Tragiczny los dziewczyny,
której śmierć pogrążyła w żałobie jej rodzinę. Dramat tych, których bliscy mogą
lada moment znaleźć się lub już wylądowali w ścisłym kręgu podejrzanych. A w
centrum tego wszystkiego konieczność dotarcia do definitywnej odpowiedzi na
pytanie „Kto zabił?”. Tylko szkoda, że cała ta historia, choć dość szybko się
ją czyta, wywołuje co najwyżej bardzo umiarkowane emocje.
Fabułę
powieści pt. „Mam na ciebie oko” otwiera wątek imprezy, która ma fatalny finał.
Albo raczej epilog, skoro tragedia nastąpiła wtedy, kiedy goście zdążyli się
rozejść. Oto bowiem osiemnastoletnia Kerry Dowling urządziła pod nieobecność
rodziców domówkę dla szkolnych znajomych. Niestety, tak się potem złożyło, że
zajęta porządkami dziewczyna została zaatakowana i zamordowana. Nazajutrz zaś
najbliżsi krewni Kerry – rodzice oraz starsza siostra Aline – znajdują jej
martwe ciało w basenie na tyłach posesji. Podejrzenie szybko pada na Alana
Crowleya, zazdrosnego chłopaka ofiary. Ale czy to faktycznie on jest winien?
Całkiem sporo do powiedzenia w tym temacie miałby upośledzony umysłowo sąsiad
Dowlingów – dwudziestoletni Jamie Chapman, obserwujący feralne zajście
minionego wieczoru. Tyle że matka młodego mężczyzny każe mu milczeć, bojąc się,
iż syn sam zostanie oskarżony. Kobietę też nękają zresztą wątpliwości odnośnie
do tego, czy Jamie był rzeczywiście świadkiem, czy może jednak sprawcą.