wtorek, 5 maja 2015

"Burza piaskowa", James Rollins - recenzja

Niejedna tajemnica w pustynnych piaskach drzemie, a próby odkrycia owych sekretów nierzadko bywają ryzykownymi przedsięwzięciami. Niemniej znajdują się śmiałkowie, którzy z różnych powodów podejmują się kuszących i zarazem niebezpiecznych wyzwań. Do takich właśnie osób należą bohaterowie książki „Burza piaskowa”, ruszający na poszukiwania legendarnego miasta Ubar.

Autorem wyżej wymienionej powieści jest amerykański pisarz polskiego pochodzenia – James Rollins, który naprawdę nazywa się James Paul Czajkowski. Co ciekawe, początkowo robił karierę w zupełnie innej branży, a konkretnie w weterynarii. Odebrał zresztą gruntowne wykształcenie w tej dziedzinie, przypieczętowując edukację zdobyciem doktoratu. I chociaż własną praktykę otworzył zaraz po studiach, hobbystyczne chwytanie za pióro stawało się dla niego coraz ważniejsze. W końcu nadszedł więc moment, gdy zdecydował się na pełnoetatowe pisarstwo, publikując swoje utwory jako James Rollins lub James Clemens.

„Burza piaskowa” stanowi otwarcie cyklu „SIGMA Force”, w którym do akcji wkracza fikcyjny oddział amerykańskiej agencji rządowej DARPA, zajmującej się działem badawczo-rozwojowym w Ministerstwie Obrony. Zatrudnieni w ramach tej struktury ludzie nie tylko posiadają specjalistyczną wiedzę naukową, ale też świetnie radzą sobie w walce. Zadania członków SIGMA Force obejmują uzyskiwanie dostępu do ważnych informacji, rozmaitych technologii itp., a także zabezpieczanie ich przed niepożądanymi rękoma. Wszystkie te działania mają zaś na celu zapewnić USA zarówno bezpieczeństwo, jak i technologiczną przewagę nad innymi krajami.

Dlaczego wspomniany we wstępie Ubar znalazł się w kręgu zainteresowań DARPY? Zanim do tego dojdziemy, cofnijmy się najpierw do źródeł problemu, bo nie miasto samo w sobie przyciągnęło uwagę amerykańskiego rządu, lecz wybuch, jaki nastąpił w londyńskim British Museum. W wyniku eksplozji zostaje zniszczona galeria poświęcona arabskim antykom, a inspekcja miejsca zdarzenia rodzi kolejne pytania, podobnie jak nagrania z kamer ochroniarskich. Incydent ten odbija się ogólnoświatowym echem, natomiast DARPA wysyła do Londynu działających pod przykrywką agentów, w tym Paintera Crowe (swego czasu żołnierz służący w Iraku, obecnie as w szeregach SIGMA Force). Sprawa jest o tyle ważna, że badania wykrywają w muzeum ślady promieniowania i antymaterii, prawdopodobnie skrytej w jednym z precjozów. Jako że ów eksponat strzegł ponoć wejścia do miasta Ubar, zostaje zorganizowana wyprawa pod przewodnictwem sponsorki feralnej galerii – Kary Kensington. W podróż wyruszają też agenci z USA, którym udaje wkręcić się do grupy ekspedycyjnej, zmierzającej ku pustynnym terenom Omanu.

Jak widać, fabuła nie zanosi się na pozbawionego akcji usypiacza. I faktycznie nie będziemy narzekać na nudę. Autor wita czytelników trzymającym w napięciu wprowadzeniem, które rozgrywa się w muzeum. Chociaż wiadomo, że lada moment stanie się coś złego, Rollins z powodzeniem podtrzymuje zainteresowanie odbiorców i buduje klimatyczne podłoże dla punktu kulminacyjnego (burza, noc, skąpane w ciemności korytarze itd.). Potem akcja nie zwalnia tempa, nawet wtedy, kiedy dane fragmenty służą głównie przedstawieniu najważniejszych bohaterów. Wyprawa tropem Ubar nie ogranicza się jedynie do rozgryzania wskazówek zostawionych w grobowcach, lecz obfituje również w liczne pościgi oraz wymiany ognia. Co istotne, amerykański literat ma wprawną rękę do opisywania dynamicznych wydarzeń. Akcja prowadzona jest tu w filmowy sposób i łatwo wyobrazić sobie poszczególne sceny.

Rollinsowi nieźle wychodzi też kreślenie sylwetek bohaterów – wprawdzie nie wybijają się pod względem oryginalności, lecz nie można ich nazwać bezpłciowymi osobnikami. Oto mamy inteligentną kustoszkę Safię al-Maaz, która z powodu traumy porzuciła pracę w terenie na rzecz opieki nad muzealną galerią. Kobieta nie chce jechać do Omanu ani nigdzie indziej, ale w końcu ulega namowom swojej przyjaciółki Kary. Z kolei charakterna panna Kensington widzi w ekspedycji szansę na wyjaśnienie tajemniczej śmierci własnego ojca. Do najbardziej zapadających w pamięć postaci trzeba także zaliczyć archeologa Omahę Dunna, słusznie określanego przez Karę mianem „Indiany Jonesa”. To typ awanturnika, który bez problemów znalazłby wspólny język z bohaterem filmów Spielberga lub Nathanem Drake’iem z serii gier Uncharted. No i wreszcie Painter Crowe – człowiek wyszkolony do działania w najtrudniejszych sytuacjach. Nie jest przy tym zimnym komandosem, a uczciwość oraz pewna wrażliwość pomagają mężczyźnie zaskarbić przychylność czytelników, zwłaszcza że bezpieczeństwu podróżników zagraża m.in. bliska mu niegdyś osoba.

Historie pełne niebezpiecznych przygód od zawsze cieszyły się moją sympatią, więc „Burzy piaskowej” już na starcie przyznałam plusa za atrakcyjną tematykę. Teraz, kiedy przeczytałam całą książkę, jestem zadowolona, że nie muszę żałować pozytywnego nastawienia. Miałam nadzieję na czystą rozrywkę i dokładnie to otrzymałam od powieści Jamesa Rollinsa. Autor zdołał w interesujący sposób połączyć świat nowoczesnych technologii ze starożytnymi tajemnicami oraz szczyptą niesamowitości. Uprzedzam jednak, by nie traktować wymyślonych przez pisarza teorii jako wierne odzwierciedlenie rzeczywistości tudzież naukową wykładnię.


Ocena: 7,5/10


Tytuł polski: Burza piaskowa
Tytuł oryginalny: Sandstorm
Autor: James Rollins
Wydawnictwo: Albatros A. Kuryłowicz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz