wtorek, 1 grudnia 2015

Arctic Alive - zapowiedź


Są takie gry, które wzbudzają nieokreślone odczucia, a jednocześnie przykuwają uwagę odbiorców. Tak właśnie podziałały na mnie informacje odnośnie niezależnego Artic Alive. Nie wiem, czy ów projekt okaże się moją bajką. Niemniej zdecydowałam się poświęcić parę słów temu skromnemu, acz pod pewnymi względami ciekawemu „indyczkowi”.

O istnieniu tejże produkcji dowiedziałam się w trakcie przeglądania tytułów zgłoszonych do programu Steam Greenlight. Co istotne, Arctic Alive, nad którym pracuje jeden człowiek – Dima Kiva, dopisało tam szczęście. Gra jest już więc w gronie propozycji, które uzyskały wystarczającą ilość przychylnych głosów i trafią do oferty sklepu firmy Valve. Kiedy to dokładnie nastąpi? Na chwilę obecną nie jest znana konkretna data premiery, ale raczej nie tak prędko, skoro opublikowane materiały graficzne pochodzą z wersji alfa. Już teraz wiadomo natomiast, że z grą będą mogli zapoznać się użytkownicy systemów Windows i Linux.

Jak podaje deweloper, Arctic Alive ma być symulatorem z elementami horroru. Niezależny tytuł zaprosi graczy na wyprawę do mroźnej i śnieżnej Syberii, gdzie mieści się pewna stacja badawcza. Nasze zadanie będzie zaś polegać na przetrwaniu w niesprzyjających warunkach, a co za tym idzie – otrzymamy tutaj prawdziwą lekcję survivalu. I nie chodzi wyłącznie o wyjście w jednym kawałku przy spotkaniach z dzikimi zwierzętami czy czarnymi jak smoła istotami, które mogą nam zagrozić nawet wewnątrz czterech ścian. Poza uciekaniem lub częstowaniem wroga siekierką, należy bowiem solidnie zadbać o własne zdrowie, co obejmuje również odpowiednie odżywianie. A skoro zamieszkamy w środowisku, gdzie 50 stopni na minusie to normalka, lepiej nie przesadzać z bieganiem na golasa po dworze.


Chociaż idea przetrwania nie jest dla gier nowością i powstawały też produkcje z zimą w tle, owoc prac Dimy Kivy próbuje wyróżnić się naciskiem na symulacyjne aspekty rozgrywki. Nasza postać zostanie zaopatrzona w szereg współczynników, m.in. zdrowie, sen, samopoczucie, pragnienie czy czystość. Im lepiej zaspokoimy swoje potrzeby, tym bardziej wypełni się stosowny pasek, co z kolei pozytywnie wpłynie na kondycję wirtualnego alter ego. Owe wskaźniki przypominają system z serii The Sims, zwłaszcza że najprawdopodobniej możliwa będzie zmiana ubrania i zrobienie czegoś dla relaksu (dostępny w sieci gameplay z alfy pokazuje bohaterkę grającą na keyboardzie). Oprócz tego, nie obędzie się bez pilnowania stanu instalacji na terenie zajmowanego budynku. Jeśli olejemy takie sprawy jak dolewanie paliwa do generatora prądu, nie zdziwmy się, kiedy zostanie wyłączone światło.

Arctic Alive nie szykuje się na pozycję, która olśni wizualnymi wodotryskami. Widać, że to niskobudżetowy projekt, acz oprawa wizualna jest czytelna i nie odstrasza. Swoją drogą, element ten zapewne zostanie jeszcze w jakimś tam stopniu dopieszczony, skoro gra znajduje się na etapie produkcji. Co do opublikowanego przez twórcę filmiku z alfy, najsłabiej wypadły bardziej dynamiczne animacje, w tym pechowe dla grywalnej postaci starcie z niedźwiedziem. Mianowicie gdy zwierzak chwyta ofiarę, łapię ją w taki sposób, jakby nie chciał jej jedynie zjeść. A może po prostu to ja mam dziwne skojarzenia?

W każdym razie, zamierzam przyglądać się dalej tej swoistej mieszance Simsów z The Thing. W głowie autora gry tkwią całkiem interesujące pomysły, w związku z czym trzymam kciuki, by owe koncepcje zaprocentowały przyzwoitym kawałkiem kodu. Arctic Alive nie zagrozi hitom z segmentu AAA, lecz jeśli będzie co najmniej niezłe i cena zostanie ustalona na niewygórowanym poziomie, potencjalni klienci nie powinni narzekać.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz