Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą powieść sensacyjna. Pokaż wszystkie posty

środa, 28 lipca 2021

"Amazonia", James Rollins - recenzja

 


Południowoamerykańska dżungla, która skrywa w sobie nie tylko wyjaśnienie pewnego cudu medycznego, lecz również masę niebezpieczeństw. I właśnie tym zagrożeniom trzeba stawić czoła, by móc dotrzeć do pożądanych niezwykłości. Oto co oferuje nam pełna akcji i podnoszącej adrenalinę przygody powieść pt. „Amazonia”, która wyszła spod pióra Jamesa Rollinsa.

 

piątek, 3 lipca 2020

"Telefon o północy", Tess Gerritsen - recenzja


Intryga o szpiegowskim zabarwieniu, sensacyjne pościgi i ucieczki oraz miłosne uniesienia w tle. Brzmi niemal jak kolejna część przygód Jamesa Bonda, bo choć słynny agent 007 stara skupiać się na pracy, to przecież nie odpuszcza sobie amorów, a nawet umie wykorzystać swój urok w celach służbowych. Pomimo tego „Telefon o północy” jest rzeczą innego kalibru niżli perypetie kultowego szpiega. Otóż książka autorstwa Tess Gerritsen zalicza się jednocześnie do kategorii literatury kobiecej. Powieść nie smakuje też niczym wykwintne danie, acz w roli niewymagającej rozrywki może spisać się całkiem nieźle.

Mieszkającej w Stanach Sarah Fontaine, głównej bohaterce powieści, nie jest dane długo nacieszyć się szczęściem u boku męża Geoffreya. A to przez tytułową rozmowę o późnej porze, która nieodwracalnie burzy życie kobiety po raptem dwóch miesiącach małżeństwa. Samo usłyszenie nocnego dzwonka nie wzbudziło w protagonistce niepokoju. Ukochany regularnie telefonował bowiem do niej z Londynu, dokąd udawał się, aby pracować w tamtejszym banku. Tyle że tym razem po drugiej stronie słuchawki odzywa się ktoś inny – dyplomata Nick O’Hara z Departamentu Stanu. Na domiar złego, mężczyzna oświadcza, iż Geoffrey zginął w pożarze. Co ciekawe, do wypadku doszło pod dachem berlińskiego hotelu, a przecież pan Fontaine miał przebywać akurat na terenie Anglii. Różnych znaków zapytania pojawia się zresztą jeszcze więcej, włącznie z faktycznym losem Geoffreya, jego prawdziwą tożsamością i przypuszczalnie szpiegowską działalnością. Sarah tym bardziej więc pragnie znaleźć odpowiedzi na wszystkie dręczące kwestie, podobnie jak Nick, w którego głowie także pełno wątpliwości odnośnie do całej sprawy. Tak oto oboje wpadają na trop szeroko zakrojonej konspiracji, przez co nad nimi również zawiśnie nieliche niebezpieczeństwo.

piątek, 9 listopada 2018

"Ekspedycja", James Rollins - recenzja


Dla jednych niezwykłe odkrycia to nie tylko droga ku zyskaniu większego prestiżu w naukowej branży, lecz także okazja, by po prostu dołożyć swoją cegiełkę na rzecz poszerzania ludzkiej wiedzy. Drudzy mogą widzieć zaś w tym szansę na realizację mniej bądź bardziej szemranych planów, niekiedy nazbyt gorliwie kierując się zasadą „po trupach do celu”. A skoro fabuła „Ekspedycji” kręci się wokół zadziwiających rezultatów prac archeologicznych, nie zabraknie tu zatem reprezentantów powyższych postaw. Oczywiście nie obędzie się bez dużego zamieszania, o które szczególnie zadbają ci z najbardziej bojowym podejściem. Słowem, intensywne wrażenia gwarantowane!

Twórczość Jamesa Rollinsa zaskarbiła sobie moją sympatię dzięki przeczytaniu kilku powieści z flagowego cyklu autora o nazwie „SIGMA Force”. Wprawdzie „Ekspedycja” nie wchodzi w skład tej serii, ale też zalicza się do sensacyjno-przygodowych historii, stanowiących specjalność owego pisarza. Fabułę utworu otwiera dramatyczny prolog, osadzony w roku 1538, na terenie peruwiańskich And. Pewien zdesperowany mnich ucieka wtedy przed inkaskimi myśliwymi, acz praktycznie stracił już nadzieję, że wyjdzie z opałów bez szwanku. Niemniej główna akcja toczy się współcześnie, więc szybko przeskakujemy do bliższych nam czasów. Profesora Henry’ego Conklina absorbują zabalsamowane zwłoki, które to znalazł we wcześniej wymienionych górach i przywiózł do USA, by przeprowadzić badania na uniwersytecie w Baltimore. Co istotne, równolegle śledzimy wydarzenia w sercu peruwiańskiej dżungli. Ekipa archeologiczna, której szeregi zasila m.in. bratanek pana Henryka – Sam Conklin, zajmuje się tam starożytnymi ruinami, ulokowanymi pomiędzy dwoma górskimi szczytami.

środa, 13 czerwca 2018

"Bez odwrotu", Tess Gerritsen - recenzja


„Bez odwrotu” to typowy przykład książki ze wczesnego okresu twórczości Tess Gerritsen, nim autorka porzuciła romantyczne kryminały i dreszczowce dla pełnokrwistych thrillerów. Rzecz jak najbardziej znośna, lecz skierowana raczej do węższej grupy odbiorców, a do tego nosząca dosyć wyraźne znamiona początkującego, niewyrobionego jeszcze w pełni pióra.

Głównymi bohaterami powieści są Catherine Weaver, 37-letnia charakteryzatorka filmowa, oraz Victor Holland, 41-letni biochemik. Losy tejże dwójki zostają splecione w dramatycznych okolicznościach podczas pewnej burzowej nocy. On, ścigany przez bezwzględnego mordercę, cudem unika śmierci, acz – wybiegając na jezdnię – zalicza zderzenie z przejeżdżającym akurat autem. Szczęście w nieszczęściu, bo to samochód Catherine, kobiety dalekiej od bycia obojętną na cudzą krzywdę, zwłaszcza że odpowiada za potrącenie nieboraka. Pani Weaver odwozi mężczyznę do najbliższego szpitala, gdzie wychodzi na jaw, że pan Holland krwawi w wyniku rany postrzałowej. Oczywiście lekarze mogą zapewnić mu stosowną opiekę medyczną, lecz najbardziej jasne – w kontekście problemów protagonisty – jest to, iż nie ochronią przed ponownym atakiem. Niebezpieczeństwo nie zostało wszak zażegnane, wrogowie nie mają ochoty odpuścić, a wręcz przeciwnie – wzmagają polowanie, pragnąc dorwać również Catherine.

środa, 7 marca 2018

"Nie mów nikomu", Harlan Coben - recenzja

Proza Harlana Cobena towarzyszy polskim czytelnikom już ładny kawał czasu, ciesząc się w naszym kraju ogromną popularnością. Dlatego nie byłam zaskoczona zapowiedzią specjalnej kolekcji z utworami amerykańskiego pisarza, podobnie jak to miało miejsce z innymi znanymi autorami, których dzieła zawitały do kiosków i saloników prasowych. „W labiryncie kłamstw”, bo tak nazywa się ów cykl wydawniczy, wkroczyło na rynek w drugiej połowie lutego 2018 roku. Seria została otwarta powieścią „Nie mów nikomu”, co jest zrozumiałym wyborem. Książka ta okazała się wszak prawdziwym przełomem w twórczości Cobena i na dobre rozkręciła jego karierę.

„Nie mów nikomu” stanowi nad wyraz sprawne połączenie kryminału i thrillera, osadzając w centrum zaistniałej afery postać lekarza Davida Becka. Mężczyzna od ośmiu lat nie może otrząsnąć się po stracie żony Elizabeth, która została porwana podczas wspólnego romantycznego wypadu, a następnie brutalnie zamordowana. Owszem, główny bohater daje radę jako tako funkcjonować i normalnie pracować, lecz nic ani nikt nie potrafi wypełnić uczuciowej pustki w jego sercu. Pewnego dnia pojawia się jednak cień nadziei i zarazem solidne źródło komplikacji. Oto bowiem na skrzynce mailowej pana Becka ląduje enigmatyczna wiadomość, którą to facet traktuje wpierw jako głupi żart, ale – pomimo początkowej irytacji – nie zamierza zupełnie ignorować. Dzięki temu otrzymuje dobitne sygnały, że małżonka wcale nie zginęła. David chwyta się zatem takiego przekonania, desperacko próbując dociec prawdy. Czy jego determinacja faktycznie ma słuszne podstawy? Co wobec tego z ciałem, które zostało kilka lat temu odnalezione i zidentyfikowane?

czwartek, 11 stycznia 2018

"Carnivia. Bluźnierstwo", Jonathan Holt - recenzja


Powieść pt. „Carnivia. Bluźnierstwo” została poniekąd zareklamowana jako płód swoistego „dream teamu” w jednej osobie. Informacje na okładce przyrównują bowiem autora – Jonathana Holta – do Roberta Ludluma, Dana Browna i Stiega Larssona, przy czym równocześnie pada uwaga, że mamy tu styczność z jeszcze zręczniejszym piórem. Po zakończeniu lektury trochę bym jednak polemizowała z tymi ochami i achami. Owszem, książka na pewno nie nuży, lecz nazwałabym ją po prostu niezłą bądź całkiem dobrą.

Większość akcji utworu rozgrywa się na terenie Wenecji, a centralnymi postaciami tej historii uczyniono trzy osoby. Kapitan Kat Kapo to pani karabinier, która otrzymuje właśnie pierwszą sprawę zabójstwa, zostając przydzieloną do śledztwa pod okiem doświadczonego pułkownika. Podporucznik Holly Bolland z US Army, druga kluczowa persona, przylatuje zaś do Italii, żeby odbyć czteroletnią służbę jako łącznik pomiędzy amerykańskim wojskiem i lokalnymi cywilami. Trzecim głównym bohaterem jest dla odmiany facet – wywodzący się z włoskiej arystokracji Daniele Barbo. Genialny matematyk, informatyk, haker i totalny odludek, który ma nieco na bakier z prawem. Nie wszyscy patrzą wszak przychylnie na jego dzieło – popularny portal społecznościowy Carnivia. To swego rodzaju mariaż Second Life z Facebookiem, który pozwala wędrować po wiernie odtworzonej, wirtualnej wersji Wenecji, oferując zarazem pełną anonimowość.

sobota, 13 maja 2017

"Po drugiej stronie", Diana Palmer - recenzja

Szansa na miłość, ale i konieczność zmierzenia się z demonami przeszłości, co daje zarazem nadzieję na ostateczne wyjaśnienie tragedii sprzed kilku lat. Takie właśnie rzeczy czekają bohatera powieści „Po drugiej stronie”. O ile jednak agent CIA Kilraven chce za wszelką cenę dociec sprawiedliwości, tak nie garnie się do porywów serca, aczkolwiek nie pozostaje obojętny na wdzięki pewnej uroczej niewiasty. Ja sama za to bardzo neutralnie podeszłam do przedstawionych w książce wydarzeń, choć nie powiem, bym nudziła się jak mops.

Autorką wyżej wymienionego tytułu jest Diana Palmer, popularna amerykańska pisarka, której specjalizację stanowią romanse. Do tego gatunku zaliczyć też trzeba „Po drugiej stronie”, lecz należy jednocześnie doprecyzować, iż formuła historii miłosnej posiada tutaj sensacyjne zabarwienie. Wspomniany wcześniej Kilraven nieustannie zmaga się z bolesną przeszłością, odkąd – siedem lat przed właściwą akcją utworu – w wyniku strzelaniny ginie zarówno jego żona, jak i maleńka córeczka. Zamknięty w sobie, próbuje skupić swoją uwagę na pracy, by móc normalnie funkcjonować. Tak oto trafia do niewielkiego teksańskiego miasteczka Jacobsville, gdzie pod przykrywką policjanta prowadzi śledztwo, pozwalające przy okazji liczyć na odnalezienie sprawców dawnej zbrodni.

niedziela, 11 grudnia 2016

"Zmuś mnie", Lee Child - recenzja

Nazwisko Lee Childa regularnie obijało mi się o uszy, ale jakoś tak wyszło, że długo zwlekałam z sięgnięciem po serię o Jacku Reacherze. W ostatnim czasie nadeszła jednak okazja do częściowego nadgonienia zaległości, tyle że „troszeczkę” nie po kolei, bo wpierw przeczytałam „Zmuś mnie”, czyli dwudziestą odsłonę cyklu. Co najistotniejsze, ów fakt nie przeszkodził w pozytywnym odbiorze powieści, a na dokładkę, książka okazała się dobrą zachętą do tego, by poznać inne pozycje brytyjskiego pisarza.

Wyżej wymieniony tytuł jest przyjazny dla nowych czytelników z bardzo prostego powodu. Mianowicie mamy tego samego głównego bohatera, ale w obliczu innej tajemnicy. Jack Reacher to wysokiej postury człowiek, który niegdyś pracował jako żandarm wojskowy, a obecnie prowadzi włóczęgowski tryb życia. Tym razem upodobanie do tułaczki sprawia, że mężczyzna trafia do małego miasteczka w Oklahomie. Jak do tego doszło? Ano jechał sobie pociągiem i zaintrygowała go nazwa mijanej mieściny – Matczyny Spoczynek. Wysiadł więc na tamtejszej stacji z zamiarem rozejrzenia się po okolicy i podpytania o pochodzenie takiego miana. Niemniej zainteresowanie owym regionem szybko wykroczy poza kwestię nazewnictwa, a to dlatego, że Jack spotka niejaką Michelle Chang.

wtorek, 26 kwietnia 2016

"Zwodniczy punkt", Dan Brown - recenzja

Twórczość Dana Browna nie zamyka się na serii o Robercie Langdonie, acz to za sprawą „Kodu Leonarda da Vinci” wybuchł swego czasu szał na prozę amerykańskiego pisarza. Ba, autor do dziś cieszy się dużą popularnością, czego dowodzi choćby szykowana na tegoroczną jesień ekranizacja „Inferna”, czyli czwartej książki o przygodach harvardzkiego wykładowcy i zarazem speca od symboli. Jednakże Brown ma też w swoim dorobku inne powieści. Co prawda jest ich mniej i nie zyskały porównywalnego rozgłosu, lecz zasługują na uwagę fanów literatury rozrywkowej, ze szczególnym uwzględnieniem zwolenników twórcy „Kodu…”. „Zwodniczy punkt”, przy którym umilałam sobie ostatnio czas, jest właśnie jednym z takich utworów.

Zaznajomione z piórem Browna osoby już na samym początku lektury powinny poczuć się jak w domu. Przedstawioną tutaj historię otwiera bowiem krótki i równocześnie dość mocny prolog, opisujący czytelnikom kłopoty, w jakich znalazł się pewien naukowiec. Dramatyczny epizod z powodzeniem buduje klimat dla późniejszej lawiny wydarzeń, mimo że korzenie całej intrygi sięgają tak na marginesie nieco głębiej. Ów wstęp nie tylko zapowiada komplikacje typowe dla sensacji oraz thrillerów, ale i zaszczepia w odbiorcach chęć dowiedzenia się, o co w tym wszystkim chodzi.

niedziela, 27 marca 2016

"Susza", Graham Masterton - recenzja

Graham Masterton słynie przede wszystkim z horrorów i od tego właśnie gatunku zaczął swoją karierę z powieściopisarstwem, gdy w 1976 roku zadebiutował książką zatytułowaną „Manitou”. Jednakże brytyjski autor nie ogranicza się wyłącznie do konwencji grozy, bowiem w portfolio owego pisarza znajdziemy też między innymi thrillery, powieści historyczne czy nawet erotyczne poradniki. Sama miałam okazję poznać jego twórczość z dziedziny horroru, lecz w ostatnim czasie sięgnęłam po „Suszę”, będącą dla odmiany thrillerem katastroficznym, z wątkami typowymi dla wybuchowej sensacji.

Masterton słusznie otwiera powieść słynnymi słowami Benjamina Franklina: „Wartość wody doceniamy wtedy, gdy wyschnie studnia”. Cytat ten idealnie pasuje do utworu nie tylko w kontekście wystąpienia tytułowej suszy, ale i reakcji, jakie wyzwala ona w bohaterach. Zagłębiając się w lekturze, zostaniemy przeniesieni do amerykańskiego miasta San Bernardino w Kalifornii, gdzie od dłuższego czasu nie pada deszcz. W połączeniu z ogromnymi upałami sytuacja staje się coraz trudniejsza do zniesienia, a przysłowiową czarę goryczy przelewają decyzje władz w związku z ogłoszeniem stanu klęski żywiołowej. Mianowicie zostają wprowadzone rotacyjne przerwy w dostarczaniu wody, co polegać ma na zakręcaniu jej w poszczególnym dzielnicach na okres 48 godzin. Tak przynajmniej brzmi wersja oficjalna, bo prawda wygląda niestety „ciut” inaczej…

środa, 8 lipca 2015

"Czarny zakon", James Rollins - recenzja


James Rollins potrafi zadbać o to, by bohaterowie jego cyklu „SIGMA Force” zbytnio się nie obijali. Bardzo dobrze również wie, w jaki sposób przyciągnąć i podtrzymać zainteresowanie czytelników. W „Czarnym zakonie” cały czas coś się dzieje – nie zabraknie ani niebezpiecznych wydarzeń, ani mrożących krew w żyłach tajemnic. I tak być powinno w historii, gdzie pierwsze skrzypce grają świetnie przeszkoleni agenci z elitarnej grupy pracującej dla rządu USA.

„Czarny zakon” to trzeci tom serii poświęconej członkom fikcyjnego oddziału, którego zadanie polega na zdobywaniu i ochronie różnych technologii. Akcja powieści została osadzona w czasach współczesnych, lecz otwierający książkę prolog cofa nas do jednego z ostatnich dni oblężenia Wrocławia, przypadającego na końcowy okres II wojny światowej. Grupa esesmanów ucieka akurat z miasta po uprzednim wymordowaniu kilkudziesięciu naukowców, którzy prowadzali badania dla nazistów. Egzekucja odbyła się zaś w ramach szeroko zakrojonych działań, mających na celu zabezpieczyć wszelkie dane o tajnych projektach III Rzeszy, nawet za cenę całkowitego ich zniszczenia. Wszystko oczywiście po to, żeby inne kraje nie poznały szczegółów na temat owych badań, a tym samym nie położyły rąk na nieznanych im wcześniej technologiach itp.

piątek, 26 czerwca 2015

"Inferno", Dan Brown - recenzja

Twórczość Dana Browna to pod pewnymi względami literacki odpowiednik gier z serii Call of Duty. Amerykański autor pisze swoje powieści według ustalonego szablonu i nie kwapi się do gruntownych zmian w stosunku do poprzednich utworów. A kiedy ukończona książka trafi już na sklepowe półki, z radością patrzy, jak jego konto powiększa się o kolejne zera.

Uśmiech na twarzy Browna z pewnością wywołała też jego najnowsza powieść pt. „Inferno”, która rozeszła się w liczbie 9 milionów egzemplarzy w przeciągu 3 tygodni od światowej premiery. Pozycja ta jest czwartą odsłoną cyklu opowiadającego o perypetiach Roberta Langdona, harvardzkiego wykładowcy ikonografii i historii sztuki, a także wybitnego specjalisty od symboli. Wymyślenie owej postaci okazało się dla amerykańskiego pisarza strzałem w dziesiątkę, zaś dwie powieści z udziałem uniwersyteckiego profesora („Kod Leonarda da Vinci” oraz „Anioły i Demony”) doczekały się adaptacji filmowych w reżyserii Rona Howarda i z Tomem Hanksem w roli głównej. Nic więc dziwnego, że autor nie chce odsyłać popularnego bohatera na emeryturę. I to nawet mimo stopniowego zmęczenia materiału, które można było zauważyć już w „Zaginionym symbolu”, trzeciej części losów Roberta.

środa, 17 czerwca 2015

"Mapa Trzech Mędrców", James Rollins - recenzja

Wraz z „Mapą Trzech Mędrców” James Rollins powraca do zadań, jakimi trudni się specjalny oddział SIGMA Force, działający na usługach amerykańskiego rządu. Co prawda w teren zostaną tym razem wysłani inni agenci i przyjdzie im oczywiście wykonać zupełnie nową misję, lecz zmianie nie uległa najważniejsza rzecz. Nadal mamy bowiem do czynienia z udaną literaturą rozrywkową.

Powieść wita czytelników prologiem rozłożonym na dwie płaszczyzny czasowe. W pierwszej kolejności wybierzemy się do dosyć odległej przeszłości, bo aż do roku 1162. Wtedy to będziemy świadkami dramatycznej ucieczki zakonników, próbujących ochronić kości biblijnych Trzech Króli. Następnie przenosimy się do współczesności, ale nie myślcie, że akcja teraz przystopuje. No może na chwilę, gdyż wylądujemy w scenerii sprzyjającej duchowej kontemplacji, a mianowicie przed katedrą w Kolonii oraz we wnętrzu tego budynku. Odbywające się tam nabożeństwo zostaje jednak zakłócone przez mnichów, którzy, w przeciwieństwie do średniowiecznych uciekinierów, przywdziali habity w ramach kamuflażu. Na dodatek, zamierzają ukraść relikwie, nie pozostawiając przy tym żadnych świadków.

wtorek, 5 maja 2015

"Burza piaskowa", James Rollins - recenzja

Niejedna tajemnica w pustynnych piaskach drzemie, a próby odkrycia owych sekretów nierzadko bywają ryzykownymi przedsięwzięciami. Niemniej znajdują się śmiałkowie, którzy z różnych powodów podejmują się kuszących i zarazem niebezpiecznych wyzwań. Do takich właśnie osób należą bohaterowie książki „Burza piaskowa”, ruszający na poszukiwania legendarnego miasta Ubar.

Autorem wyżej wymienionej powieści jest amerykański pisarz polskiego pochodzenia – James Rollins, który naprawdę nazywa się James Paul Czajkowski. Co ciekawe, początkowo robił karierę w zupełnie innej branży, a konkretnie w weterynarii. Odebrał zresztą gruntowne wykształcenie w tej dziedzinie, przypieczętowując edukację zdobyciem doktoratu. I chociaż własną praktykę otworzył zaraz po studiach, hobbystyczne chwytanie za pióro stawało się dla niego coraz ważniejsze. W końcu nadszedł więc moment, gdy zdecydował się na pełnoetatowe pisarstwo, publikując swoje utwory jako James Rollins lub James Clemens.