poniedziałek, 27 lutego 2017

Bear With Me: Ep. 1-2 (PC) - recenzja



Pierwszy epizod Bear With Me buduje udane podwaliny dla wykreowanego na potrzeby gry uniwersum, a tym samym zachęca, by dać szansę kolejnym częściom produkcji. Drugi odcinek, który ujrzał światło dzienne w lutym 2017 roku, nie zawodzi zaś pokładanych w nim nadziei. Następca z nawiązką kontynuuje bowiem solidną pracę poprzednika, elegancko rozszerzając świat przedstawiony i jeszcze bardziej rozbudzając apetyt graczy na ciąg dalszy.

A wszystko zaczęło się od pewnej burzowej nocy, kiedy dziesięcioletnia Amber Ashworth otworzyła oczęta na skutek nieprzyjemnego snu. Debiutancki epizod, który wydano latem ubiegłego roku, pozwala odbiorcom, no i oczywiście głównej bohaterce, dowiedzieć się, że zaginął jej starszy brat Flint. Rezolutna dziewczynka nie zbywa takiego odkrycia obojętnym wzruszeniem ramion, tylko z zapałem przystępuje do poszukiwań chłopaka, węsząc po zakamarkach domostwa. I jak jej idzie? Cóż, powzięta misja przypomina troszeczkę błądzenie po omacku, bo choć wśród napotkanych postaci nie brak świadomych zniknięcia Flinta, nikt nie potrafi podać konkretnych informacji na temat losu młodziana. W zamian ostrzegają przed tajemniczym piromanem o ksywce „Red Man”, który ponoć rozgląda się za małą Amber. Na pocieszenie dodam, że protagonistka i tak dzielnie sobie radzi. Poza tym, ma wsparcie w osobie niejakiego Teda E. Beara. Owszem, ów jegomość jest pluszowym misiem, ale zarazem też prywatnym detektywem.


Bajka i czarny kryminał w jednym

Fakt, iż towarzyszący dziewczynce profesjonalista to na dobrą sprawę futrzak do przytulania, nie stanowi tu żadnego ewenementu. Chorwackie studio Exordium Games, które odpowiada za omawiany projekt, obmyśliło sobie, że wypełni zwiedzane otoczenie antropomorficznymi zabawkami. Taki pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę zarówno na papierze, jak i pod kątem realizacji, zwłaszcza w zestawieniu z pozostałymi aspektami obranej drogi fabularnej. Otóż Bear With Me można określić mianem bajki, którą przystrojono konwencją kryminału noir, ze szczyptą grozy i domieszką rozluźniających atmosferę akcentów. Co istotne, oba odcinki udowadniają, że powyższa mieszkanka zdaje egzamin, nadając produkcji własną tożsamość. O ile jednak otwarcie jest klasycznym przykładem prologu, który dopiero wprowadza w realia gry, tak drugi rozdział tym mocniej zanurza nas w osobliwych perypetiach Amber i Teda. Rzecz jasna nadal pozostaną pytania bez odpowiedzi, gdyż całość docelowo ma składać się z pięciu epizodów.

Skoro chwalę odcinek nr 2 za eleganckie rozwijanie wizji zapoczątkowanej przez „jedynkę”, wypadałoby co nieco przybliżyć jego fabułę. Akcja „dwójki” startuje tam, gdzie zakończyła się wcześniejsza część. Mianowicie nasz detektywistyczny zespół wkracza na ulice Paper City, które w ostatnim czasie nękane jest pożarami, wywołanymi przez enigmatycznego „Red Mana”. Panna Ashworth i pan Bear nadal szukają Flinta, lecz nie omieszkują przyjrzeć się dziwnym wydarzeniom w okolicy, ze szczególnym naciskiem na nieszczęsne podpalenia. W każdym razie, buszowanie po mieście owocuje przedstawieniem kolejnych postaci, a nowo poznane grono obejmuje takie indywidua jak królowa voodoo Tigren Jones, zbzikowany na punkcie monitoringu CBG czy Reef King, który kieruje lokalnym kasynem i nie cieszy się opinią uczciwego obywatela. Swoją drogą, bardzo spodobała mi się obstawa tego rekiniego gangstera, złożona dosłownie z goryli. Zapewne kojarzycie pluszaki ze słodkimi nadrukami? Ochroniarze Reef Kinga są dokładnie takimi maskotkami i noszą koszulki z napisami w stylu „Kocham Cię” lub „Pobaw się ze mną”.


Jak już wspomniałam, Bear With Me przemyca elementy humoru, który co prawda nie przyprawia o bóle przepony od gromkiego rechotu, ale umie wywołać uśmiech na twarzy. Prócz detali w rodzaju wymienionych przed chwilą t-shirtów, nowy epizod podąża ścieżką utartą przez poprzednią odsłonę, stawiając na błyskotliwe i niestroniące od sarkazmu dialogi, a także popkulturowe cytaty. Niemniej ponowne spotkanie z bohaterami generalnie przybiera mroczniejszy i poważniejszy ton niż za pierwszym razem, który też przecież daleki był od totalnej beztroski. Gwoli ścisłości, gra nie straszy, lecz zwyczajnie widać, że źle się dzieje w Paper City. Wraz z przekroczeniem bram miasta, protagoniści silniej angażują się w całą intrygę, a na dokładkę, dojdzie do poważnego zgrzytu między członkami naszego duetu, co raczej nie wpływa nazbyt pozytywnie na poprawę ich ochłodzonych niegdyś relacji. Ponadto rozwój wydarzeń skłania do intensywniejszych refleksji, dotyczących drugiego dna opowieści. Otwarty i okraszony nutką goryczy finał sprawił natomiast, że nie mogę doczekać się trzeciego rozdziału tej historii.

Porządna rozgrywka

Chyba najwyższa pora zamknąć kwestię scenariusza i przejść do innych ważnych aspektów produkcji. Jeśli chodzi o sterowanie, Bear With Me jest klasycznym point and clickiem, który obsługujemy z użyciem niezastąpionej w tym gatunku myszki. Poszczególne odcinki posiadają z grubsza taki sam interfejs, tyle że Episode Two został wzbogacony o dodatkową ikonę w prawym górnym rogu ekranu, tuż obok symbolu ekwipunku. Co się skrywa pod owym przyciskiem? Ano mapa miasta, po którym przyjdzie nam wędrować. Najczęściej kierujemy dziewczynką, aczkolwiek niekiedy zdarza się, że to Ted podniesie dany przedmiot, gdy wydamy polecenie interakcji z wybranym hotspotem. Tak na marginesie, inwentarz jest zresztą wspólny dla obojga bohaterów. Wykfalifikowany detektyw bynajmniej nie musi czuć się poszkodowany, ponieważ każdy z aktualnie dostępnych rozdziałów przydziela mu również przysłowiowe pięć minut, umożliwiając bezpośrednie kontrolowanie miśka. Podobnie jest z trzecią grywalną postacią, choć w jej ciuchach połazimy najkrócej (osoby obeznane z debiutanckim wcieleniem serii wiedzą, o kim teraz myślę).


Tutejszy gameplay powinien zadowolić miłośników tradycyjnych przygodówek, a to dlatego, że polega na eksploracji środowiska, konwersacjach z NPC-ami i rozwiązywaniu zagadek ekwipunkowych. Warto przy tym nadmienić, iż pomimo zbliżonego czasu zabawy (E1 – 2,5 godziny, E2 – około 3 godzin) drugi odcinek wydaje się bardziej złożony. W sumie faktycznie tak jest, skoro z paru pokoi na piętrze domu Amber przenosimy się do miasta zamieszkałego przez maskotki, lalki itd. Żadne tam GTA z otwartym światem ani Dropsy, jeżeli chcemy pozostać przy point and clickach. Jednak do dyspozycji otrzymujemy rozleglejszy obszar, a co za tym idzie – więcej postaci. Ogólnie poziom trudności nie należy do wygórowanych, lecz młodszy rozdział jest jakby lekko ulepszoną wersją pierwszego, który zawiera przekombinowane w moim odczuciu zadanie ze zdobywaniem pewnego klucza. Za to „dwójka” zwiększa liczbę wyborów, jakie można podjąć w kilku fragmentach. Oprócz tego, pod koniec zmierzymy się z pomysłową zagadką dialogową, wymagającą wskazywania poprawnych odpowiedzi.

Kreskówka w estetyce noir

Audiowizualna oprawa gry jak ulał pasuje do czarnego kryminału z bajkową obsadą, w skład której wchodzą Amber oraz cała zabawkowa zgraja. Atrakcyjna, kreskówkowa grafika 2D operuje głównie czernią i szarościami, lecz sporadycznie dają też o sobie znać wtręty intensywnej czerwieni. W ciekawy sposób wykonano statyczne przerywniki, które wyglądają niczym połączenie komiksu i tablicy dedukcyjnej, z tą różnicą, że cutscenki w E1 posiłkują się sepią, a E2 zachowuje w takich wstawkach tradycyjną kolorystykę Bear With Me. Na osobne pochwały zasługuje mapa wystylizowana na pocztówkę z gustownym napisem „Greetings from Paper City” („Pozdrowienia z…”). Co do udźwiękowienia, zastrzeżeń nie wzbudza ani nienachalny i nastrojowy soundtrack, ani wysokiej klasy voice acting w języku angielskim. Doceniam bardzo dobry dobór głosów dla poszczególnych postaci, gdyż przykładowo Ted brzmi jak cyniczny i zmęczony życiem detektyw, u Millie, starej żyrafiej niańki Amber z E1, słychać podeszły wiek, podczas gdy u Reef Kinga władczą drapieżność.


Jeżeli ograliście pierwszy epizod i miło go wspominacie, odpowiedź na pytanie, czy warto, jest banalnie prosta. W takim wypadku nie mogę doradzić nic innego jak tylko kontynuowanie przygody z produkcją autorstwa Exordium Games. Z kolei te osoby, które dotąd nie miały styczności z Bear With Me, a lubią nietuzinkowe od strony realiów point and clicki, powinny według mnie nadrobić zaległości. Takim graczom zalecam rzecz jasna sięgnąć wpierw po otwarcie serii, by potem zająć się następnym rozdziałem, wydanym w formie DLC do debiutanckiego epizodu. Niezależna produkcja wystartowała z naprawdę ładnego poziomu, a w drugim odcinku nie dość, że nie obniża lotów, to na dodatek, zalicza pewną zwyżkę formy. Liczę, iż taka tendencja zostanie utrzymana lub przynajmniej nie zejdzie z dotychczasowego pułapu.



---------------------------------------------------

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję Exordium Games.

Oficjalna witryna gry Bear With Me mieści się pod tym adresem.

2 komentarze:

  1. Mi jakoś pierwsza część średnio podeszła. Długie i trochę "drewniane" dialogi.. ale spróbuje kiedyś może przysiąść do niej drugi raz :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie akurat spodobał się już pierwszy epizod, acz nie ukrywam, że wraz z kolejnym historia bardziej się rozkręca, a i generalnie wydał mi się lepszy. :) Gdyby Ciebie też chwyciło od początku, druga część z pewnością przypadłaby Ci do gustu. Zawsze jednak, jak sama piszesz, możesz kiedyś spróbować dać grze jeszcze jedną szansę, zwłaszcza że przejście pojedynczego odcinka nie zabiera nie wiadomo ile czasu.

      Usuń