wtorek, 7 marca 2023

"Smerfy i śnieżyca", A. Jost, T. Culliford, A. Maury - recenzja

 


Oj oglądało się za dzieciaka przygody Smerfów! I to często. Ba, nawet w dorosłym życiu zdarzyło mi się zerknąć na perypetie pociesznych, niebieskich stworków, czerpiąc z tego przyjemność. A ostatnio naszła mnie ochota, by – w ramach pielęgnacji swojego wewnętrznego dziecka – sięgnąć po komiks z ich udziałem pt. „Smerfy i śnieżyca”. Nie był to zresztą mój pierwszy kontakt ze smerfnymi losami w takiej postaci, gdyż parę historyjek obrazkowych miałam okazję przeczytać jeszcze jako mała dziewczynka.

 

Za powołaniem Smerfów do popkulturowego życia stoi belgijski twórca komiksów Pierre Culliford, powszechnie znany pod pseudonimem Peyo. Popularność tych istot sprawiła zaś, że pojawiły się też m.in. w serialu animowanym. Wracając do komiksowej serii, śmierć pomysłodawcy Smerfów nie zakończyła cyklu, a za kolejne historie o niebieskich ludzikach odpowiadają inni ilustratorzy i scenarzyści, włącznie z synem Peyo – Thierrym Cullifordem. To właśnie ten ostatni jest współautorem tekstu w omawianym dziś zeszycie, obok Alaina Josta. Natomiast rysunki do owego tytułu wyszły spod ręki Alaina Maury’ego.

 

Problem, z jakim zmierzą się bohaterowie tego komiksu, to oczywiście tytułowa śnieżyca i spowodowane przez nią komplikacje. Nie żeby Smerfy zlekceważyły wcześniej nadejście zimy. Nic z tych rzeczy! Niebieskie stworzenia wykazały się pragmatycznym podejściem, już we wrześniu przystępując do odpowiednich przygotowań (szykowanie zapasów itp.). Pogoda potrafi być jednak nieprzewidywalna, a z szalejącym żywiołem nie ma żartów. Tak więc zamieć śnieżna nie dość, że totalnie zasypuje wioskę Smerfów, to na dokładkę, trzej przedstawiciele tej rasy znajdowali się w trakcie zawiei poza terenem osady i nie zdołali dotrzeć do swoich domów.

 

Oddzielenie małej grupki od pobratymców posłużyło do rozbicia historii na dwa równoległe wątki, które, co do przewidzenia, połączą się potem ze sobą. Z jednej strony, będziemy świadkami działań, jakie to członkowie niebieskiej społeczności wspólnie podejmują w obliczu zakrywającego wioskę śniegu. Z drugiej, prześledzimy perypetie zaginionego tria, które trafia do chaty pustelnika Kacpra. Stąd też dowiemy się, kim dokładnie jest ten mężczyzna i co skłoniło go do samotnej egzystencji. Fabularny całokształt nie tylko zwraca zaś uwagę na znaczenie współpracy przy rozwiązywaniu problemów, lecz także – głównie za sprawą wprowadzenia postaci Kacpra – napomyka o tym, iż w większych skupiskach zdarzają się rozmaite spięcia. Ot, samo życie.

 

Dodać jednocześnie trzeba, że akcja toczy się tu sprawnym tempem, a przedstawionym na kartach komiksu wydarzeniom towarzyszy ciepła – pomimo mroźnych warunków pogodowych – temperatura.  Chodzi mi o taką swoistą serdeczność, którą oferują przyjemne w odbiorze historie. Czytając te konkretne przygody Smerfów, zostajemy ponadto uraczeni subtelną domieszką delikatnego i niewymuszonego humoru. A przede wszystkim mamy możliwość spotkania z kultowymi niebieskimi stworkami, które narysowano w tradycyjnym dla serii stylu. Miła dla oka kreska nie ogranicza się przy tym do zimowych widoków. Owszem, zdecydowany prym wiedzie śnieg, lecz dla drobnego urozmaicenia dostajemy – przykładowo – rozgrywającą się o cieplejszej porze roku retrospekcję na temat przeszłości Kacpra.

 

Choć „Smerfy i śnieżyca” nie są dziełem Peyo, kontynuatorzy jego spuścizny stanęli na wysokości zadania, serwując odbiorcom solidny komiks. Fani Papy Smerfa i spółki – zarówno ci małoletni, jak też dorośli, mogą zatem liczyć na sympatyczną lekturę. Mówiąc krótko, to publikacja warta poświęcenia czasu bez względu na wiek.

 

 

-------------------------------------------------------------------

Tytuł polski: Smerfy i śnieżyca

Tytuł oryginalny: Les Schtroumpfs et la tempête blanche

Scenariusz: Alain Jost, Thierry Culliford

Rysunki: Alain Maury

Wydawnictwo: Story House Egmont

Liczba stron: 48

 

 

16 komentarzy:

  1. Też byłem ich fanem, pozdrawiam Julito :-) .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wciąż mam do nich sentyment. Jedynie te aktorskie filmy do mnie nie przemówiły. Również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Uwielbiam Smerfy! Fajnie, że bawią kolejne pokolenia dzieci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby cieszyły się popularnością jak najdłużej! :)

      Usuń
  3. Kiedyś oglądałem w ramach wieczorynki. :)

    To fajnie masz, że możesz poznać świat braci Strugackich. :) Gra podobno niczego sobie (na podstawie S.T.A.L.K.E.R.A.).

    Pozdrawiam!
    https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. jak ja je kochałam w dzieciństwie - to była moja ulubiona wieczorynka

    OdpowiedzUsuń
  5. oj kiedyś kochałam te niebieskie ludki:D

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę obrazek ze Smerfami i od razu w głowie szumi intro :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uwielbiam Smerfy! To jedna z moich ulubionych bajek dzieciństwa. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Smerfy kiedyś uwielbiała moja mama. Nawet tata jej kupował figureczki, które potem jako dziecko odziedziczyłam. Choć sama taką wielką fanką nie byłam, oglądałam owszem, ale inne bajki należały do moich ulubionych :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie akurat Smerfy były wśród faworytów. :)

      Usuń

System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.