„Buntowniczka z
pustyni” to powieść mocno zanurzona w konwencji „Baśni tysiąca i jednej nocy”.
Ale nie tylko, bo równocześnie odbiega pod pewnymi względami od tradycyjnych
historii tego typu. Alwyn Hamilton śmiało operuje też bowiem pomysłami rodem z Dzikiego
Zachodu, czyli tematyką z zupełnie innej beczki. A jednak, autorka skutecznie
przy tym przekonuje, że tak przyrządzony melanż może się udać.
Pustynne
piaski, jak okiem sięgnąć. Taki właśnie jest dominujący element powieściowego
krajobrazu, włącznie ze skromniutką osadą Dustwalk, gdzie mieszka główna
bohaterka i zarazem tytułowa buntowniczka – dziewczyna o imieniu Amani.
Niemniej młoda protagonistka nie zamierza zbyt długo zagrzać tam miejsca. Cóż,
to nie pierwsza ani nie ostatnia postać literacka bądź filmowa, która marzy o
wyrwaniu się z zakuprza do wielkiego i lepszego świata. Dla Amani tą idealną
lokalizacją jest natomiast Izman, stolica państwa Miraji, w jakim to osadzono fabułę
utworu. Pragnienie dotarcia do serca kraju zaszczepiła w dziewczęcym sercu jej
nieżyjąca już matka, snując swego czasu różne opowieści o tamtejszych luksusach
oraz możliwościach. A na podobne perspektywy nie ma co liczyć w Dustwalk,
zwłaszcza jeśli jest się sierotą, przebywającą pod dachem surowego wujostwa.