środa, 8 kwietnia 2015

"Opancerzony" - recenzja



Bohaterowie „Opancerzonego” postanowili zasmakować złodziejskiego fachu, obmyślając łatwy i sprytny sposób zgarnięcia dużej kasy. Niestety, doskonały w swej prostocie plan okazał się idealny jedynie w ich głowach. Przejechali się zatem panowie na próbach cwaniactwa, lecz co to byłby za film sensacyjny, gdyby przestępcze akcje upływały w beztroskiej atmosferze? Aby widz się dobrze bawił, postaciom musi skoczyć ciśnienie z powodu różnych komplikacji. I tak też jest w przypadku obrazu Nimróda Antala.

Tym, co skłania mężczyzn do złamania prawa, jest poniekąd wykonywana przez nich praca. Wprawdzie pryncypał nie zalega z płatnościami, ale robota nie przynosi takich zarobków, by wylegiwać się na Karaibach w towarzystwie piersiastych panienek. W zamian wystawia bohaterów na pokusy. I to duże. Bohaterowie pracują w Eagle Shield Security, ochroniarskiej firmie transportowej, więc siłą rzeczy często mają kontakt z cudzymi pieniędzmi, dla przykładu zawożąc je do banku. Wiadomo, że nie mogą ot tak sobie wziąć nawet cienkiego pliku banknotów – gdyby się wydało, szef raczej nie poprzestałby na grzecznym zwróceniu uwagi. Kiedy jednak trzeba eskortować kilkadziesiąt milionów, Mike Cochrone wraz ze swoją paczką zapomina o uczciwości i opracowuje przekręt doskonały. A polega on na sfingowaniu kradzieży i wymyśleniu bajeczki o złodziejach, którzy napadli ich na trasie, uciekając potem w siną dal.

Jako że ich akcja zostaje zauważona przez niepożądanego świadka, sytuacja mocno się komplikuje. W zasadzie wszystko się sypie, włącznie z koleżeńskimi relacjami. Żądza pieniądza, połączona z lękiem przed nakryciem i poniesieniem odpowiedzialności, wywiera zły wpływ na większość mężczyzn. Mike, który jest głównym inicjatorem grabieży, jeszcze bardziej umacnia się w roli przywódcy, skłonnego do manipulacji i gotowego na ominięcie wszelkich przeszkód. Reszta różnie reaguje, acz generalnie słucha Cochrone’a. Jeden z ochroniarzy nie ma natomiast żadnych oporów przed nadużywaniem broni – zupełnie jakby zaistniałe problemy wyzwoliły w nim psychopatyczne skłonności.

Powód największych niesnasek (prócz feralnego świadka rzecz jasna) stanowi zaś Ty Hackett, pełniący w filmie funkcję prawego bohatera, któremu widzowie mają kibicować. Facet od niedawna pracuje w Eagle Shield Security, a wcześniej służył w Iraku. Najchętniej w ogóle nie brałby udziału w przestępczej misji, lecz zmusza go do tego fatalna sytuacja finansowa. Po powrocie z wojska, na Hacketta czekał bowiem spadek w postaci długów, przez co bank chce teraz przejąć dom mężczyzny. Na dokładkę, opieka społeczna grozi zabraniem jego nieletniego brata do rodziny zastępczej.

„Opancerzonemu” można by zarzucić pewną przewidywalność, przy czym nie byłyby to bezpodstawne zarzuty. Niemniej twórcy obrazu zdołali przekuć ów fakt w zaletę, świadomie wprowadzając elementy, które pozwalają odbiorcom co nieco się domyślać. Ochroniarz, który paraduje w banku z wyciągniętą bronią, zajmuje się wtedy swoją pracą, ale wzbudza skojarzenia z podejrzanym osobnikiem. Z kolei barowe rozmowy na temat różnych napadów rabunkowych nie służą jedynie wypełnianiu antenowego czasu. Wiadomo też, iż coś pójdzie nie tak w trakcie kradzieży. Ponadto nie będzie zaskoczeniem, że Ty szczerze przejmie się bezpieczeństwem świadka, nie zyskując w ten sposób aprobaty ze strony kolegów. Mimo wszystko historia zuchwałego rabunku wciąga i trzyma w napięciu, co dobrze świadczy o rozpisaniu scenariusza.

Warto zaznaczyć, iż film nie obraża inteligencji widzów. Hackett, choć ex-żołnierz, nie jest typem super komandosa, który robi rozróbę w stylu Rambo. Ty próbuje przetrwać dzięki własnemu sprytowi i nieźle sobie radzi mimo przewagi liczebnej dawnych kumpli. Doświadczenie wojskowe przydaje mu się również, gdy trzeba ochronić rannego. Co najważniejsze, jego poczynania nie przekraczają granic prawdopodobieństwa. Nie przesadzono także z efekciarstwem, ciekawie rozkładając akcję na nie takiej znowu mikroskopijnej i zarazem ograniczonej przestrzeni, jaką jest stary magazyn. Tak więc pościg po tym opuszczonym miejscu zachowuje odpowiednią dynamikę, lecz nie przeciąga się niepotrzebnie.

Obraz Antala nie należy do takich produkcji, których gwiazdy nagradzane są za swoje kreacje na prestiżowych galach i festiwalach. Nie ma w nim ról na miarę Oscara, ale aktorzy dobrze wywiązali się z powierzonego zadania. Pamiętali, by przyłożyć się do takich szczegółów jak porozumiewawcze miny i spojrzenia. Poza tym, obsada rzuca się w oczy już przy pobieżnym zerknięciu na plakat czy okładkę DVD. Zgromadzono naprawdę doborowe towarzystwo, złożone z popularnych aktorów kinowych i serialowych, m.in. Matta Dillona, Laurence’a Fishburne’a, Jeana Reno czy znanego z „Herosów” Milo Ventimiglii. W „Opancerzonym” najbardziej spodobały mi się występy Dillona, czyli Cochrone’a, oraz Columbusa Shorta, któremu przypadła rola Hacketta. Doskwierać może za to niewykorzystanie talentu Reno – jego postać po prostu zbyt słabo wyeksponowano, podczas gdy francuski gwiazdor zdecydowanie zasłużył na większą rolę.

Podsumowując, „Opancerzony” to sprawnie nakręcony film sensacyjny i solidny reprezentant podgatunku heist movie, skupiającego się na motywie zuchwałej kradzieży. Sprawdza się też jako historia ludzi, którzy muszą zmierzyć się z konsekwencjami złych decyzji. Dlatego warto go obejrzeć, zwłaszcza jeśli wolicie kino akcji w wydaniu pozbawionym feerii widowiskowych eksplozji. Owszem, coś tam wybuchnie, ale zachowano zdrowy umiar zamiast wysadzać pół miasta itp. Ja w każdym razie bawiłam się dobrze.


Ocena: 7/10


Tytuł polski: Opancerzony
Tytuł oryginalny: Armored
Reżyseria: Nimród Antal
Scenariusz: James V. Simpson
Obsada: Columbus Short, Matt Dillon, Laurence Fishburne, Jean Reno, Milo Ventimiglia
Gatunek: kryminał, thriller, akcja
Produkcja: USA
Rok premiery: 2009
Czas trwania: 84 minuty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz