poniedziałek, 19 grudnia 2016

The Lion's Song: Episode 2 - Anthology (PC) - recenzja

Przy przechodzeniu pierwszego epizodu The Lion’s Song zachwyciłam się tym, że skromności towarzyszyła tutaj ze wszech miar wartościowa treść. Teraz zaś, kiedy mam już kolejny odcinek za sobą, z ogromną przyjemnością oświadczam, że ta cenna perełka nabrała jeszcze bardziej satysfakcjonującego kształtu, a jednocześnie zachowała wierność obranej formule. Chapeau bas!

Anthology, bo taki podtytuł nosi recenzowana przeze mnie pozycja, to drugi rozdział epizodycznej serii The Lion’s Song, autorstwa niezależnego studia Mi’Pu’Mi Games. Poszczególne części pozwalają graczom odwiedzić Austrię z początku XX wieku, przybliżając perypetie osób, które posiadają nieprzeciętny talent w pewnych dziedzinach, acz zarazem zmagają się z problemami na gruncie kreatywności. Pierwszy odcinek (Silence) zaprezentował odbiorcom postać studentki muzyki Wilmy Dörfl, natomiast fabuła drugiego skupia się na malarzu o imieniu Franz, który pragnie zyskać uznanie wśród wiedeńskich elit.

Franz Markert, podobnie jak Wilma, znajduje się akurat w kluczowym momencie kariery. Podczas gdy kobieta musiała skomponować arcydzieło na potrzeby przełomowego koncertu, mężczyzna maluje obrazy, których przyjęcie zadecyduje o sukcesie w środowisku wyższych sfer i generalnie szerszym zaistnieniu w sztuce. Owszem, umiejętności młodych ludzi zostały zauważone, lecz nadciąga próba definitywnego potwierdzenia nietuzinkowych zdolności, a tym samym konieczność wydobycia z siebie tego, co najlepsze. Oboje szukają też inspiracji, choć każde w inny sposób. By walczyć z blokadą twórczą, dziewczyna udała się do samotnej górskiej chaty – miejsca, sprzyjającego izolacji oraz wyciszeniu. Dla odmiany lekarstwem na rozwiązanie rozterek Franza wydaje się tzw. wyjście do prawdziwego świata, co w historii artysty zaowocuje liczniejszymi kontaktami towarzyskimi.


Layers of personality

Co takiego wyjątkowego wyróżnia chłopaka na tle kolegów po fachu? Otóż młodzian odznacza się niezwykłym talentem obserwacji, umożliwiającym dosłowne zobaczenie warstw, z jakich składają się inni ludzie, a konkretnie ich osobowość. Tak wychwycone emocje, wady i zalety, które cechują danego człowieka, wykorzystuje przy malowaniu obrazów. Niestety, w pracach Franza ciągle brakuje czegoś, co uczyniłoby je perfekcyjnymi dziełami. Stąd właśnie wyniknie konieczność szukania weny i doświadczenia na mieście, ale nie tylko. Dla pana Markerta będzie to również swoista podróż w głąb siebie, by uporać się z wewnętrznymi problemami. Portretując, popada bowiem później w dziwne zamroczenie, a następnie w przygnębienie. Taki stan rzeczy wiąże się zresztą z faktem, iż swoich własnych warstw nie potrafi z kolei dostrzec wcale.

Chociaż drugi odcinek The Lion’s Song zawiera istotne odniesienia do pierwszego i padnie w nim nazwisko Wilmy, z powodzeniem broni się jako samodzielny utwór. Przede wszystkim jednak nie zatracił intymnego charakteru poprzednika, mimo że tym razem nie tkwimy przez większość czasu w jednym miejscu. Wprawdzie silnie wyeksponowany wątek analizy psychologicznej nie obejmuje wyłącznie głównego bohatera, lecz to na nim skupia się cała fabuła, na czele z wymienionym przed chwilą motywem. Twórcy ponownie opowiadają skromną de facto historię o poszukiwaniu siebie, która przemówi do wrażliwych odbiorców, unikając przy tym zbędnego zadęcia. Scenariusz uwzględnia po prostu szersze grono osób w otoczeniu naszego protagonisty, włącznie z autentycznymi postaciami malarza Gustava Klimta oraz Sigmunda Freuda – lekarza neurologa i ojca psychoanalizy.


Miasto z retro urokiem

Co ważne, fabularna konstrukcja Anthology wpłynęła nieco na mechanikę, gdyż epizod ten jest w pewnym stopniu bardziej rozbudowany niż debiutancki rozdział. Trochę dłużej zajęło mi też jednokrotne ukończenie owego odcinka, bo ponad godzinę (gdzieś tak koło 80 minut przy niespiesznym tempie zaliczania produkcji, z równoczesnym robieniem paru krótkich notatek do niniejszej recenzji). Gwoli ścisłości, to nadal narracyjna gra przygodowa tudzież interaktywna opowieść, a bezsprzeczny prym wiodą na niwie gameplayu dialogi z napotkanymi postaciami oraz monologi Franza. Niemniej z logicznych powodów deweloperzy przyszykowali więcej plansz, co przełożyło się na zaimplementowanie mapki Wiednia, pokazującej aktualnie dostępne lokacje. Oczywiście nie nawędrujemy się po nie wiadomo ilu zakątkach, ale zdołano wykreować wrażenie życia w mieście. Poza tym, system wyborów, który już poprzednio został płynnie zintegrowany z fabułą, nabrał według mnie jeszcze lepszej formy, dodatnio przyczyniając się do uczucia nieliniowości. Należy przy okazji zaznaczyć, że podejmujemy decyzje dotyczące zarówno tej konkretnej części, jak i innych odcinków.

Z uwagi na epizodyczną strukturę gry, naturalną kolej rzeczy stanowi zachowanie tej samej stylistyki audiowizualnej. Od strony graficznej autorzy serwują nam zatem skąpany w estetycznej sepii pixel art, któremu nie można odmówić klimatu ani starannego wykonania. Niekiedy w oczy rzucają się dodatkowo warstwy, jakie dostrzega młody Markert. Mogą to być jedynie kontury albo i wypełnione kolorem kształty, przedstawiające mniej bądź bardziej ludzkie sylwetki. Co do udźwiękowienia, wraz z Anthology twórcy znowu udowadniają, że The Lion’s Song nie potrzebuje voice actingu do utrzymania swojej siły oddziaływania. Nieobecność dubbingu wpisuje się w oszczędną konwencję marki, która w zamian raczy graczy choćby okazjonalnym akcentowaniem wybranych słów w napisach (czcionka zaczyna wówczas drgać). Za sprawą takiego zabiegu wiemy, kiedy ktoś dla przykładu specjalnie położy nacisk na część swojej wypowiedzi – niby mała rzecz, a cieszy. Oprócz tego, nie zapomniano o odgłosach w rodzaju pukania do drzwi, oklasków czy bliżej nieokreślonego gwaru, jaki pobrzmiewa w tle na dość zatłoczonym targu. I wreszcie nienachalna, nastrojowa muzyka, która, wzorem pierwszej odsłony, odzywa się, gdy trzeba.


Brawo!

Nie ukrywam, że ekipa z Mi’Pu’Ni Games powtórnie mnie oczarowała swoim niebanalnym i podlanym artystycznym sznytem The Lion’s Song. Jak napisałam wcześniej, Anthology broni się nie tylko w roli elementu większej układanki, ale i oddzielnego projektu. Dlatego gorąco zachęcam, aby odwiedzić wirtualną Austrię z dawnych lat, dając szansę drugiemu odcinkowi niezależnej produkcji (pierwszemu także, jeśli dotąd go nie sprawdziliście). Historia Franza Markerta kreatywnie kroczy drogą wytyczoną przez początkowy epizod, co każe wierzyć, że dalej będzie przynajmniej równie dobrze. Mówiąc krótko, świetna rzecz dla wielbicieli kameralnych tytułów z duszą. Tak więc polecam i z niecierpliwością czekam na następne dwa rozdziały, poświęcone odpowiednio matematyczce w męskim świecie nauki oraz wielkiemu finałowi, który ostatecznie rozstrzygnie o losach wszystkich grywalnych bohaterów.



---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję firmie ICO Partners.

---------------------------------------------------

Przydatne linki:

1. Season Pass, który zapewnia dostęp do wszystkich epizodów (kolejne zaplanowano na 2017 rok), można nabyć za pośrednictwem Steama, a zrobicie to pod tym adresem.

2. Pod tym linkiem znajdziecie opcję oddzielnego zakupu Anthology (II epizod).

3. Steamowa karta produktu dla I odcinka.

4. Recenzja pierwszego epizodu mojego autorstwa, którą opublikowałam na blogu w sierpniu 2016 r.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz