytelnika do wysnucia paru wniosków na temat ewentualnego wystąpienia podobnej katastrofy w realnym świecie. Mówiąc krótko, to solidna i wciągająca pozycja dla dorosłych odbiorców.


Ocena: 7/10


Tytuł polski: Susza
Tytuł oryginalny: Drought
Autor: Graham Masterton
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz

2 komentarze:

  1. Tak tylko zaznaczam, że czytam Twoje wpisy. Tak trzymaj. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za odwiedziny, takie słowa to dodatkowa mobilizacja do blogowania. :)

      Usuń