Prawniczka i
facet, który niejednokrotnie był na bakier z prawem. Czy taka para ma szansę na
stworzenie szczęśliwego związku? Cóż, nie da się zaprzeczyć temu, iż miłość
potrafi połączyć takie połówki, które zdają się pochodzić z kompletnie różnych
światów. Ale prawdziwe uczucie nie oznacza automatycznego usunięcia wszelkich
komplikacji, zwłaszcza że te mogą przecież wystąpić nawet w życiu zakochanych o
podobnych do siebie życiorysach. Bądź co bądź, Marii i Colina, czyli głównych
bohaterów powieści „Spójrz na mnie” Nicholasa Sparksa, nie ominą duże
zmartwienia, aczkolwiek swoje trzy grosze dołoży tutaj tajemniczy prześladowca
kobiety.
O
pojawieniu się największych kłopotów na drodze protagonistów wiadomo zresztą od
razu. I to zanim nabiorą najpoważniejszych kształtów, kiedy już przypuszczą
bezpośredni szturm. Nie chodzi mi akurat o sam opis z okładki książki, który ewentualnie
można wszak sobie odpuścić. Mianowicie autor otwiera powieść krótkim prologiem,
gdzie trzecioosobowa narracja przyjmuje perspektywę sprawcy owego najgorszego
zamieszania, zdradzając co nieco z jego planów. Niemniej chwilę potem amerykański
pisarz kieruje swoją historię na charakterystyczne dla siebie,
romantyczno-obyczajowe tory. Przybliżając dwójkę pierwszoplanowych postaci,
początek i rozwój ich relacji, Sparks przeplata odtąd rozdziały z punktu
widzenia Colina fragmentami, które skupiają się na Marii.




