
Głównymi
bohaterami tej osadzonej w średniowiecznej Europie historii są młodzi ludzie o
imionach Luca i Izolda. Początek powieści zarysowuje nam tło fabularne,
przybliżając wydarzenia, które doprowadziły do późniejszego położenia obu
postaci, a tym samym przyszłego splecenia ich losów. On, czyli Luca Vero, to
przystojny, inteligentny młodzian i zarazem tytułowy odmieniec. Czym zasłużył
sobie na takie miano? Nie do końca pewnemu pochodzeniu, a to dlatego, że
pojawił się w życiu rodziców, kiedy ci byli już nie pierwszej młodości. Stąd w
wiosce, gdzie mieszkali, krążyły plotki, wedle których chłopak został
podrzucony pod drzwi przez istoty nadnaturalne. Ba, zabobonna ludność nie
wykluczała nawet, że to być może dziecko demonów. Pogłoski te nie stanęły
jednak na przeszkodzie, by Luca wstąpił do klasztoru. Oczywiście nie znaczy to,
że młodzieńca ominą komplikacje. A upomną się o niego, gdy z powodu nadto bystrego
umysłu ściągnie na siebie oskarżenie o herezję. Niemniej ostatecznie zostaje
zwerbowany do specjalnego zakonu, za którego założenie odpowiada sam papież. W
ramach służby Vero musi zaś wypełnić szereg misji, przywdziewając szaty
inkwizytora.
Kim
jest natomiast Izolda? Jako że jej również wypadałoby poświęcić trochę więcej
słów, spieszę z dalszymi wyjaśnieniami. To piękna córka potężnego krzyżowca –
pana Lucretili. W chwili, kiedy poznajemy dziewczynę, nad jej głową zaczynają
gromadzić się ciemne chmury, acz panna nie spodziewa się aż takiego obrotu
spraw. Choć umiera ukochany ojciec Izoldy, młoda kobieta początkowo nie odczuwa
nadmiernego niepokoju względem przyszłości, pamiętając wcześniejsze zapewnienia
rodziciela o spadku w postaci zamku, wraz z podległymi ziemiami. Niestety,
Giorgio, brat naszej protagonistki, oświadcza, iż tatko zmienił na łożu śmierci
swoją ostatnią wolę. Według najświeższej wersji testamentu, wszystko ma trafić
w ręce Giorgia, podczas gdy dziewczę dostaje ultimatum – klasztor albo ślub z konkretnym
kandydatem. Ponoć to dla jej dobra… No na pewno! Sama zainteresowana też nie
dowierza takiemu wytłumaczeniu, lecz braciszek nic sobie z tego nie robi. Zdaniem
Giorgia tak w sumie powinno być – jemu należy się cała scheda, jako
pierworodnemu i przede wszystkim mężczyźnie. Sytuacja Izoldy stanowi zatem
modelowy przykład nierównego traktowania kobiet w dawnych czasach.
Mimo
że pechowa spadkobierczyni rozumie, że mężczyźni nadużywają władzy, koniec
końców podporządkowuje się jednej z testamentowych opcji. Jak łatwo przewidzieć,
pretendent do jej ręki nie przypomina Chrisa Hemswortha, Kita Harringtona ani
innego filmowego amanta. Nadobna panna nie garnie się więc do ślubu z obleśnym
facetem, nie wspominając o tym, że w ogóle nie rozmyślała o zamążpójściu. Cóż,
przynajmniej tyle dobrego, iż w klasztorze otrzymuje najwyższe stanowisko. I
tak oto dochodzimy do sedna, a konkretnie spotkania Izoldy z Lucą. Mianowicie
młody inkwizytor także przekracza klasztorne progi, gdyż czeka go tam pierwsza
z wyznaczonych misji. Zadanie polega na przeprowadzeniu dochodzenia w związku z
dziwnym zachowaniem zakonnic (lunatykowanie, wizje, stygmaty itd.). Vero musi
odkryć prawdziwą naturę źródła okolicznych lęków, które zakładają ingerencję
diabła, powodowaną obecnością nowej przełożonej, czyli Izoldy. Jeżeli Luca
odkryłby dowody na demoniczną działalność, przyszłoby mu odprawić ewentualne egzorcyzmy
i urządzić inkwizytorski sąd.

Chociaż
powieściowe intrygi (klasztorna i likantropiczna) są łatwe do rozgryzienia, autorka
posiada niezaprzeczalną umiejętność zainteresowania czytelnika. Fabuła została
poprowadzona sprawnie, bez zbędnych dłużyzn, a w jej pozytywnym odbiorze pomaga
też wspomniany wyżej średniowieczny klimat. Całości nie można ponadto odmówić
detektywistycznego posmaku – wszak Luca zajmuje się przeprowadzaniem śledztw,
przesłuchuje ludzi, zbiera dowody i wyciąga z tego odpowiednie wnioski. A gdy,
przykładowo, rozwiąże tajemnicę szaleństwa wśród zakonnic, wygłosi mowę w stylu
prywatnych detektywów, przedstawiając argumenty na potwierdzenie swoich teorii.
Początkującego
inkwizytora nie nazwałabym jednak geniuszem na miarę Sherlocka Holmesa czy
Herkulesa Poirota, nic nie ujmując z jego dużej inteligencji. Wydaje mi się, że
to celowy zabieg ze strony pani Gregory. Chłopakowi przydałoby się po prostu
więcej doświadczenia, którego powinien nabrać z czasem, w kolejnych odsłonach
cyklu. Co więcej, pisarka poniekąd pozwoliła w ten sposób zabłysnąć innej postaci
– byłemu kuchcikowi Freize, który przyjaźni się i podróżuje u boku Luki. Ten
młody mężczyzna to szczery, sympatyczny człowiek, który wznosi nieco humoru do
fabuły. Na pozór nie wydaje się grzeszyć zbyt lotnym umysłem, lecz w
rzeczywistości posiada dużo tzw. mądrości życiowej. Jest spostrzegawczy i zna
się na ludzkiej naturze, przez co niejednokrotnie dostarczy swojemu
przyjacielowi cennych wskazówek. Przy okazji, chciałabym też wyróżnić pewną
postać kobiecą, która szczególnie przypadła mi do gustu. A jest nią tajemnicza
Iszrak – towarzyszka Izoldy, legitymująca się wykształceniem medycznym oraz
biegłością w sztukach walki.
Na
końcu książki zamieszczono słowa, które Philippa Gregory kieruje bezpośrednio
do czytelnika. Informuje wtedy, że stworzyła „Odmieńca” dla czystej
przyjemności pisania. Nie ukrywa również, iż chciałaby zaciekawić wymyśloną
przez siebie historią odbiorców. W moim odczuciu jak najbardziej udała się jej
ta sztuka, bowiem perypetie bohaterów rzeczywiście wciągają, a za sprawą
lekkiego pióra pisarki tym żwawiej przejdziemy przez kolejne strony. Reasumując,
„Odmieniec” to solidna lektura, która zachęca do sięgnięcia po następne tomy „Zakonu
Ciemności”.
Ocena:
7,5/10
Tytuł
polski: Odmieniec
Tytuł
oryginalny: Changeling
Autor:
Philippa Gregory
Wydawnictwo:
Egmont Polska
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.