piątek, 18 listopada 2016

Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo (PC) - recenzja

Bycie żakiem to ciężki kawałek chleba – długaśne wykłady, kolokwia, egzaminy i inne tego typu sprawy. Bohaterka gry Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo ma akurat najgorszy studencki okres za sobą, albowiem opuściła już uczelniane mury. Czekają ją co najwyżej finalne szlify, by ostatecznie wdrożyć się do obranego zawodu alchemika. I owszem, okazji do sprawdzenia umiejętności nie zabraknie, lecz młoda adeptka na pewno nie spodziewała się, że praktyki obejmą – bagatela – przywracanie ładu w rodzinnym mieście.

Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo (Lost Grimoires: Stolen Kingdom) to casualowa produkcja, którą opracowało polskie studio World-Loom. Za wydanie gry odpowiada natomiast rodzima firma Artifex Mundi, mająca w swym portfolio również tytuły własnego autorstwa (np. serie Enigmatis czy Grim Legends). Jak zaznaczyłam we wstępie, fabuła recenzowanej przeze mnie pozycji koncentruje się na losach dziewczyny, która postanowiła zostać alchemiczką. Przedstawiona tu historia startuje w momencie, gdy protagonistka wyfruwa po pięciu latach nauki z akademii i wraca do domu, znajdującego się w samym sercu pewnego królestwa. Chociaż została osierocona w dzieciństwie, nie musi zaprzątać sobie głowy tym, że nikt nie wyjdzie jej powitać. Wszak przyjazdu kobiety wypatruje wuj, który od lat zastępuje pannie najbliższych krewnych.

Fakultet w rytmie konspiry

Niestety, tak się też składa, że panujące w stolicy nastroje od jakiegoś czasu trudno uznać za pogodne. Nasza podopieczna dostrzega zresztą dość posępną atmosferę, aczkolwiek widok wujaszka chwilowo odciąga uwagę dziewczęcia od niezbyt przyjemnych rzeczy. Myśli adeptki biegną wpierw zatem ku optymistycznym aspektom pobytu w mieście. A do takich potencjalnych plusów niewątpliwie zalicza się perspektywa alchemicznych praktyk pod skrzydłami eksperta. Bo nadmienić trzeba, iż opiekun głównej bohaterki jest prawdziwym mistrzem w tej dziedzinie. Brutalna rzeczywistość szybko jednak puka do niewieścich drzwi, przypominając o złej sytuacji na terenie królestwa. Niespodziewane tête-à-tête z zamaskowanym rebeliantem wplącze kobietę w wir lokalnych zamieszek, ale przynajmniej tyle dobrego, że zaowocuje intensywną nauką nowych mikstur, potrzebnych do uporania się z napotkanymi przeszkodami.


Pod względem fabularnym, perypetie świeżo upieczonej alchemiczki oferują odbiorcom nieźle nakreślony scenariusz, w którym nie uświadczymy narracyjnych przestojów. Generalnie opowiedziana przez World-Loom historia zaciekawiła mnie w wystarczającym stopniu, by chcieć towarzyszyć protagonistce do samego końca. Co istotne, twórcy nie ograniczyli się do tzw. kłopotów na większą skalę, czyli wydarzeń, jakie dotykają miejsca akcji ogółem. Dociekanie prawdy na temat dziwnych decyzji króla okaże się zarazem wyprawą w głąb rodzinnej przeszłości. Nie zamierzam zdradzać zbyt dużo, lecz wiedzcie, że  wątek straty bliskich znacząco wykracza poza ramy suchego faktu i został logicznie powiązany z zaistniałymi zawirowaniami. Oczywiście nie są to intrygi o rozmachu godnym najbardziej misternych i złożonych opowieści, tylko takie ich odpowiedniki, które z powodzeniem dopasowano do wymogów niedzielnej rozrywki.

Coś znanego i nowego

Mechanika Zapomnianych Ksiąg wzbudza jak najbardziej pozytywne odczucia, a to dlatego, że gra wyróżnia się na tle sobie podobnych produkcji, jednocześnie pozostając w zgodzie z regułami gatunku HOPA. Szkielet gameplayu tradycyjnie bazuje więc na połączeniu klasycznej przygodówki oraz zabawy w wyszukiwanie ukrytych obiektów. Prym wiodą elementy podpatrzone od point and clicków: zadania ekwipunkowe, konwersacje i łamigłówki. Pomimo obecności minigierek widzianych w innych HOPKACH, deweloperzy potrafili zrobić mi niespodziankę, o czym świadczy choćby sekwencja wymagająca użycia kuszy. Gdy musiałam chwycić za broń, byłam pewna, że zaraz przyjdzie pora wykazać się ździebkiem zręczności, wzorem pierwszego Grim Legends i debiutanckiej odsłony późniejszego Eventide. Ostatecznie skończyło się na biernej obserwacji – w sumie nic wielkiego, ale zawsze coś. Poza tym, na pochwały zasługuje przebieg niektórych rozmów, umożliwiających czasami wybór kwestii dialogowej niczym w stuprocentowej przygodówce. Nie nazwę takiego rozwiązania totalnym novum, bo pojawiło się dla przykładu w Enigmatis 2 czy Grim Legends 3. Niemniej Skradzione Królestwo bodajże najczęściej sięga po ten pomysł, o ile mnie pamięć nie myli.


Charakterystyczną cechą tytułów, które wydał lub/i wyprodukował Artifex, jest lista zadań, zawartych w dzienniku grywalnej postaci. Projekt ekipy z World-Loom także posiada aktualizowany na bieżąco spis celów, lecz dla odmiany otwiera się on w oddzielnym okienku. Za to w tej części interfejsu, gdzie zazwyczaj lokowano typowy dziennik, znajdziemy notatnik, który można określić mianem przenośnego stanowiska alchemicznego. Trafiają tam zdobyte w trakcie rozgrywki receptury oraz składniki niezbędne do przyrządzenia rozmaitych mikstur. Mając wszystko, co potrzeba do przygotowania danego specyfiku, rozpoczynamy proces transmutacji. Ten z kolei zrealizowano w formie zagadki logicznej, która polega na ustawieniu kolorowych kół runicznych według wzoru. Nie ukrywam, spodobał mi się taki zabieg, zwłaszcza że w miarę postępów otrzymujemy coraz bardziej skomplikowane wariacje do ułożenia. Rzecz jasna nadal pozostajemy w sferze niewygórowanego poziomu trudności. Chodzi po prostu o to, iż tego rodzaju zadania nie wieją monotonią.

Co się tyczy partii hidden object, autorzy zadbali o całkiem spory powiew świeżości w tej materii. Prócz podstawowych wykazów z nazwami kilkunastu różnych szpargałów, zaserwowano nam plansze, które stanowią niezbity dowód kreatywnego podejścia do takich wstawek. Przykładowo, w pewnym momencie dostaniemy scenę HO z serią rymowanych zagadek dla dzieci. By udzielić odpowiedzi, wskazujemy właściwy przedmiot spośród sterty gratów albo wykonujemy jakąś czynność i dopiero wtedy klikamy na pożądany rekwizyt. Nie dość, że ten fragment kompletnie mnie zaskoczył, to jeszcze sprawił mnóstwo frajdy. Kiedy indziej podejmiemy się zaś naprawy maszyny latającej na podstawie planów. Co prawda plansza z widokiem wynalazku jest jedna, ale zadanie poniekąd podzielono na trzy etapy (najpierw bierzemy pierwszy obrazek, szukamy stosownych części, montujemy je, po czym analizujemy następny schemat itd.). Warto przy tym dodać, że odskocznie od klasycznych scen HO świetnie zgrywają się z fabularną warstwą produkcji.


Wrażenia estetyczne

Audiowizualna strona Skradzionego Królestwa w ogólnym rozrachunku kwalifikuje się do zalet. Melodie, które wchodzą w skład ścieżki dźwiękowej, przeważnie są miłe dla ucha, a dubbing w języku angielskim stoi na przyzwoitym poziomie. Lokacje, jakie zwiedzimy podczas naszej wędrówki, fundują nam satysfakcjonujący urodzaj, gdyż zajrzymy do różnorodnych budynków, pospacerujemy po uliczkach, sceneriach z większym udziałem przyrody, a nawet po dachach. Co najważniejsze, staranność, wraz z bogactwem detali i wyrazistych barw, nie odbiega od obowiązujących w tym gatunku kanonów. Innymi słowy, jest bardzo ładnie. Mniej kolorowo robi się już przy ocenie nazbyt oszczędnych animacji. W zasadzie to nigdy nie był najmocniejszy punkt pozycji spod znaku HOPA, ale niedawno ogrywane Eventide 2, które stworzył zespół z The House of Fables, troszeczkę mnie rozpieściło, wypadając pod tym kątem zdecydowanie lepiej.

Solidny kawałek kodu

Reasumując, gra Zapomniane Księgi: Skradzione Królestwo godnie reprezentuje gatunek Hidden Object Puzzle Adventure. Na moim komputerze po raz kolejny wylądował udany tytuł sygnowany przez Artifex Mundi, acz w tym wypadku zaprojektowany przez zewnętrzne studio deweloperskie. World-Loom zapewniło odbiorcom około 3,5 godziny odprężającej i wciągającej zabawy, równocześnie starając się, by przygody adeptki alchemii nie zniknęły w szerokim gronie pobratymców. Niezmiernie cieszy mnie taka gotowość do ubarwiania wypracowanej formuły, tym bardziej że eksperymenty, jakie zaobserwowałam w obrębie mechaniki, nie zawodzą.



---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawcy – firmie Artifex Mundi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz