piątek, 20 stycznia 2017

Oblicza Iluzji: Ukryta Moc (PC) - recenzja

To miał być taki wspaniały spektakl! Wiele osób z wypiekami na twarzy wyczekiwało występu śpiewaczki i tancerki Beatrice Le Brun, która nie tylko podbiła serca swych rodaków, lecz również zaczynała zdobywać sławę poza granicami Francji. Wprawdzie artystki nie opuścił nagle talent, a show okazało się nad wyraz efektowne, lecz problem w tym, iż spektakularność przeszła najśmielsze wyobrażenia publiczności. Na scenie zaserwowano bowiem niespodziewany gwóźdź programu w postaci porwania gwiazdy wieczoru. Ba, zaistniały obrót spraw zaskoczył zapewne nawet dyrekcję teatru, gdzie odbyło się feralne widowisko.

Takie oto wydarzenie stanowi punkt wyjściowy dla historii, jaką prześledzimy w casualowej grze pt. Oblicza Iluzji: Ukryta Moc (Faces of Illusion: The Twin Phantoms w angielskiej wersji językowej). Deweloperzy z Moonrise Interactive, przy wsparciu wydawcy – firmy Artifex Mundi, zapraszają nas do XIX-wiecznego Paryża, byśmy pokierowali poczynaniami pewnej młodej kobiety, acz nie chodzi o uprowadzoną Beatrice. W zamian przywdziejemy ciuszki dziennikarki, która przygotować ma rzetelny artykuł na temat wystąpienia panny Le Brun. Znajdując się na widowni, nasza podopieczna otrzymuje poniekąd wyjątkowy dar od losu. Jako naoczny świadek incydentu, dostaje przecież duże szanse na zrobienie iście sensacyjnego reportażu, zwłaszcza że od razu zabiera się do dalszego drążenia sprawy. Na dokładkę, zyskuje towarzystwo w osobie Artura – niedawno poznanego chłopca, który nieco wcześniej obiecał załatwienie wywiadu z Beatrice. Reprezentantka prasy nie musi przy tym obawiać się o szczerość jego intencji, gdyż sympatyczny dzieciak jest bratem słynnej artystki.


Cóż to za czary-mary?

Fabuła produkcji potrafi zaintrygować i szybko rzuca odbiorców wprost w centrum zamieszania. Trzeba jednocześnie nadmienić, że twórcy nie poprzestali na intensywnym wprowadzeniu, utrzymując żwawe tempo przez praktycznie cały czas zabawy. Dzięki takiej strukturze scenariusza chciałam wiedzieć, co dokładnie się za tym wszystkim kryje i kto w końcu odpowiada za wywołany bajzel. W pierwszej chwili wyjaśnienie powinno wydawać się oczywiste, bo ledwo zaczniemy oglądać spektakl, a na scenę z impetem wkracza zamaskowany jegomość. I to właśnie przebranie sprawia, że ludzie rozpoznają w nim cenionego iluzjonistę Charlesa Delacroix. Ów mężczyzna oczarował niegdyś świat genialnymi sztuczkami, których nie powstydziłby się David Copperfield czy Harry Houdini. Kilka lat temu z niewiadomych przyczyn zawiesił jednak karierę, dosłownie usuwając się w cień. Aż tu naraz wyskakuje niczym królik z kapelusza, co rodzi ciąg przeróżnych pytań. Skoro to Charles, dlaczego zaatakował śpiewaczkę? Jakie motywy stoją za takim posunięciem? A może ktoś się pod niego podszywa? Wszak co za kłopot założyć identyczną maskę i pelerynę? Ale kto wobec tego mógłby dorównać umiejętnościom pana Delacroix?

Pogoń tropem porywacza pozwoli głównej bohaterce na bliższy kontakt z iluzjonistycznymi trikami, a tym samym spojrzenie na nie pod ciut innym kątem niż bierny obserwator. Co więcej, deweloperzy pokusili się o wplecenie dwóch wartych odnotowania wątków. Jeden dotyczy ewentualnego udziału zjawisk nadprzyrodzonych, a drugi porusza motyw pewnego romansu. Nie zdradzając nadmiernych spoilerów, powiem, że obie kwestie odegrają kluczową rolę w wymyślonej przez autorów intrydze, a ich obecność silnie wpłynęła na ukazany przebieg wypadków. Trochę słabiej, na tle poszczególnych aspektów fabuły, wypadło za to zakończenie, które, choć nie było złe, zapachniało lekko wybiegiem à la deus ex machina.


Solidne granie na szlaku sztukmistrza

Na przestrzeni około 2,5-3 godzin, które poświęcimy przejściu Oblicz Iluzji, zajmiemy się typowymi dla gier HOPA zadaniami. Miłośnicy gatunku odnajdą zatem w Ukrytej Mocy to, co lubią, czyli połączenie klasycznego point and clicka z elementami hidden object. Jeśli chodzi o przygodówkowe partie, liczne i zróżnicowane łamigłówki zostały wprawnie zintegrowane z warstwą narracyjną. Tzw. inwentarzówki potwierdzają z kolei, że chwalebny trend dodatkowych interakcji wewnątrz ekwipunku na dobre rozgościł się w tytułach z producencko-wydawniczego portfolio Artifex Mundi. Oprócz tego, parokrotnie przyjdzie nam skorzystać ze wsparcia małego Artura, a ów pomysł rozwiązano w bardzo prosty i logiczny sposób. W takich momentach musimy zazwyczaj wręczyć chłopcu niezbędną wówczas rzecz, by następnie móc wysłać go w dane miejsce.

Co się tyczy wstawek z szukaniem ukrytych obiektów, nie ograniczono się wyłącznie do jednego rodzaju takich plansz, aczkolwiek najczęstszy wariant to najpopularniejsza, podstawowa kategoria, w ramach której wypatrujemy wszelakich gratów na podstawie listy kilkunastu nazw. Okazjonalnie wyskakują jeszcze fragmentaryczne sceny HO, polegające na wyłapywaniu części większego rekwizytu. Te wyświetlają się dla odmiany w mniejszych okienkach zamiast wypełniać cały ekran. Ponadto trafi się jedna plansza, gdzie kluczem do sukcesu jest zbieranie szpargałów i posługiwanie się nimi w celu zdobycia kolejnych. Dla przykładu, korbka od zabawki umożliwi zabranie klucza, który otworzy szufladę z fantem, gwarantującym zgarnięcie innego przedmiotu. Natomiast w finale nasza spostrzegawczość zostanie przetestowana poprzez sekwencję ze znajdowaniem konkretnych symboli, co jest miłą odskocznią od standardowych scen hidden object.


Magiczne zakątki Paryża

Audiowizualna oprawa produkcji umie zarówno zrobić dobre pierwsze wrażenie, jak i podtrzymać tę przychylną opinię aż do samego końca. Nastrojowej muzyce wtóruje równie klimatyczna grafika, a estetyczne walory gry wyeksponowano już w menu głównym. Co prawda atrakcyjne ekrany początkowe to dość powszechne zjawisko, lecz w Obliczach Iluzji moją uwagę szczególnie zwróciły akcenty uwypuklające miejsce akcji. Mianowicie w oddali widać katedrę Notre-Dame wraz z Wieżą Eiffla, a przed teatrem oraz w oknach budynku dostrzeżemy ludzkie sylwetki, co dowodzi, iż zbliża się pora oczekiwanego spektaklu. Atmosferę wielkiego wieczoru czuć też na wstępnym etapie rozgrywki, kiedy podjeżdżamy powozem pod gmach placówki. Usłyszymy tam sugestywny gwar, no i rzecz jasna nie zabraknie stojących na ulicy obywateli, przy czym niektórzy wykonują delikatne gesty. A skoro o animacjach mowa, iluzjonistyczna afera generalnie jest jedną z lepiej zrealizowanych pod tym względem HOPEK.

Jeżeli zaś chodzi o zwiedzane w trakcie wędrówki scenerie, ręcznie malowane lokacje tradycyjnie nie zawodzą, oferując pieczołowite wykonanie, bogactwo detali oraz żywą kolorystykę. Gdybym została poproszona o wskazanie maksymalnie trzech najładniejszych plansz, miałabym autentyczną zagwozdkę, które ustawić na takim podium. Wszystkie mi się podobały! Czy to wyżej wspomniana ulica przed teatrem, wnętrza kulturalnego przybytku, paryskie podziemia, czy pewien dworek, który roztacza wokół siebie enigmatyczno-romantyczną aurę. Innymi słowy, jest na co popatrzeć!


Odnosząc się do mojego ostatniego spostrzeżenia w związku z grafiką, jak najbardziej mamy tu także w co grać. Mimo że ekipa z Moonrise Interactive nie wyważa bram innowacji, sfera bezpiecznych i znanych rozwiązań bynajmniej nie powinna odebrać przyjemności z zabawy. Deweloperzy dobrze rozumieją reguły gatunku HOPA, proponując odbiorcom przemyślane zagadki. A jeśli doliczymy do tego nieźle opowiedzianą historię oraz urokliwe opakowanie, wychodzi na to, iż Oblicza Iluzji zasługują na zainteresowanie ze strony zwolenników casualowej rozrywki.



---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawcy – Artifex Mundi.

2 komentarze:

  1. Właśnie się ostatnio zastanawiałam nad tym tytułem. Widzę,że polecasz to pewnie zdam się na Ciebie i sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń