Jeśli myślicie,
że komedie romantyczne nie mają już nic nowego do zaoferowania, „Randka w
ciemno” („Un peu, beaucoup, aveuglément”) w reżyserii Clovisa Cornillaca
powinna przynajmniej częściowo zmienić wasze zdanie. Owszem, francuska
produkcja wykorzystuje popularne wątki, lecz jednocześnie potrafi tchnąć w nie
pewien powiew świeżości i ugryźć oklepany z pozoru temat od niestandardowej
strony.
Reżyserski
debiut francuskiego aktora, wcielającego się tu również w główną rolę męską,
bazuje na znanym i lubianym motywie ludzi, którzy poniekąd zostają na siebie
skazani, co z kolei nie napawa ich zbytnim entuzjazmem. Pierwsze spotkanie
bohaterów nie przebiega, delikatnie mówiąc, w sympatycznej atmosferze. Ba,
początkowo uważają własne towarzystwo raczej za złośliwość losu niż szczęśliwy
traf. Potem jednak nawiązuje się między nimi nić porozumienia, która stanowi
prostą drogę nie tylko do przyjaźni, lecz także czegoś głębszego. I chociaż
taki szkielet fabularny posłużył za podstawę niejednej historii, na uwagę
zasługuje ciekawa forma, jaka pozwala temu obrazowi wyróżnić się pośród innych,
zbliżonych tematycznie filmów.