„Tchnienie
Kaim”, które otworzyło trylogię o przygodach rudowłosej złodziejki Alyn,
zaostrzyło mój apetyt na spotkania z prozą Michała Kuszewskiego. Kontynuacja
nie zawodzi zaś pokładanych w tym cyklu nadziei, serwując czytelnikom kreatywne
rozwinięcie wcześniej zaprezentowanej wizji. „Płomienie Imoren” skutecznie bowiem
przekonują, że poprzednia odsłona owej serii, będąca zarazem powieściopisarskim
debiutem autora, nie okazała się wyłącznie pojedynczym przebłyskiem, lecz
wprowadzeniem nowego i zacnego gracza na polską scenę literatury fantastycznej.
Dalszy
ciąg losów Alyn przybliża nam wydarzenia, do jakich dochodzi po opuszczeniu
wyspy Kaim. Główna bohaterka pragnie powrócić ze swoim bratem Torynem do
Zakkanu, płynąc na pokładzie „Boskiego Wiatru”, statku znanego już z kart
pierwszego tomu. Niestety, rodzeństwu nie jest dane zaznać wtedy chwil
wytchnienia. Bynajmniej nie tylko dlatego, że młody mężczyzna mocno niedomaga przez
dziwną chorobę, a i samej dziewczynie nie dopisuje zbytnio zdrowie. Wkrótce też
oboje w burzliwych okolicznościach żegnają się z łajbą oraz jej załogą, ale to
nie koniec problemów, przed jakimi zostanie postawiona Alyn. Ba, liczne
utrudnienia wyskoczą właśnie na drodze ku potencjalnemu rozwiązaniu tychże
kwestii, które najbardziej trapią naszą protagonistkę (z wyżej wspomnianym
choróbskiem włącznie). W trakcie niełatwej, bo obfitującej w pustynne tereny
podróży do miejsca zwanego Sercem Imoren.
