sobota, 24 września 2022

"Awantura o szkołę" - recenzja


 

Zakładanie szkoły to nie bułka z masłem, acz w magicznym świecie na pewno łatwiej chociażby wznieść uczelniany gmach. Niemniej trzeba jeszcze ogarnąć dużo innych rzeczy, sprawdzić ewentualne formalności i zadbać, by wszystko należycie zagrało. Na kartach „Awantury o szkołę” nie zabraknie zaś różnych komplikacji. Co zatem bohaterowie tej książeczki zrobią w obliczu zaistniałych przeszkód?

 

Dokładną odpowiedź na powyższe pytanie da oczywiście lektura tej ilustrowanej czytanki z serii „My Little Pony”. Owa marka nie wymaga szerszego przedstawienia, gdyż powinna być kojarzona nawet przez osoby nie będące z nią za pan brat. Czy to za sprawą zabawek, czy to różnych animacji. Dowiedziałam się zresztą, że w jednym z sezonów serialu animowanego pojawiały się odcinki o nazwie „Awantura o szkołę”, aczkolwiek nie miałam okazji porównać ich z książkową wersją.

 

Twilight Sparkle, która, tak na marginesie, jest reprezentantką gatunku jednorożców, postanawia pewnego razu nieść kaganek oświaty, lecz pragnie zrobić to na własny sposób. Przyświeca jej przy tym szczytny cel, bowiem mowa o prowadzeniu Szkoły Przyjaźni, promującej takie postawy jak pokój, tolerancja czy wzajemne porozumienie. Protagonistka marzy też o zajęciach praktycznych, których dodatkowe walory o typowo rozrywkowym charakterze zwiększyłyby ich atrakcyjność w oczach uczniów. Niestety, plany te zostają pokomplikowane przez kwestie formalne i napięcia związane z Towarzystwem Edukacji Equestrii, czyli takim magicznym odpowiednikiem Ministerstwa Edukacji Narodowej. Na dokładkę, grupka wychowanków ucieka z lekcji, wywołując jeszcze większą nerwówkę.

 

„Awantura o szkołę” zalicza się do takich uroczych pozycji, które zdolne są zaserwować dobrą zabawę małoletnim czytelnikom z docelowej grupy odbiorców, zwłaszcza jeśli chodzi o fanów uniwersum „My Little Pony”. Szczególnie widzę ją również jako lekturę pod okiem dorosłego, mogącego zarazem czytać smykowi tekst. Taka osoba powinna wtedy zwrócić uwagę na swego rodzaju motyw przewodni, jakim jest tutaj przyjaźń. Perypetie bohaterów (kadry pedagogicznej, uczniów i innych) mimochodem pokazują choćby to, że bliskie relacje można nawiązać nie tylko dzięki specjalnym zajęciom, ale i przez fakt przebywania we wspólnym towarzystwie. Bo tak poniekąd jest ze szkolnymi uciekinierami, których wątek stanowi też całkiem dobry pretekst do pogadanki z dzieckiem o tym, że w realnym świecie wagarujący uczniowie przysparzają swoim rodzicom trosk.

 

Niezaprzeczalnym plusem tej publikacji są żywcem wyjęte z kreskówki ilustracje, które operują wyrazistą paletą barw. Za sprawą dużych obrazków, całość wygląda niczym album z kadrami animacji i zgrabnie w nie wkomponowanym tekstem, zawierającym wytłuszczone słowa kluczowe. Wyczarowana przez Twilight Sparkle akademia ma w sobie coś z bajkowego zamku, a przewijające się na kolejnych stronach postacie to zróżnicowane grono, obejmujące – przykładowo – przedstawicieli jednorożców, kucyków ziemskich, jaków czy gryfów. Mali czytelnicy mają tu wobec tego na co popatrzeć.

 

Reasumując, „Awantura o szkołę” zapewne przypadnie do gustu szkrabom, które mają słabość do wszelkiego rodzaju produktów na licencji „My Little Pony”. Dla takich odbiorców to wszak dobra okazja do poczytania o lubianych bohaterach i zobaczenia znanych im istot na papierze. Jednakże dzieci, które póki co omijał bliższy kontakt z tą marką, również jak najbardziej mogą czerpać przyjemność ze śledzenia owej szkolnej afery.

 

 

-------------------------------------------------------------------

Tytuł polski: Awantura o szkołę

Wydawnictwo: Egmont Polska

Liczba stron: 32

 

 

18 komentarzy:

  1. Miła odmiana od gier ;-). Jak wiesz, mam komu kupować podobne książeczki Julito, pozdrawiam :-) .

    OdpowiedzUsuń
  2. Hmmm... nawet nie bardzo mam komu kupić taką książeczkę. Nie mniej warto wiedzieć coś na też taki temat, bo kiedyś może się to przydać. :) Poza tym na plus należy zaliczyć, że są firmy nadal dbające o jakieś znane tytuły, żeby nie zaginęły w mrokach historii. Bo o My Little Pony coś tam słyszałem i to już sporo lat temu po raz pierwszy.

    :) Książka o DNA jest niczego sobie. Tylko tak jak zaznaczyłem w recenzji bym ją odchudził nieco tylko.

    Pozdrawiam!
    https://mozaikarzeczywistosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo miłe i myślę, że dziecko szybko polubi bohaterów

    OdpowiedzUsuń
  4. O tak, kto by nie znal tej słynnej serii. Ja wprawdzie nie mam komu polecić, ale myślę, że zainteresowanym będzie się podobała 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością - dla fanów My Little Pony jak znalazł :)

      Usuń
  5. ach jako dziecko lubiłam te kucyki

    OdpowiedzUsuń
  6. Na pewno spodoba się wielu dzieciom 😊

    OdpowiedzUsuń
  7. Moja siostrzenica byłaby nia zachwycona <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo możliwe, że ksiązeczka jest dokladnie na podstawie serialu. Swoją drogą, chyba większosć odcinków ogladałam 😅

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei nie jestem aż tak z serią za pan brat, lecz nie mogę odmówić jej uroku :)

      Usuń

System komentarzy, tak jak cały blog, funkcjonuje na platformie Blogger, gdzie stosowane są zasady polityki prywatności Google.