środa, 4 stycznia 2017

„Dopóki nie zgasną gwiazdy", Piotr Patykiewicz - recenzja

Nie da się zaprzeczyć, że postapo jest w modzie. Mało tego, popularność takich klimatów wykracza poza sfery literatury, obejmując także kino oraz wirtualną rozrywkę. Ów fakt nie przekreśla jednak szans na wniesienie mniejszego bądź większego powiewu świeżości do historii, które prezentują nam fatalistyczną wizję przyszłości. Koronnym tego dowodem jest powieść pt. „Dopóki nie zgasną gwiazdy” autorstwa Piotra Patykiewicza.

Książka zabiera czytelników do świata wiecznej zimy, gdzie rządy lodu i śniegu nastąpiły po katastrofie, enigmatycznie nazywanej Upadkiem. Akcja utworu rozgrywa się około 300 lat po tym tragicznym w skutkach wydarzeniu, które doprowadziło do cywilizacyjnego zacofania. Nowe warunki zmusiły niedobitki ludności do zamieszkania wysoko w górach, acz oczywiście i tak nie ma tam mowy o spokojnej egzystencji. Już w pierwszym akapicie powieści zostajemy bowiem poinformowani, jak ciężko przetrwać. Żyjący w górskich osadach ludzie są zresztą do tego przyzwyczajeni, poniekąd traktując niebezpieczeństwo jako stały, normalny element otaczającej ich rzeczywistości.

Przywyknięcie do zaistniałego porządku bynajmniej nie oznacza lekceważącego podejścia do wrogich czynników. Wręcz przeciwnie, ludzie doskonale zdają sobie sprawę, że zbytnie oddalanie się od domu jest łatwą drogą do śmierci. Stąd największy wskaźnik przedwczesnych zgonów wśród myśliwych, drwali i złomiarzy, którzy, z racji pełnionych w społeczeństwie funkcji, regularnie schodzą do niżej położonych regionów. Co istotne, marny koniec może zgotować nie tylko atak wygłodniałego zwierzęcia, śnieżyca bądź upadek z urwiska. Otóż autor wprowadza dodatkowe źródło zagrożenia, ale nie chodzi o popularne w nurcie postapo mutanty czy zombiaki. W zamian mamy tu do czynienia z tajemniczymi Świetlikami, które przenikają przez oczy człowieka, a po pewnym czasie powodują samozapłon ofiary, uprzednio przejmując ponoć władzę nad jej duszą. Postapokalipsa posiada u Piotra Patykiewicza wymiar religijny – Upadek przypisuje się Lucyferowi, zaś świetliste istoty powiązane zostają ze zjawiskiem opętania.

Głównym bohaterem tej historii jest natomiast nastoletni Kacper, syn szanowanego myśliwego w jednej z górskich osad. Ciekawy świata chłopak chce czegoś więcej od życia, a nad stagnację przedkłada niebezpieczeństwo, jakie pociągają za sobą profesje, wymagające wypuszczenia się poza wioskowe granice. Pierwszą samotną wyprawę odbywa z poczucia obowiązku wobec rodziny i potrzeby udowodnienia swej wartości, lecz do podjęcia takiej decyzji przyczynia się też po części lekkomyślna młodzieńcza brawura, o czym zostanie słusznie uświadomiony. Niemniej Kacper nie porzuca swoich planów, pragnąc zdobyć szczegółową wiedzę zarówno na temat czasów mu współczesnych, jak i tych sprzed katastrofy. Jednocześnie nie brak w nim wrażliwości – to przede wszystkim troska o dobro bliskiej osoby skłania go do zgłoszenia się na gońca w momencie, gdy osadnicy staną przed koniecznością wybrania nowej osoby na tę posadę.

Jako że obowiązki gońca nie każą na siebie czekać, Kacper wyrusza w samotną i ryzykowną podróż wkrótce po przyjęciu owej pracy. Co więcej, motyw jego wędrówki wykorzystano do opowiedzenia historii o dojrzewaniu oraz dorastaniu w świecie pełnym niebezpieczeństw. Należy przy tym podkreślić, iż wyprawa młodzieńca służy także innej, bardzo ważnej rzeczy. Mianowicie losy Kacpra oferują odbiorcom przekrój przez interesujące uniwersum, jakie Piotr Patykiewicz wykreował na kartach swej powieści. Dzięki plastycznemu językowi autora z łatwością przeniesiemy się oczyma wyobraźni do takich miejsc jak dla przykładu surowe i zarazem kuszące śnieżną bielą zbocza, martwy las, górskie miasteczko czy ruiny dawnych metropolii, dokąd zapuszczają się jedynie złomiarze w poszukiwaniu reliktów przeszłości, w tym książek.

Oprócz tego, polski pisarz z powodzeniem rozwija religijny kontekst utworu, kreśląc wiarygodną wizję społeczeństwa, gdzie chrześcijańską wiarę przenikają liczne zabobony oraz przesądy. W takich właśnie warunkach wychowano Kacpra i w takich realiach przyjdzie mu poruszać się podczas swojej podróży. Niejednokrotnie dojdzie też do konfrontacji wpajanych od maleńkości poglądów z informacjami, które kolidują z religijnymi przekonaniami chłopaka. Uwypuklenie owego aspektu pozwoliło twórcy powieści na ukazanie różnych postaw wobec Upadku i Świetlików. Dominuje rzecz jasna tzw. teoria lucyferiańska, którą krzewią wśród przestraszonych wiernych reprezentanci Kościoła, twierdząc, iż nadszedł czas Bożej próby. Co się tyczy mniej upowszechnionych koncepcji, jedną z nich jest znowu fanatyzm, tyle że w odwrotnym kierunku, bo dostrzegający w Świetlikach boski pierwiastek. Jeszcze inne stanowisko polega z kolei na czysto naukowym podejściu, w myśl którego trzeba szukać wyjaśnień na podstawie autentycznych dokumentów, a także doświadczalnych badań.

„Dopóki nie zgasną gwiazdy” to szósta powieść w literackim dorobku Piotra Patykiewicza, lecz dla mnie była ona pierwszym spotkaniem z twórczością tego pisarza. Na dodatek tak udanym, że nie zamierzam poprzestać na lekturze jednej książki. Z chęcią rozejrzę się więc za jego pozostałymi utworami, a ponadto będę uważnie wypatrywać kolejnych pozycji spod pióra tego utalentowanego autora. Perypetie Kacpra wciągnęły mnie od samego początku, intrygując aż do ostatniej strony. Piotr Patykiewicz odmalował przed czytelnikami sugestywny i kompleksowy obraz upadłego świata, przy czym w niektórych kwestiach pozostawia też pole do własnych interpretacji. Polecam z całego serca!



-------------------------------------------------------------------
Tytuł polski: Dopóki nie zgasną gwiazdy
Autor: Piotr Patykiewicz
Wydawnictwo: SQN

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz