niedziela, 7 lutego 2016

"Randka w ciemno" - recenzja [MyFrenchFilmFestival 2016]

Jeśli myślicie, że komedie romantyczne nie mają już nic nowego do zaoferowania, „Randka w ciemno” („Un peu, beaucoup, aveuglément”) w reżyserii Clovisa Cornillaca powinna przynajmniej częściowo zmienić wasze zdanie. Owszem, francuska produkcja wykorzystuje popularne wątki, lecz jednocześnie potrafi tchnąć w nie pewien powiew świeżości i ugryźć oklepany z pozoru temat od niestandardowej strony.

Reżyserski debiut francuskiego aktora, wcielającego się tu również w główną rolę męską, bazuje na znanym i lubianym motywie ludzi, którzy poniekąd zostają na siebie skazani, co z kolei nie napawa ich zbytnim entuzjazmem. Pierwsze spotkanie bohaterów nie przebiega, delikatnie mówiąc, w sympatycznej atmosferze. Ba, początkowo uważają własne towarzystwo raczej za złośliwość losu niż szczęśliwy traf. Potem jednak nawiązuje się między nimi nić porozumienia, która stanowi prostą drogę nie tylko do przyjaźni, lecz także czegoś głębszego. I chociaż taki szkielet fabularny posłużył za podstawę niejednej historii, na uwagę zasługuje ciekawa forma, jaka pozwala temu obrazowi wyróżnić się pośród innych, zbliżonych tematycznie filmów.

Co w owej produkcji takiego nieszablonowego? Otóż para pierwszoplanowych postaci nie widzi siebie nawzajem, a ich relacje kształtują się, że tak to ujmę, bez uczestnictwa oczu. Twórcy „Randki w ciemno” nie sięgnęli przy tym po oczywiste dla współczesnych odbiorców rozwiązanie, czyli kontakty via Internet. Zamiast sieciowych pogawędek mamy sąsiadujące ze sobą mieszkania, gdzie w wyniku niefortunnej konstrukcji architektonicznej jedna osoba słyszy wszystko, co dzieje się u drugiej za ścianą i vice versa. W tym właśnie tkwi problem, bo to wcale nie takie fajne, zwłaszcza gdy dla przykładu człowiek chciałby wkuwać do sesji. Wprawdzie grany przez Clovisa Cornillaca bohater czasy studenckie ma za sobą, ale odczuwa obsesyjne wręcz pragnienie ciszy. To typ odludka, który nie wyściubia nosa poza cztery ściany. Wykonywana praca umożliwia mu natomiast siedzenie w domu i polega na wymyślaniu skomplikowanych łamigłówek. Nietrudno więc domyślić się, jak bardzo rozwścieczy go sąsiadka w osobie profesjonalnej pianistki, którą wiarygodnie portretuje Mélanie Bernier, wypadając równie dobrze co jej ekranowy partner.

Z komediami romantycznymi bywa niekiedy tak, że humoru w nich jak na lekarstwo. „Randka w ciemno” na szczęście nie zalicza się do tych niechlubnych przypadków, w zamian niejednokrotnie wywołując uśmiech na naszych twarzach. Początkowa partia obrazu koncentruje się na animozjach między dwójką sąsiadów. Bohaterowie zachowują się niczym rozwydrzone dzieciaki i nie przebierają w środkach, aby sobie nawzajem dopiec. Niemniej w końcu zaprzestają wymyślania coraz to nowych złośliwości. Zmęczeni prywatną wojenką zawierają rozejm, a w miarę upływu czasu zaczynają tworzyć zgraną, choć bardzo osobliwą parę. Scenariusz podkreśla wówczas zabawne aspekty takiej koegzystencji, ale na tym nie poprzestaje, bo, pomimo kameralnego charakteru, nie zapomina też o świecie poza mieszkaniami protagonistów. Co więcej, zostaniemy uraczeni typowym dla komedii omyłek qui pro quo.

Komediowe akcenty zostają ograniczone, acz nie zanikają całkowicie, dopiero w późniejszej części produkcji (druga połowa, okolice zakończenia), gdzie prowadzenie przejmuje sentymentalna nuta. Jeśli chodzi o sam finał, nie do końca przekonała mnie zwieńczająca historię dosłowność, lecz nie wykluczam, iż zastosowany zabieg pełni funkcję swoistego symbolu. Tego rodzaju wyjaśnienie ma swój sens, tym bardziej że pokuszono się o szczyptę metaforycznych elementów. A za takie z pewnością trzeba uznać spacerujące po parapecie gołąbki, których obecność symbolizuje związek głównych bohaterów. Co ważne, to wszystko wpisuje się również w specyficzny klimat obrazu, balansujący na pograniczu realizmu i bajkowości. Faktem jest, iż akcja rozgrywa się w rzeczywistym świecie, ale zarazem nie można zaprzeczyć temu, że „Randka w ciemno” ma w sobie coś baśniowego.

Należy ponadto zwrócić uwagę na uniwersalność perypetii pianistki i speca od arcytrudnych łamigłówek. Przedstawioną w filmie sytuację można bowiem odnieść do internetowych znajomości. Da się tu zaobserwować pewną zbieżność, gdyż konwersacje protagonistów przypominają nieco sieciowe pogawędki za pośrednictwem komunikatora tekstowego lub głosowego, rzecz jasna bez korzystania z kamerki. W trakcie tego typu rozmów zdarzają się czasami kłamstwa na temat wyglądu. Dana osoba niekoniecznie musi mieć akurat niecne zamiary. Może po prostu chodzić o to, że komuś brak pewności siebie, że ktoś nie czuje się dobrze we własnej skórze i nie radzi sobie w relacjach międzyludzkich ogółem. Tak też jest z bohaterami „Randki w ciemno”, którzy „troszkę” koloryzują, opisując sobie przez ścianę swój wygląd. Dotyczy to nawet pani od muzyki. W przeciwieństwie do sąsiada, kobieta nie wzbrania się przed wyjściem z domu, lecz generalnie jest osobą dość nieśmiałą i nie przepada za takimi miejscami jak puby, kluby nocne itp.

Podsumowując, „Randka w ciemno” to ładnie nakręcony i sprawnie opowiedziany film, który posiada niezaprzeczalny urok. Przede wszystkim nie trąci sztampą ani banałem, nierzadko zapuszczającymi się w rejony rozrywkowego kina. Francuski obraz zadowoli zatem fanów lekkich produkcji, a także tych, którzy cenią sobie oryginalne pomysły. Warto zobaczyć – zarówno dla poprawy humoru, jak i krzty życiowych przemyśleń.


Ocena: 7,5/10


Tytuł polski: Randka w ciemno
Tytuł oryginalny: Un peu, beaucoup, aveuglément
Reżyseria: Clovis Cornillac
Scenariusz: Lilou Fogli, Clovis Cornillac, Tristan Schulmann, Mathieu Oullion
Obsada: Clovis Cornillac, Mélanie Bernier, Lilou Fogli, Philippe Duquesne, Grégoire Oestermann
Gatunek: komedia romantyczna
Produkcja: Francja
Rok premiery: 2015
Czas trwania: ok. 90 minut

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.