piątek, 30 grudnia 2016

"Morderstwo w Boże Narodzenie", Agatha Christie - recenzja

Dwaj gentlemani ucinają sobie w wigilijny wieczór pogawędkę na tematy kryminalne, co, z racji pory rozmowy, prowadzi do postawienia pewnego pytania. Mianowicie panowie zaczynają zastanawiać się nad prawdopodobieństwem popełnienia zbrodni w okresie Bożego Narodzenia. Niemniej takie dyskusje przestają zaskakiwać, gdy weźmiemy pod uwagę fakt, iż uczestnikami konwersacji są szef policji oraz prywatny detektyw. A skoro ten drugi to słynny Herkules Poirot, w okolicy musi faktycznie dojść do poważnego przestępstwa, by belgijski as dedukcji mógł po raz kolejny zabłysnąć swym talentem.

Zanim jednak nastąpi tytułowe „Morderstwo w Boże Narodzenie”, Agatha Christie pozwala czytelnikom poznać główne osoby dramatu, czyli bohaterów bezpośrednio związanych ze  zbrodnią, wliczając do owego grona ofiarę. Akcja powieści startuje 22 grudnia, kiedy to ludzi zazwyczaj na dobre absorbują zbliżające się wielkimi krokami święta. Te zaś obchodzone będą m.in. w Gorston Hall, posiadłości rodu Lee, na czele którego stoi wiekowy już człowiek o imieniu Simeon. Pozornie nieszkodliwy starszy pan, zwłaszcza że schorowany. Pomimo tego nadal nie brak mu dawnego żaru, co objawia się poprzez wrodzoną skłonność do złośliwości, wespół z zanikiem skrupułów. Wprawdzie nie jest dusigroszem, ale cieszy się, że ma finansową władzę nad rodziną. Dlatego też pomysł, aby ściągnąć wszystkich bliskich do domu na Wigilię, nie wynika z nagłej dobroci serca czy potrzeby kultywowania tradycji. Starzec po prostu pragnie umilić sobie czas zabawą kosztem familii, lecz oczywiście nie przypuszcza, że komuś wyjątkowo zalezie za skórę i zostanie brutalnie wyprawiony na tamten świat.

Jak napisałam wcześniej, mistrzyni kryminału nie ogranicza się do przybliżenia wyłącznie postaci seniora, acz charakter nestora rodu stanowi kluczowy element fabuły i nawet sam Poirot podkreśli później istotę jego osobowości przy rozgryzaniu całej intrygi. Tak więc zostaną nam przedstawieni zarówno mieszkańcy rezydencji, jak i ci, którzy przyjeżdżają w odwiedziny. Dowiemy się paru ciekawych rzeczy o ich nastrojach, wzajemnych stosunkach, nastawieniu wobec głowy rodu czy pewnych planach, choć w tej dziedzinie autorka sprytnie operuje niedopowiedzeniami oraz maksymalnymi ogólnikami. Dzięki takim zabiegom możemy zorientować się, w jakie środowisko zabiorą nas karty powieści tudzież z kim spędzimy książkowe święta. To również celowe sianie wątpliwości w umysłach odbiorców, uświadamiające, że praktycznie każdy ma jakiś motyw, by zamordować wrednego bogacza. Tym kierunkiem podąża także dalsza część utworu, kiedy goście zbiorą się na terenie posesji. Horbury, osobisty służący Simeona Lee, słusznie zresztą zauważa, iż panująca w domu atmosfera daleka jest od bożonarodzeniowej aury.

Mimo że dochodzenie prowadzi niejaki inspektor Sugden, to właśnie Poirot bryluje przy badaniu sprawy. Rzecz jasna nie próbuje przytłoczyć policjanta, a jego udział został elegancko wprowadzony poprzez wspomnianą na wstępie rozmowę z szefem śledczego – pułkownikiem Johnsonem. Belg zgadza się przyjechać do Gorston Hall, żeby wystąpić w roli tzw. nieoficjalnego konsultanta. Jak łatwo zgadnąć, nic nie umknie oczom ani uszom genialnego detektywa. Herkules bacznie studiuje mowę ciała podejrzanych, wyłapuje wszelkie niuanse i nieścisłości, a ponadto dokonuje skrupulatnych oględzin otoczenia, przyglądając się pozornie nieistotnym detalom. Warto jednocześnie nadmienić, iż w przypadku dialogów nie poprzestaje na standardowych przesłuchaniach. Zdaniem Poirota nie należy też bagatelizować zwyczajnych pogawędek, ponieważ często okazują się nieocenionym źródłem dodatkowych wskazówek.

Co z samym morderstwem? Z jednej strony, nie sprawia zbyt finezyjnego wrażenia, bo denat dosłownie leży w mnóstwie krwi, a i generalnie gabinet Simeona przypomina istne pobojowisko. Z drugiej, paradoksalnie w ten sposób zbrodnia wydaje się jeszcze bardziej interesująca i tajemnicza. Wszak czy to nie dziwne, że kanciapa seniora wygląda niczym rzeźnia? Skąd tyle poprzewracanych rzeczy oraz śladów walk? Owszem, ofiara była silna duchem, lecz na pewno nie ciałem. Na dokładkę, do tragedii doszło w zamkniętym na klucz pokoju, a z sejfu nieboszczyka znikają diamenty, co sugeruje przestępstwo na tle rabunkowym. W połączeniu z wyrazistymi portretami postaci, otrzymujemy świetnie skonstruowaną intrygę, w której brytyjska pisarka nie szczędzi odbiorcom wodzenia za nos, mylnych tropów i zaskoczeń, włącznie z rozwiązaniem zagadki śmierci pana Lee. Co najważniejsze, gdy zostaną przed nami odkryte wszystkie karty, poszczególne elementy układanki tworzą logiczną całość.

Kto zatem zabił? Któryś z synów? Na przykład Harry – czarna owca, która po latach powraca w rodzinne strony? Alfred, zawsze tkwiący przy ojcu i posłuszny jego woli? A może wnuczka Pilar, owoc związku nieżyjącej córki Simeona z pewnym Hiszpanem? Lub ktoś ze służby? Spokojnie, nie zamierzam tego tutaj zdradzać. W zamian zachęcam do samodzielnego zgłębienia sekretów rodu Lee, jeśli nie mieliście dotąd styczności z ową powieścią. „Morderstwo w Boże Narodzenie” to bardzo smakowity kryminał, który zadowoli nie tylko miłośników pióra pani Christie, ale też fanów gatunku ogółem.



-------------------------------------------------------------------
Tytuł polski: Morderstwo w Boże Narodzenie
Tytuł oryginalny: Hercule Poirot’s Christmas
Autor: Agatha Christie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz